Wieloletniej parlamentarnej tradycji stało się zadość

opublikowano: 06-03-2015, 00:00

OBYWATELSKI PROJEKT WS. OŚWIATY Odrzucenie przez Sejm w pierwszym czytaniu obywatelskiego projektu ustawy o zmianie ustawy o systemie oświaty to parlamentarny standard.

Do projektu podpięła się opozycja, zatem koalicja rządowa z automatu była przeciw. Formalny zapis „odrzucił Sejm” wypada doprecyzować — kluby PO i PSL, wsparte kilkoma wolnymi elektronami, pokonały całą resztę 233:192, przy 6 posłach wstrzymujących się i 29 nieobecnych.

Inicjatywa ustawodawcza przysługująca grupie co najmniej 100 tys. obywateli to jedna z większychfikcji w Konstytucji RP. Od jej wejścia w życie w 1997 r. jeszcze się nie zdarzyło, by projekt obywatelski przeszedł całą ścieżkę legislacyjną, uzyskał podpis prezydenta i został wydrukowany w Dzienniku Ustaw. Większość kończy w koszu już po pierwszym czytaniu, a nieliczne puszczone dalej utykają w pracach komisyjnych. Paradoksalnie wcale to nie znaczy, że nie mają szans same zapisane w projekcie treści. Najbardziej znanym przykładem jest przywrócenie kalendarzowej czerwonej kartki w Święto Trzech Króli. Dwa razy obywatelskie inicjatywy pod wodzą Jerzego Kropiwnickiego, prezydenta Łodzi, przepadały w pierwszym czytaniu, ale gdy rządząca PO po namyśle podjęła temat jako… własny — dzień wolny od pracy 6 stycznia został szybko uchwalony.

Wniosek z tego, że obywatelskie cielę musi pokornie ssać partyjne matki, oczywiście te decyzyjne. Wbrew obiegowym pozorom orazuproszczonej wiedzy setek tysięcy sygnatariuszy oświatowego projektu nowelizacja nie ograniczała się tylko do zniesienia obowiązku szkolnego dla sześciolatków i przedszkolnego dla pięciolatków. Był to rozbudowany akt prawny, ingerujący w wiele rozwiązań organizacyjnych polskiej oświaty. Został rzecz jasna zaopiniowany negatywnie przez Ministerstwo Edukacji Narodowej, ale bardzo ostra krytyka płynęła także z prowadzących oświatę władz samorządowych. Podam jeden drobiazg — otóż w gminach, zwłaszcza wiejskich, powszechne są zespoły szkolno- -przedszkolne, funkcjonujące jako jednostki budżetowe. Zwykle jeden z wicedyrektorów zespołu kieruje wyodrębnionym lokalowo i programowo przedszkolem. Taka dobrze sprawdzająca się formuła istotnie obniża gminie koszty. Tymczasem idealistycznie naiwny projekt obywatelski wykluczał tworzenie szkolno-przedszkolnych zespołów.

W spornej kwestii rozpoczynania edukacji w wieku sześciu czy siedmiu lat z oczywistych względów pozbawieni są głosu sami zainteresowani. Żyje jednak w Polsce niemała grupa dorosłych obywateli, która na sobie sprawdziła plusy i minusy uczęszczania do szkoły od szóstego roku życia w klasie zdominowanej przez siedmiolatki. Może resort edukacji podjąłby się rejestracji, oczywiście dobrowolnej, takich osób i przeprowadził wśród nich badanie społeczne. Tak się składa, że właśnie byłem o rok młodszy od całej reszty klasy, a ponieważ jestem z listopada (znaczy Skorpion), to od kolegów urodzonych w styczniu właściwego rocznika byłem realnie młodszy o… niemal dwa lata! I z perspektywy kilku dekad oceniam tamtą uczniowską relację za życiowo znakomitą. Dlatego całkowicie subiektywnie oceniam, że projekt zawracający cywilizacyjnie polską edukację trafił zasadnie do sejmowego kosza.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: JACEK ZALEWSKI

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu