Walka o nowe życie upadłego Krosna

Kamil KosińskiKamil Kosiński
opublikowano: 2013-03-11 00:00

Właściciele 28 proc. akcji chcą zamiany likwidacji na układ. Ci, którzy próbowali ratować spółkę cztery lata temu, odrzucają taki wariant

Akcje Krośnieńskich Hut Szkła Krosno (KHS) to papiery bezwartościowe. Wykluczone z notowań potwierdzają własność firmy w upadłości likwidacyjnej. W 2011 r. pojawił się jednak plan dający szansę na przywrócenie akcjom choćby część dawnej wartości.

Mimo około 300 mln zł długów i likwidacji orzeczonej przez sąd w marcu 2009 r., firma zatrudnia 2,2 tys. osób, co według części akcjonariuszy oznacza, że likwidację dałoby się zamienić w układ, który otworzyłby drogę do powrotu na giełdę. KHS były jedną z pięciu spółek, które zapoczątkowały jej historię. Ich akcje były notowane przez 18 lat. W szczytowym momencie płacono za nie 116 zł (2005 r.). Gdy z końcem października 2009 r. zostały wykluczone z notowań, kosztowały 6 gr.

Plan Dariusza Dąbka

Plan sprowadza się do tego, że KHS będą prowadzić sprzedaż i zatrudniać ludzi, ale zostaną pozbawione majątku. Ten zostanie przeniesiony do spółek zależnych KHS Likwidacja i KHS Leasing. Do pierwszej trafi wszystko, co nie jest potrzebne do prowadzenia działalności huty, m.in. zajazd,przychodnia i zapasy. Pieniądze ze sprzedaży tego majątku trafiłyby wprost do wierzycieli. Majątek produkcyjny trafiłby do KHS Leasing, spółki, która byłaby w całości zastawiona na rzecz wierzycieli KHS i działałaby na zasadzie zbliżonej do leasingu zwrotnego.

Po kilku latach wierzyciele otrzymaliby w ratach swoje pieniądze, a właściciele akcji KHS znów mieliby papiery wartościowe. Mieliby też nowego partnera biznesowego. W zamian za 51 proc. akcji KHS 7,5 mln EUR kapitału obrotowego niezbędnego do działania tego wehikułu zgodził się wyłożyć fundusz private equity. Ten plan został przedstawiony Bankowi Pekao. Przypada na niego jedna trzecia długów KHS i bez jego zgody zmiana formy upadłości nie jest możliwa. Bank miał postawić warunek 15 mln EUR kapitału obrotowego.

Na czele grupy chcącej tchnąć w KHS nowe życie stanął Dariusz Dąbek. Wraz z rodziną kontroluje 7,1 proc. akcji KHS. Wsparty przez Michała Kijewskiego i Stowarzyszenie Integracyjne Studentów Foster, z którym jest związany, zażądał zwołania NWZA. Stefan Maciejewski, prezes KHS i właściciel 6,4 proc. akcji, odmówił. Chcąc zablokować zwołanie NWZA przez sąd, argumentował, że spółka przestała być spółką publiczną, zaś akcje utraciły zdematerializowany charakter. W konsekwencji wnioskujący o NWZA nie mogli wykazać „przymiotu akcjonariusza”.

Sąd był jednak innego zdania i upoważnił Dariusza Dąbka do zwołania NWZA. — Zwoływaliśmy walne spółki publicznej, ale od kilku lat nienotowanej na giełdzie, zarządzanej przez syndyka i przy braku współpracy zarządu — podkreśla Dariusz Dąbek.

Krajowy Depozyt Papierów Wartościowych przyznał Dariuszowi Dąbkowi dostęp do systemu rejestracji zgromadzeń i nie pobrał opłat za obsługę NWZA. Odbyło się 27 lipca 2012 r. Stawili się reprezentanci 62 akcjonariuszy dysponujących 43,2 proc. akcji. Za odwołaniem Stefana Maciejewskiego z funkcji prezesa głosowali reprezentanci 27,8 proc. kapitału. Przeciw był on sam, Janusz Wójcik, skarb państwa i Jan Fiejdasz. Ten ostatni to dysponujący trzema dziesięciotysięcznymi ogółu akcji, przewodniczący Związku Zawodowego Pracowników KHS. Podobnie wyglądały koalicje dotyczące rady nadzorczej.

Przegłosowano odwołanie Martina Mischeraka, Janusza Wójcika, Andrzeja Wyglądały, Macieja Nowakowskiego i Wojciecha Siatkowskiego. W ich miejsce powołano Macieja Kasprzyka, Dariusza Dąbka, Jarosława Dzierżanowskiego, Michała Kijewskiego, Radosława Kwaśnickiego i Karola Szymańskego. Nowy skład rady powołał Czesława Piotrowicza na prezesa KHS. Trójka prywatnych akcjonariuszy głosujących przeciwko zmianom zaskarżyła decyzje NWZA. Z uwagi na to, że kontrolowane przez syndyka biuro spółki nie przekazywało informacji o przychodzącej korespondencji nowo wybranemu prezesowi, udało im się prawomocnie zablokować nowe wpisy do rejestru sądowego.

Porażka sprzed lat

Prezesem jest więc Stefan Maciejewski, który stanowisko objął 9 lipca 2009 r. Na ostatnim WZA, przed usunięciem KHS z parkietu, powołano odwoływanych w 2012 r. członków rady nadzorczej, którzy niezwłocznie obwołali go prezesem. Wspólnie z Januszem Wójcikiem (razem mają 11,8 proc. akcji) rozpoczęli rozmowy z wierzycielami zmierzające do zamiany likwidacji na układ.

