Wyjdźmy z kąta i podbijmy świat

Zerwać z poetyką wstydu, śmiało rozpychać się za granicą, w kraju rozsądnie inwestować w innowacje i infrastrukturę — to państwowo-biznesowe przesłanie dla Polski 4.0

Trzecia dekada III RP niedługo dobiegnie końca i choć nie mamy większych powodów do wstydu, na pewno mogło być lepiej. U progu czwartej dekady wolności Polska musi zmierzyć się z wyzwaniem, jakim jest czwarta rewolucja przemysłowa, postępująca cyfryzacja i automatyzacja oraz ekspansja globalnego kapitału. Według wicepremiera Mateusza Morawieckiego, by stać się Polską 4.0, Polska musi odrzucić pedagogikę wstydu, nie pozwolić na wciśnięcie się do kąta i z dumą wspierać patriotyzm gospodarczy, o którym w „Pulsie Biznesu” pisaliśmy, nim stało się to modne. O tym, co i jak robić na drodze do innowacyjnej czwartej RP, dyskutowali w poniedziałek liderzy polskiego biznesu i najważniejsze postaci polityki gospodarczej zgromadzeni w warszawskim Centrum Olimpijskim na debacie inaugurującej kolejną edycję cyklu „Czas na patriotyzm gospodarczy”.

Czempioni na start

— Od czasów Kompanii Wschodnioindyjskiej, de facto realizującej interesy Holandii, wielkie, międzynarodowe firmy odgrywają ogromną rolę w realizacji celów gospodarczych każdego państwa. Duże firmy są absolutnie kluczowe dla rozwoju kraju, z którego się wywodzą. Dzięki zwiększaniu skali działania lub poszerzaniu jego zakresu o komplementarne dziedziny mogą dokonywać ekspansji zagranicznej i torować drogę mniejszym firmom, które same nie wejdą na przykład do Chin. Mniejsze spółki mogą zaistnieć za granicą właśnie dzięki przecierającym szlaki dużym graczom — mówił Mateusz Morawiecki. Pionierami mają być przede wszystkim tzw. narodowi czempioni, czyli największe spółki, zdolne do dużych inwestycji i wypracowania silnej pozycji na rynkach poza Polską i poza Europą Środkową.

— Można się śmiać i ironizować, że budujemy czebole, ale każdy, na Wschodzie czy na Zachodzie, wspiera swoich gigantów i nie ma w tym nic dziwnego. Główny spór na linii Bruksela

— Waszyngton dotyczy teraz cyfrowych gigantów zza oceanu, którzy czerpią tu zyski, problemem pozostają natomiast płacone prze nich podatki. W tym przypadku zajmujemy takie samo stanowisko jak Bruksela, ale jednocześnie musimy odrzucić pedagogikę wstydu i śmiało wspierać własne firmy — mówił Mateusz Morawiecki.

Zwolennikiem budowy narodowych czempionów i ich wspierania przez państwo jest też Zbigniew Jagiełło, prezes największegow kraju PKO Banku Polskiego. Jego zdaniem, nie powinny robić tego tylko spółki z udziałem skarbu państwa, ale też przedsiębiorstwa prywatne, których udziałowcy, zamiast koncentrować się na utrzymaniu kontroli i zgarnianiu większości dywidend, powinni myśleć bardziej perspektywicznie.

— Chciałbym, żeby PKO BP było narodowym czempionem, i dobrze, że to pojęcie, mimo hejtu i żartów z czeboli, zaistniało w świadomości. Wszystkie zamożne kraje świata mają kilka-kilkanaście narodowych marek rozpoznawalnych na całym świecie. My takich marek nie mamy, jedynie do tego aspirujemy. Dlatego brakuje mi łączenia się dużych firm w jeszcze większe organizmy. Niedawno świat obiegła informacja, że fuzję mają przeprowadzić Siemens i Alstom. Dlaczego w Polsce firmy choćby z tej branży o tym nie myślą i nie współpracują? Tego elementu na pewno mi brakuje — mówił Zbigniew Jagiełło.

