Krajowe blue chipy dzieli nieco ponad 50 pkt. od wyznaczonego krótoterminowego celu na poziomie 1,9 tys. pkt. Żeby byki mogły święcić tryumfy, WIG20 musiałby wzrosnąć co najmniej tak mocno jak wczoraj (ok. 2,7 proc.). Jest to jak najbardziej możliwe, sądząc po wtorkowej optymistycznej sesji na Wall Street i równie udanych środowych notowaniach w Azji.
Wczorajsza decyzja FOMC (odpowiednik RPP) uskrzydliła główne amerykańskie indeksy. Choć po cięciu głównej stopy procentowej do poziomu 0,25 proc. tamtejsze władze monetarne mają coraz mniejsze pole do manewru, to i tak zamierzają jeszcze wiele zrobić dla mocno przyduszonej gospodarki. Jak zapowiedział Ben Bernanke, szef Fedu, teraz przyszedł czas na skupowanie m.in. amerykańskich obligacji. Po tych „nowościach” indeksy wystrzeliły i zyskiwały na wartości aż do ostatnich minut wtorkowego handlu na Wall Street. Nawet optymiści nie liczyli, że amerykańskie wskaźniki „będą miały aż taki potencjał” i że nie będzie to tylko chwilowy zryw. Cóż, przeliczyli się. Jednakże biorąc pod uwagę wczorajszą sesję na Wall Street i dzisiejsze notowania w Azji widać wyraźną różnicę w skali wzrostów.
Oczywiście nie można się było spodziewać, że na Dalekim Wschodzie byki będą atakować z porównywalną siłą jak za Atlantykiem. Te azjatyckie indeksy, które rozpoczęły środową sesję od wysokiego otwarcia, już po paru godzinach balansowały na granicy spadków (Hang Seng) lub zaświeciły się na czerwono (Nikkei 225). W przypadku tego drugiego inwestorzy martwili się o eksporterów. Jen nie był tak mocny wobec dolara od ponad 13 lat i prawdopodobnie dlatego japońskie blue chipy ciągnęły się w azjatyckim ogonie. Mimo, iż w trakcie sesji traciły one ponad 1 proc., to już na kilkanaście minut przed zakończeniem notowań znajdowały się na plusie. Trzeba wspomnieć, iż w jednym z krajów azjatyckich – Hong Kongu – doszło do redukcji stopy procentowej. Inwestorzy liczą, że podobnie zachowają się japońskie władze monetarne, i to prawdopodobnie jeszcze w tym tygodniu.
Wróćmy jednak na krajowy parkiet.
Nad Wisłą optymizm panuje niepodzielnie już od początku tygodnia. Blue chipy z każdym dniem rosną coraz mocniej i co ważne, rozpędu nabierają także obroty. Jeszcze w poniedziałek przekroczyły niespełna 800 mln zł, a już wczoraj zbliżyły się do 1,2 mld zł. Jest szansa, że WIG20 już dziś zaatakuje bastion 1,9 tys. pkt. Optymiści nie mogą się już doczekać. Liczyli że dojdzie do osiągnięcia wyznaczonego celu już w pierwszym tygodniu grudnia. Niestety nie udało się nawet i w drugim.
Załóżmy, że WIG20 przekroczy jednak granicę 1,9 tys. pkt. Co wtedy? W piątek
wygasają grudniowe serie kontraktów i KNF już ostrzega, że w wyniku braku
krótkiej sprzedaży na rynku akcji możliwy jest tylko jeden scenariusz. Niestety
negatywny. Strażnik porządku na krajowym rynku finansowym spodziewa się, że w
ostatniej godzinie notowań na GPW, inwestorzy będą mieli do czynienia z falą
podaży akcji spółek z WIG20. Nie nastraja to optymizmem.