Chciał nie chciał — politycy, a już zwłaszcza politycy sprawujący funkcje administracyjne lub namaszczający urzędników, stanowią otoczenie biznesu i tworzą wielce osobliwą formę partnerstwa dla przedsiębiorców. Od tych zwiazków uwolnić się nie sposób, a nawet nie należy. W końcu jakieś przepływy (informacji!) pomiędzy tymi, którzy tworzą prawo i wykorzystują je władczo, a tymi, których ono dotyczy, być powinny. Pełne oddzielenie gospodarki od polityki jest formułą retoryczną, stanem idealnym, do którego należy dążyć, wiedząc wszakże, że nigdy go się nie osiągnie.
Mamy jednak do czynienia z przepływem informacji w wielu kierunkach i o różnym natężeniu. Niewyobrażalne jest, aby każdy przedsiębiorca mógł porozumiewać się z każdym politykiem, kiedy tylko uzna to za potrzebne. I odwrotnie, politycy też nie powinni docierać wprost do firm. Dlatego dla komunikowania się obu środowisk potrzebni są pośrednicy.
Artykułowanie opinii środowiska jest istotą działania organizacji przedsiębiorców — konfederacji, rad, izb i centrów. Spełniają one swoją rolę, ale powstaje pytanie, czy efektywnie? Typowo polskim zjawiskiem jest rozproszenie reprezentacji biznesowych. Bywa, że więcej czasu i energii tracą one na uzgadnianie stanowisk niż na załatwianie sprawy ważnej dla biznesu. Gorzej, bywa, że organizacje zakulisowo konkurują ze sobą, a na takich rozgrywkach i zagrywkach traci całe środowisko. Bo z elementarza socjotechniki wynika, iż strona zatomizowana i niejednolita jest słabsza w negocjacjach z monolitem, jakim staje się w takich sytuacjach administracja.
Był okres, w którym wydawało się, że rolę zintegrowanej reprezentacji biznesu objąć może Rada Przedsiębiorczości. Powoływano ją w ostatnim okresie walki o warunki członkostwa Polski w Unii. Niestety, egoizm poszczególnych organizacji składowych wziął górę i dzisiaj rada odbywa protokolarne, nic nie znaczące spotkania, a sprawy ważne są załatwiane (a częściej nie są) gdzie indziej.
Niedzielne wybory wyłonią nowy układ rządowy, który sfera gospodarcza będzie musiała znosić przez kilka lat. Może to dobra chwila, by stanąć ponad partykularyzmami i pokazać, że biznes może mówić jednym głosem.