Dyplomaci do roboty

Zbigniew Jakubas, przedsiębiorca i właściciel Multico, główny akcjonariusz m.in. Mennicy Polskiej, Newagu i Netii, podkreślał, że dostrzega „dobrą zmianę” w relacjach na linii biznes — państwo, ale sporo pozostało do zrobienia.

— W rządzie, choćby w resorcie rozwoju, podczas rozmów z wiceministrem Jerzym Kwiecińskim widać chęć zrozumienia przedsiębiorcy, taktowanie go po partnersku i szukania wspólnych rozwiązań. Poprawiła się organizacja przetargów, gdzie decyduje nie tylko cena. Nadal drogą przez mękę są jednak procedury administracyjne oraz to, że spory rozstrzygane są przez niewydolne sądy powszechne. Narzekać można też na wsparcie za granicą, zwłaszcza jeśli chodzi o aktywność placówek dyplomatycznych. Cały świat lobbuje za swoimi i my nie możemy się tego wstydzić albo obawiać, że to jakieś państwowo-biznesowe konszachty — mówił Zbigniew Jakubas. Paweł Borys, szef Polskiego Funduszu Rozwoju, wskazywał, że przez ostatnich 27 lat nie wykształcił się w Polsce sprawny model wspierania biznesu na rynkach zagranicznych i od razu nie da się tego zmienić.

— Czego innego potrzebują od państwa małe i średnie przedsiębiorstwa, a czego innego najwięksi gracze, inaczej trzeba działać w Afryce, a inaczej w Unii Europejskiej, żeby przedsiębiorcy czuli realne efekty państwowego wsparcia. W Europie walczyć trzeba raczej na polu regulacyjnym, na trudnych rynkach, gdzie jest masa problemów choćby z bezpieczeństwem. Potrzebna jest aktywna dyplomacja, lobbing i oficjalne wsparcie dyplomacji, zwłaszcza wtedy, gdy są problemy — mówił Paweł Borys.

Sprawniejsze wspieranie biznesu za granicą ma być możliwe dzięki zastąpieniu działających przy ambasadach wydziałów promocji handlu i inwestycji Polską Agencją Inwestycji i Handlu. Za zmianą szyldów ma iść zmiana myślenia.

— Ta agencja w tym roku będzie miała 20 przedstawicielstw, a docelowo ma być ich 70, może nawet 100. Te przedstawicielstwa muszą być dobrze doinwestowane, by mieć właściwą ofertę dla polskich przedsiębiorców i skutecznie wspierać ich w ekspansji, wspieranej również poprzez instrumenty finansowe BGK i KUKE — mówił Paweł Borys. Zdaniem Zbigniewa Jagiełły, jedna z przyczyn słabości ekspansji polskich firm za granicą tkwi w braku ekspatów.

— To jest kwestia setek lat braku obecności Polski i Polaków na arenie międzynarodowej. O kompetentnych ludzi trzeba walczyć, wydzierać ich konkurencji. Tego nie da się pokonać jednym skokiem, nawet jak wpompuje się miliony w zagraniczne biura. To wieloletni proces, który polskie firmy mogą wspierać, korzystając nawzajem ze swoich usług na rynkach zagranicznych, a z tym też jest problem — brakuje elementarnej solidarności — mówił Zbigniew Jagiełło. Bardziej optymistyczny w ocenie ekspansji polskich firm za granicą był Maciej Kropidłowski, wiceprezes Banku Handlowego.

— Widzę, że nikt nie jest zadowolony z tempa ekspansji polskich firm, ale my od dawna ją wspieramy i widzimy, że za granicę wychodzi coraz więcej małych i średnich firm. Ich sukcesy na arenie regionalnej są niekwestionowane. To może nie jest zbyt spektakularne i na pewno można zrobić więcej, ale już zrobiono wiele — mówił Maciej Kropidłowski.