Plan zakładał zamianę długu na akcje, które po kilku latach miały być od wierzycieli odkupione po z góry określonej cenie. Rozmowy rozbiły się o to, że Bank Pekao zażądał, by akcjonariusze kontrolujący spółkę gwarantowali transakcję swoim majątkiem. Według części akcjonariuszy, Stefan Maciejewski nie chce od tamtego czasu rozmawiać z bankiem.

— Po 2009 r. nie mieliśmy już żadnego ruchu. Skoro główni wierzyciele odmówili współpracy, to o czym można rozmawiać — uważa Stefan Maciejewski.

— W 2009 r. głosowałem na pana Maciejewskiego w nadziei na to, że jest to osoba, która wyciągnie zakład z tarapatów. Nie do końca uwierzyłem jednak w jego argumenty dotyczące załamania się rozmów z Bankiem Pekao i zacząłem badać, czy można coś zrobić, by to zmienić. Porozumiałem się z zasiadającymi w radzie nadzorczej Januszem Wójcikiem i Andrzejem Wyglądałą, którzy — wydawało się — mieli odmienne zdanie od prezesa — mówi Dariusz Dąbek. Zaczął kiełkować nowy plan dogadania się z Bankiem Pekao. Stojący za nim akcjonariusze wytypowali Andrzeja Wyglądałę na przewodniczącego NWZA. Nie pojawił się. Dla Stefana Maciejewskiego jest to argument przesądzający o nieważności NWZA z lipca 2012 r.

— Sąd zgodził się na zwołanie NWZA pod przewodnictwem określonego człowieka, którego na NWZA nie było. NWZA było więc nielegalne — uważa Stefan Maciejewski.

Mimo 300 mln zł długów i likwidacji orzeczonej przez sąd w marcu 2009 r., firma zatrudnia 2,2 tys. osób, co według części akcjonariuszy oznacza, że likwidację dałoby się zamienić w układ, który otworzyłby drogę do powrotu na giełdę.

— Jeśli przewodniczący WZA się nie stawi, uczestnicy mogą wybrać zastępcę. Inaczej można by sparaliżować każde walne. I nawet nie w takich sytuacjach, w których są dwie grupy akcjonariuszy mające różne stanowisko. Walne mogłoby się nie odbyć, np. dlatego, że spóźnił się samolot, którym miał lecieć jego przewodniczący — ripostuje Dariusz Dąbek.

W jednym wszyscy się zgadzają: że przedstawił on zarys swojego planu Stefanowi Maciejewskiemu i Januszowi Wójcikowi. Ten ostatni przyznał nawet, że razem z Dariuszem Dąbkiem spotkał się z przedstawicielami Banku Pekao i syndykiem.

O co tu chodzi

Jan Fiejdasz twierdzi,że sprzedaż firmy przez syndyka daje szanse utrzymania miejsc pracy.

— Zmiana opcji upadłości na układową, z uwagi na nierealność układu i możliwość egzekucji przez wierzycieli swoich wierzytelności, doprowadzi do szybkiego zamknięcia przedsiębiorstwa — uważa szef związku zawodowego. Na pytanie o to, dlaczego nie chce dać szansy na realizację planu Dariusza Dąbka i zaskarżył uchwały NWZA, Janusz Wójcik odpowiada krótko — ma prawo do zaskarżenia i tak zrobił. Rozmowniejszy jest Stefan Maciejewski.

— Model finansowo-biznesowy, który przedstawił pan Dąbek, nijak się ma do doprowadzenia KHS do upadłości układowej. Jego plan jest dla mnie podejrzany pod względem prawnym. Sprowadza się do usunięcia dotychczasowych akcjonariuszy przez machinacje kapitałowo-własnościowe. Nie mając alternatywy, czekam więc, aż syndyk sprzeda zakład — podsumowuje Stefan Maciejewski.

— Podstawowy argument panów Maciejewskiego i Wójcika sprowadza się do tego, że dążymy do rozwodnienia kapitału. Ale przecież w 2009 r. chcieli zrobić to samo. To, że ktoś na siłę trzyma się stanowiska prezesa, z którym w obecnej sytuacji spółki nie wiążą się żadne apanaże, a ponadto inwestuje w prawników, każe postawić pytanie: dlaczego — mówi Czesław Piotrowicz.

Z pięciu debiutantów ostał się jeden

Akcje KHS można było kupić w trakcie pierwszej sesji na warszawskiej giełdzie — 16 kwietnia 1991 r. Były wśród papierów pięciu debiutujących firm. Pozostała czwórka to: Exbud, Tonsil, Śląska Fabryka Kabli oraz Próchnik. Do dziś na parkiecie przetrwał jedynie ten ostatni. Producent odzieży od lat jest jednak spółką groszową. Z parkietem jako pierwszy pożegnał się budowlany Exbud. Kontrolę nad nim przejęła szwedzka Skanska. W maju 2001 r. zmienił szyld na Exbud Skanska, a zszedł z parkietu w drugiej połowie 2002 r. Jego przychody w ostatnich latach wynoszą około 200 mln zł. Kontrolę nad Śląską Fabryką Kabli już w 1993 r. przejął duński NKT Holding.

Z giełdy spółka zniknęła w grudniu 2010 r. Jej obroty w ostatnich latach oscylują wokół 800 mln zł. Tonsil zszedł z parkietu w 2005 r., podobnie jak KHS w wyniku bankructwa. W grudniu 2010 r. na NewConnect pojawiła się Tonsil Acoustic Company, która próbowała reaktywować markę. Ten epizod zakończył się na początku października 2012 r. — na licytacji komorniczej markę wykupił nowy właściciel, który kontynuuje produkcję głośników.