Jego utworzenie w 1919 r. stało się jednym z symboli stabilizowania się niepodległego państwa. Współcześnie PKOl ustawowo ma pojemny status organizacji pozarządowej, która zrzesza związki sportowe, inne osoby prawne i jednostki organizacyjne oraz osoby fizyczne. Naturalnie blisko współpracuje z ministrem sportu. Trzeba pamiętać, że Międzynarodowy Komitet Olimpijski (MKOl) rygorystycznie pilnuje niezależności komitetów narodowych i jeśli stwierdza zagrożenie, to sportowcom z danego kraju grozi wykluczenie z igrzysk.
W swoich 104-letnich dziejach PKOl realizował idee Karty Olimpijskiej bez zarzutu. Każda władza miała wpływ na komitet, ale zakamuflowany, skok bezpośredni był wykluczony ze względu na bat MKOl. W epoce II RP miejsca w zarządzie obsadzali sanacyjni oficerowie. Analogicznie w PRL funkcje obejmowali generałowie wojska, milicji i bezpieki, zaś prezesem PKOl z automatu zostawał… szef urzędu ds. sportu (pełnego ministerstwa wtedy nie było). W specyficznej sytuacji PKOl znalazł się w III RP, albowiem największy wpływ polityczno-personalny na atmosferę, którą olimpijska centrala oddychała, zachował SLD. Z drugiej strony – bardzo bliskie związki z rodziną olimpijską od początku utrzymuje prezydent Andrzej Duda.
Walne zgromadzenie PKOl, covidowo przełożone z 2021 r., definitywnie zamknęło epokę. Władcy kraju wreszcie i w tej organizacji przeprowadzili tzw. dobrą zmianę. Zrobili to skutecznie, w odróżnieniu od żenującej próby skoku na prezesurę PKOl podjętej w 2017 r. przez europosła Ryszarda Czarneckiego. Tym razem 74-letni Andrzej Kraśnicki, prezes w latach 2010-2023, musiał pogodzić się z brutalną prawdą, że jego epoka przeminęła i czas na odpoczynek, ponieważ wyrósł silny kandydat obozu władzy. 42-letni prawnik Radosław Piesiewicz to bliski człowiek Jacka Sasina jeszcze z epoki Wołomina (w czasach rządów PO-PSL była to podwarszawska przechowalnia kadr PiS), wpłacający pieniądze na kampanię PiS. Z drugiej strony – od 2018 r. jest sprawnym prezesem Polskiego Związku Koszykówki, który rozpoczął realną odbudowę tej dyscypliny. 22 kwietnia w tajnym głosowaniu 168 delegatów pokonał Kewina Rozuma, 29-letniego prezesa Polskiego Związku Sumo, stosunkiem 138:24, przy 6 kartach pustych. Zarząd PKOl jest przede wszystkim zbiorem szefów związków sportowych, prezes to po prostu jeden z nich, ale z bardzo silną władzą. W odnowionym zarządzie ponownie znalazł się czynny polityk PiS – europoseł Tomasz Poręba jako… prezes Polskiego Związku Badmintona.
W pierwszych deklaracjach Radosław Piesiewicz zapowiedział skokowe zwiększenie budżetu PKOl. Obietnice złotych gór dla związków, zawodników etc. wymagają wprzęgnięcia do ich realizacji finansowej machiny partii rządzącej, przede wszystkim poprzez spółki skarbu państwa – na czele oczywiście z Orlenem – oraz wszelkimi innymi sposobami. Niestety, oznajmił również pomysł strasznie zły. Ustawa z 2010 r. o sporcie zawiera w art. 9 uczciwy przepis, że „Funkcję prezesa zarządu polskiego związku sportowego można pełnić nie dłużej niż przez dwie następujące po sobie kadencje”. Taki uzdrawiający życie publiczne zapis w Konstytucji RP powinien obejmować nie tylko prezydenta czy prezesa NIK, lecz absolutnie wszystkie stanowiska i funkcje – premiera, prezesów spółek, posłów, senatorów, radnych, szefów organizacji biznesowych, związkowych, społecznych, etc. etc. Ustawa o sporcie to niestety wyjątek, ale chwalebny. Radosław Piesiewicz w swoim programie obiecał starania o zmianę – dla siebie oraz zainteresowanych kolegów z zarządu – wyjątkowo potrzebnego w Polsce przepisu. Na samym starcie zgłosił pomysł czystego zła.