Innowacje według potrzeb

Jedną z najbardziej wyrazistych historii polskiego sukcesu za granicą jest Asseco, które prowadzi obecnie działalność na 55 rynkach na świecie. Adam Góral, twórca i prezes spółki, podkreśla, że walka o pozycję na rynkach globalnych to podobny romantyzm, jak rozkręcanie biznesu informatycznego w Polsce blisko trzy dekady temu.

— Możemy wygenerować 100 mln USD zysku i co to jest? IBM ma 27 mld USD, Microsoft 22 mld. Takie firmy mają nad nami ogromną przewagę. Widzimy szansę w trwającej obecnie rewolucji technologicznej, ale żeby przebić się z polskim produktem, musimy znaleźć miejsce na siebie i wierzyć w to, że możemy, i nie musimy robić dokładnie tego, co oni. Inspiracją powinien być dla nas Izrael, gdzie ściągnięto laboratoria i sektor wysokich technologii kwitnie. Musimy być jak oni — ciężko pracować, być sprytnym, zdeterminowanym i znaleźć miejsce dla siebie — mówił Adam Góral. Oprócz wychodzenia za granicę polskie firmy muszą mierzyć się też z dynamicznymi zmianami na krajowym podwórku. Rosną koszty pracy, zmieniają się oczekiwania klientów, a technologia szybko staje się przestarzała.

— Klienci chcą szybszego dostępu do usług i nieustannego rozszerzania ich katalogu. Cyfryzacja będzie skutkowała z jednej strony podniesieniem produktywności, a z drugiej — zindywidualizowaniem produktów i dostosowaniem ich do konkretnych potrzeb czy oczekiwań — mówił Olgierd Cieślik, prezes Totalizatora Sportowego. Innowacje najbardziej widoczne są w usługach, ale największy wpływ mogą mieć na funkcjonowanie przemysłowych gigantów starej daty.

— Jako firma przemysłowa musimy wprowadzić mnóstwo różnych innowacji. Kluczowa jest tu centrala, z której te innowacje muszą wychodzić. Realizujemy teraz program KGHM 4.0, polegający na informatyzacji głównego ciągu technologicznego: od wydobycia przez przerób po wytworzenie metalu — mówił Stefan Świątkowski, wiceprezes KGHM. Jego zdaniem, wypracowane w Polsce innowacje technologiczne mogą pomóc firmie w rozwoju na rynkach zagranicznych.

— Dzięki dokładnym pomiarom i wykorzystaniu ich wyników możemy zdobyć przewagę konkurencyjną i wykorzystać ją w ekspansji, choćby kupić złoże, z którym konkurenci by sobie nie poradzili. Nie chodzi jednak o innowacje dla samych innowacji czy wspieranie start-upów dlatego, że to teraz modne, niezależnie od tego, co robią. My dokładnie wiemy, gdzie potrzebujemy usprawnień, i niech start-upy szukają pomysłów właśnie w tych obszarach. Państwo jest po części naszym właścicielem, ale nie widzimy w tym procesie jego dużej roli. To zadanie, z którym powinniśmy radzić sobie sami — mówił Stefan Świątkowski.

Wspieranie innowacyjności to też jeden z priorytetów Wojciecha Jasińskiego, prezesa PKN Orlen — z tym zastrzeżeniem, że nie jest to w żadnym razie działalność charytatywna.

— Patriotyzm gospodarczy w moim rozumieniu to m.in. świadome uwzględnianie najbliższego otoczenia w biznesie i wspieranie środowiska lokalnego. Nie oznacza to jednak rozdawania pieniędzy. Niektórzy uważają, że jak Orlen jest bogaty, to niech płaci więcej. Chcemy płacić uczciwie, służyć polskiej gospodarce i wspierać innowacyjność, bo tylko w silnej Polsce nasza firma może być silna — mówił Wojciech Jasiński.

