Weterani okopani

Karol Jedliński
opublikowano: 28-04-2008, 00:00

Seniorów przybywa, więc powstanie pierwsza w Polsce sieć domów spokojnej starości z prawdziwego zdarzenia.

Jedni zarzucą statystyce, że przez nią człowiek i pies mają średnio po trzy nogi. Inni widzą w niej biznes, w końcu liczby nie kłamią. Wychodzi nieubłaganie, że Polacy żyją coraz dłużej i zarabiają coraz lepiej. Za 8-10 lat będzie prawie dwa razy więcej osób powyżej 65 lat, z większą siłą nabywczą. Można otworzyć dla nich biuro podróży, sieć kawiarni albo ośrodki spokojnej starości o wysokim standardzie. Gdańska spółka Serenity (z ang. pogodność, spokój) postawiła na to ostatnie. Wkrótce debiutuje na New Connect z niemałą, bo 18-milionową ofertą.

— Do 2015 r. Serenity ma mieć sieć 12 domów spokojnej starości w dwóch województwach: pomorskim i warmińsko-mazurskim — zapowiada Marek Bylina, prezes spółki.

Był już m.in. wiceprezesem portu lotniczego w Gdańsku i dyrektorem fabryki mebli. Od zawsze gra na giełdzie, uchodzi za dobrego organizatora i praktyka. Pokazuje e-maile z kosztorysami, tabelkami, wykresami. Serenity stawia na outsourcing, dlatego koszty nie są tajemnicą. Zyski też nie. Za parę lat mają sięgnąć 10 mln zł rocznie.

Co się komu kojarzy

W liczbach dobry jest też Piotr Nalepa, syn matematyka, główny akcjonariusz Serenity, wychwalający statystykę, niemający jednak „parcia na szkło”. Zdjęcia sobie zrobić nie chce, opowiadać o sobie też nie za bardzo. Jeździ z prezesem po Warszawie, bo jest roadshow, więc musi. Ale rozstanie z Wybrzeżem okupił niewyspaniem. Łóżko w hotelu niewygodne, w ośrodkach Serenity na pewno będą bardziej komfortowe.

— Domy dla starszych osób kojarzą się w Polsce źle, z odrzuceniem i z przemocą, co wynika z niskiego poziomu usług. Tymczasem w Stanach czy w Europie Zachodniej są powodem do zadowolenia. W końcu tam czeka lepsza opieka i w konsekwencji dłuższe życie — przekonuje Piotr Nalepa.

Pomysł na Serenity nie wziął się tylko z lektury prognoz Głównego Urzędu Statystycznego. Żona Piotra Nalepy, zasiadająca w radzie nadzorczej spółki, a także Arkadiusz Czucha, wiceprzewodniczący rady, a do tego dyrektor w Banku Pekao, mieli do czynienia z takimi placówkami za granicą. We władzach spółki pełno ekonomistów, prawników, bankowców i lekarzy. Piotr Nalepa, widząc, jak szybko rozwijają się podobne firmy choćby w Wielkiej Brytanii, nie ma zamiaru przepuścić okazji. Na razie na hasło „sieć domów opieki” w Google wyskakują głównie strony z ofertami pracy na Wyspach.

— Tam to jest cała, osobna branża, a w Polsce nie ma domów opieki z prawdziwego zdarzenia. Zbudowanych od podstaw, a nie z przerobionego domku jednorodzinnego, na ciasnej działce — uważa Marek Bylina.

Piotr Nalepa od razu dodaje:

— Ale za parę lat będą dość powszechne, jak tylko na nasz rynek wejdą zagraniczne sieci. Do tego czasu my się jednak okopiemy — zapewnia.

Włoska robota

Serenity ma w planach dwa duże domy mieszczące po 120 pensjonariuszy i 10 mniejszych, gdzie zamieszka po około 70 osób w każdym. Wszystko w wysokim standardzie, niedaleko większych miast, nawet internet będzie w każdym pokoju. Razem daje to ponad 900 miejsc w dwóch województwach. Według danych z regionów obecnie w pomorskim i warmińsko-mazurskim legalnie działa tuzin domów oferujących 270 miejsc.

— Standard jest tam o wiele niższy niż planowany w Serenity, a przy stawkach sięgających nawet 3,5 tys. zł miesięcznie obłożenie mają praktycznie stuprocentowe — wylicza Piotr Nalepa.

Z Markiem Byliną znają się od kilkunastu lat. Do dziś całkiem intensywnie grają na GPW. Zanim Piotr Nalepa został współwłaścicielem prywatnego szpitala ortopedycznego Jankowo w Gdańsku (udziały sprzedał dwa lata temu), pracował w USA, w pewnej dużej włoskiej firmie.

— Camorra? — dociekam.

— Nie, nie mieli aż tak szerokiego wachlarza usług. Produkowali mozzarellę — śmieje się gdański biznesmen.

Teraz podobno nie robi nic konkretnego, ot, wolny strzelec. Gdyby nie to, że od roku ciągle tylko o jednym, o Serenity.

— Piotr wie, że to będzie niedługo bardzo zyskowny interes. I woli, żeby marka była gwiazdą mediów, a nie on — zaznacza Marek Bylina.

