Przez rosyjską blokadę straciliśmy już 11 mln zł przychodów ze sprzedaży, a straty za każdy kolejny miesiąc są coraz wyższe — alarmują Wierzejki. I wstrzymują wartą 30 mln zł inwestycję na Lubelszczyźnie, która miała dać pracę 100 osobom.
Chwila, która trwa
Wszystko zaczęło się 12 sierpnia. Spółka załadowała samochód tłuszczem wieprzowym dla Rosjan, a kilka dni później rosyjskie służby weterynaryjne poinformowały, że czasowo zablokowały import z Wierzejek. W samochodzie znalazły bowiem tylko kilka palet z tłuszczem produkowanym przez spółkę i sporo iberyjskiej słoniny, która ma zakaz wjazdu do Rosji. Wierzejki przekonują, że są niewinne i padły ofiarą przemytników.
— Byliśmy przekonani, że to chwilowe problemy. Na targach w Moskwie zdobyliśmy kontrakty warte 3 mln zł miesięcznie, których nie możemy zrealizować. Rozwijała się też współpraca z naszym głównym partnerem w Rosji — od stycznia do lipca wartość kontraktu wzrosła z 4 mln zł miesięcznie do 7 — twierdzi Piotr Zdanowski, współwłaściciel Zakładu Mięsnego Wierzejki.
Tłumaczy, że budowa ubojni drobiu — którą spółka wstrzymała — miała zapewnić wyższą jakość produktów, m.in. dzięki możliwości kontroli całego procesu produkcji. — Pozwoliłaby też na osiągnięcie lepszych marż — dodaje Adam Zdanowski, współwłaściciel Wierzejek.
Kraj nie pomoże
Do planów inwestycyjnych zakład może wrócić za dwa lata. — Warunkiem wznowienia inwestycji jest szybkie zniesienie zakazu eksportu naszego mięsa do unii celnej [rosyjskie embargo obowiązuje automatycznie również na Białorusi i w Kazachstanie — red.] — mówi Marek Zdanowski, założyciel Wierzejek. Polska weterynaria już wydała decyzję.
— Wystąpiliśmy do Rosjan o odblokowanie Wierzejek. Poinformowali nas, że rosyjska prokuratura w obwodzie kaliningradzkim prowadzi dochodzenie w tej sprawie — mówi Janusz Związek, Główny Lekarz Weterynarii.
Śledztwo toczy się też w Polsce, bo Wierzejki złożyły zawiadomienie do lubelskiej prokuratury.
— 30 września zostało wszczęte śledztwo w sprawie wprowadzania lub produkcji zepsutych lub zafałszowanych środków żywności. Wierzejki otrzymały status pokrzywdzonego, gdyż przestępstwo to uderza w ich interes ekonomiczny— mówi Beata Syk-Jankowska, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Lublinie. Straty w eksporcie Wierzejki spróbują nadrobić w kraju, ale zdaniem Piotra Zdanowskiego, to realne w dłużej perspektywie.
— Nie jesteśmy w stanie w ciągu 1-2 miesięcy zwiększyć sprzedaży tak, żeby zniwelować rosyjskie embargo. Obecnie wykorzystujemy 45 proc. mocy produkcyjnych, a przed zakazem było to 60-70 proc. Zapas utrzymywaliśmy z myślą o rozbudowie sieci sklepów do 160 [obecnie jest ich 112 — red.] i zwiększeniu eksportu do 10 mln zł miesięcznie [obecnie to 1 mln zł — red.] — mówi Adam Zdanowski. Ubiegłoroczne przychody Wierzejek wyniosły 220 mln zł. W tym roku miały sięgnąć 250 mln zł.
— Dotychczas rośliśmy o 10-20 proc. rocznie. Jak zakończymy ten rok, nie wiadomo — ucina założyciel Wierzejek.