Budowanie na lata

Polski 4.0 nie można jednak oprzeć tylko na biznesach zagranicznych i krajowych innowacjach. U fundamentów tej budowli musi leżeć beton i stal. — Trudno wyobrazić sobie rozwinięty kraj bez bardzo dobrze rozwiniętej infrastruktury. My się znakomicie wpisujemy w plan Morawieckiego dzięki modernizacji tysięcy kilomterów linii kolejnych i około 200 dworców, na co pójdą dziesiątki miliardów złotych. Nowoczesna infrastruktura może nam też pomóc w realizacji idei tzw. nowego jedwabnego szlaku, którego północna nitka kolejowa, przez Rosję i Białoruś, już funkcjonuje, ale prowadzimy też rozmowy w sprawie drugiego korytarza — przez Kazachstan, Kaukaz i Ukrainę — mówił Andrzej Olszewski, wiceprezes PKP.

Polska odziedziczyła rozbudowaną infrastrukturę przemysłową po PRL, która była jednak przestarzała i nie pozwalała na konkurowanie technologiczne z zachodem Europy. Zdaniem Henryka Baranowskiego, prezesa PGE, historyczne zaszłości odchodzą już w niepamięć.

— Jesteśmy historycznie obciążeni tym, że węgiel jest łatwo dostępny, więc to na nim oparto energetykę. Wraz z całym sektorem od lat 90. zainwestowaliśmy miliardy w redukcję emisji CO 2 i obecnieenergetyka jest odpowiedzialna za około 10 proc. emisji szkodliwych gazów, podczas gdy 30 lat temu za 40-50 proc. Problemem jest jednak nieustanna presja Komisji Europejskiej, która ciągle stawia nam nowe wymagania i nie dostrzega progresu, a my musimy zapewnić bezpieczeństwo dostaw prądu dziś i na kilkanaście lat do przodu, by gospodarka mogła się rozwijać — mówił Henryk Baranowski. Pieniądze na innowacje, inwestycje i rozwój zapewniają fundusze europejskie, państwo i prywatny biznes, ale według Marka Dietla, prezesa GPW, w budowanie dostatniej Polski 4.0 można zaangażować pieniądze także z innych kieszeni.

— Awans do grona rynków zaawansowanych oznacza, że spółki na polskiej giełdzie uzyskały dostęp do 87 proc. funduszy światowych, które inwestują na takich rynkach. W porównaniu z kapitałem dostępnym dla rynków rozwijających się to olbrzymi skok. Giełda może być narzędziem realizacji planów gospodarczych państwa i spółek, dlatego patriotycznym działaniem byłoby bez wątpienia zachęcanie obywateli do inwestowania na niej, by oszczędzali na emeryturę również w pionie kapitałowym, oczywiście przy wsparciu profesjonalnych zarządzających — mówił Marek Dietl.

KOMENTARZ

Polska myśl twórcza z Gdańska płynie w świat

MAREK PIECHOCKI

prezes i twórca LPP

Gospodarcze znaczenie LPP nie kończy się na 17 tys. miejscach pracy w kraju czy odprowadzanych w Polsce podatkach. Liczy się kreatywność — najważniejszy element przewagi konkurencyjnej mocnych gospodarek. Jesteśmy dumni z polskiej myśli twórczej, którą promujemy na całym świecie. LPP to przede wszystkim kolekcje tworzone przez naszych projektantów, tu w Polsce, czy salony Reserved w Berlinie i Londynie, w całości zaprojektowane i zbudowane przez naszych krajowych partnerów. To też koncepcje nowych sklepów i wdrażane w nich nowoczesne technologie. Dzięki temu w 2016 r. wartość eksportu LPP wyniosła 3 mld zł. Kluczem sukcesu jest kultura organizacyjna. Dajemy pracownikom dużą samodzielność. Na pierwszym miejscu stawiamy dobro firmy i pracujących w niej ludzi, a nie krótkoterminowe zyski. Takie podejście wynika z fundamentów, na których tworzymy LPP — choć działamy na 20 rynkach, pozostajemy firmą z Gdańska. Tu powstały koncepcje naszych marek i tu zapadają wszystkie decyzje strategiczne.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marcel Zatoński

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Dziękujemy za rejestrację / Edycja VIII / Wyjdźmy z kąta i podbijmy świat