Trwają rozmowy z inwestorami instytucjonalnymi. Finansowa konstrukcja jest jasna: typowy start-up. Z tą różnicą, że na New Connect zwykle pojawiają się spółki trzydziestolatków, walczące na polach nowych technologii, dystrybucji czy doradztwa. Szukają po parę milionów wsparcia.

Nie na wieczność

Serenity idzie na „małą giełdę” na wspak. Chce zarabiać na starości i do tego szuka okrągłej sumy. Prezes spółki i główny akcjonariusz są już po czterdziestce.

— Przyjęliśmy za standard przejrzystość przedsięwzięcia. Zakładamy rachunek powierniczy, na którym zdeponujemy pieniądze z emisji. Będziemy mogli je wydać tylko na dokładnie rozpisane wcześniej cele. Żadnego kupowania samochodów, kreatywnej księgowości czy podbijania kosztów — zapewnia prezes Serenity.

Cegiełkę do koncepcji Serenity dołożył psycholog. Dla pensjonariuszy będą specjalne diety, zajęcia ruchowe, spotkania z młodymi ludźmi. Motyw przechowalni staruszków odpada. Twórcy Serenity jak ognia boją się patologii, nierzadkich na polskim rynku. Urzędy wojewódzkie kontrolują co prawda takie placówki, nakładają na nie kary, ale ich nie zamykają. Domy opieki płacą i działają dalej, bo nieraz sytuacja przypomina tę w przedszkolach, trzeba zapisywać się na listy.

— Ogromna nadwyżka popytu nad podażą powoduje, że nikt się na to nie zamachnie — zaznacza Piotr Nalepa.

Jednak przyznaje, że do czasu. Za kilka lat w Polsce mają zacząć obowiązywać normy unijne, więc część placówek straci rację bytu. Pojawią się też zagraniczne sieci, które na celownik wezmą duże miasta i zachodnią granicę. A stać ich na to. Brytyjski Southern Cross Health Care ma prawie 40 tys. miejsc w ponad 600 domach w Wielkiej Brytanii.

— Mówi się, że kiedy jest pokój, jest demokracja, a kiedy wojna, to jeden cezar. Teraz jest czas na budowanie imperium — mruga okiem Marek Bylina.

Piotr Nalepa nie chce w Serenity zostać na wieczność. Ma plan.

— Rozkręcimy, zbudujemy, poczekamy, aż regionem zainteresują się wielkie sieci. Wtedy będziemy mieli prawie połowę rynku w obu województwach. Łatwiej będzie nas kupić niż przeskoczyć. Pozwolimy się dobrze sprzedać — zakłada.

Zostało jeszcze parę tygodni spania w niewygodnych łóżkach. A potem pewnie do wody. Piotr Nalepa do tej cieplejszej, jako że jest doświadczonym nurkiem. Prezes Serenity biegiem do zimnej, jako zdeklarowany mors. Hartuje się na starość. n

Opiekuńcze sieci

W Wielkiej Brytanii działa ponad 30 prywatnych sieci domów dla seniorów. Największa to Southern Cross Healthcare, która notowana jest wśród 250 największych spółek na londyńskiej giełdzie. W Stanach Zjednoczonych najpotężniejsza sieć to Manor Care, mająca ponad pół tysiąca centrów opieki, w których zatrudnia 60 tys. osób w 32 stanach. A zaczęło się od tego, że były hydraulik założył dom opieki w stanie Maryland, jednocześnie rozkręcając sieć tanich hoteli Choice. Skończyło się tak, że w zeszłym roku prywatny fundusz zaproponował wykupienie Manor Care za 4,9 mld dolarów, widząc potencjał w sieci nieruchomości we władaniu spółki. Syn założyciela z oferty skorzystał.

Po debiucie ruszy budowa

Serenity ma w planach budowę 12 domów spokojnej starości. Dwa duże powstaną w Straszynie pod Gdańskiem i w okolicach Olsztyna. Każdy z nich pomieści po 120 pensjonariuszy. Mniejsze domy każdy prawie dla 70 osób, powstaną m.in. w okolicach Redy, Wejherowa, Kościerzyny, Trąbek Wielkich i Elbląga. Ostatni powstanie najpóźniej za 7-8 lat.

Liczby na starość

920 osób Tylu pensjonariuszy pomieszczą ośrodki Serenity.

32 mln zł Taki przychód w 2015 r. ma przynieść działalność gdańskiej spółki.

180 mln dol Tyle w zeszłym roku zarobiła amerykańska sieć domów spokojnej starości Manor Care.

Pan Tadeusz z lodem

Kły morsa mogą sięgać metra długości, a ciało czterech metrów i do tego ważyć nawet dwie tony. Zwierzaki te zamieszkują wody przybrzeżne Arktyki. Samce są większe od samic, a morsy z Oceanu Spokojnego są większe od występujących w Atlantyku. Ich skóra jest zwykle jasnobrązowa, jednak podczas wygrzewania się na słońcu staje się różowa, bo rozszerzają się naczynia krwionośne. Żywią się między innymi małżami i ślimakami oraz skorupiakami. Morsy żyją do 40 lat, choć nie zawsze. Najbardziej znanym polskim morsem jest człowiek, czyli 66-letni Tadeusz Wardziukiewicz. To okaz wyjątkowo odporny na zimno, więc co roku w wyścigach morsów bije na głowę młodszych kolegów. Trenuje, pływając zimą w Bałtyku.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Karol Jedliński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu