Wysokie bezrobocie źle wpływa na GPW

Henryk Ciszewski
02-04-2001, 00:00

Wysokie bezrobocie źle wpływa na GPW

Pogarszająca się już od pewnego czasu koniunktura na warszawskim parkiecie jest nie tylko efektem negatywnych sygnałów napływających zza oceanu, ale również rezultatem złych informacji na rynku krajowym. Analitycy DM BOŚ wśród kilku tego typu czynników wymieniają przede wszystkim wysoką stopę bezrobocia, brak wyrazistej stabilności polityczno-gospodarczej i negatywny splot wypadków, który w przeszłości przyczynił się do rezygnacji krajowych przedsiębiorstw z eksportu na niektóre, chłonne rynki zagraniczne. W ich ocenie szczególnie zatrważające mogą być dane na temat bezrobocia, które nic dobrego nie wróżą GPW.

— Według oficjalnych danych, bezrobociem dotkniętych jest już 15,8 proc. Polaków, luty jest kolejnym, ósmym miesiącem wzrostu. Dawno więc przekroczyło ono wszelkie krytyczne progi stając się problemem o pierwszorzędnym znaczeniu. Dlatego dziwi mnie utrwalanie się stereotypu, który nakazuje patrzeć na bezrobocie głównie w kategoriach socjologicznych — mówi Henryk Ciszewski, dyrektor departamentu doradztwa i analiz rynkowych DM BOŚ.

zdaniem analityka, przeciwdziałać bezrobociu nie można tylko poprzez budowę systemu pomocy, dokształcania czy wspomagania osób poszukujących pracy.

— Wydaje się, że brak skuteczności w przeciwdziałaniu bezrobociu wynika z oczywistego błędu — abstrahuję tu od faktu czy jest to błąd kontrolowany czy nieświadomy. Z całym szacunkiem dla dorobku nauk społecznych, bezrobocie jest przede wszystkim faktem ekonomicznym. I choć jego następstwa są bezpośrednio i w różnych sferach życia odczuwane przez nas wszystkich, to rozwiązanie problemu leży w prawidłowym identyfikowaniu przyczyn i ich likwidowaniu — twierdzi Henryk Ciszewski.

Jego zdaniem, ciąg zdarzeń takich, jak: stagnacja, recesja, bezrobocie stanowił dotychczas dość prosty schemat. Na każdym etapie braku ekonomicznej koniunktury można się było jednak spodziewać kolejnych klęsk.

Już po 1989 roku mogło wydawać się, że względy polityczne przestaną dominować nad zdroworozsądkowym podejściem do gospodarki. Takie myślenie okazało się jednak złudne. Najlepszym dowodem jest chaos ustawodawczy, który wkradł się we wszystkie dziedziny życia. Mimo że likwidacja bezrobocia jest dziś zadaniem trudnym, to z drugiej strony na pewno łatwiejszym niż będzie nim jutro. Z każdym dniem proces ograniczania bezrobocia staje się trudniejszy dla ludzi, którzy w przyszłości będą program naprawczy opracowywać i wdrażać.

— Bezrobocie pojmowane w kategoriach ekonomicznych jest dobrze znane i zdefiniowane. Występowało we wszystkich formacjach kapitalizmu i do dziś postrzegane jest jako jeden z najpoważniejszych sygnałów alarmowych. Bardzo pouczająca może się okazać choćby analiza korelacji kształtowania się bezrobocia na przestrzeni ostatniego dziesięciolecia i wartości indeksu GPW — uważa dyrektor Ciszewski.

Jedenastoletnia historia polskiej gospodarki rynkowej czasów powojennych nie pozwoliła na wypracowanie oryginalnych metod zażegnywania negatywnych zdarzeń sygnalizowanych przez bezrobocie i z drugiej strony — niebezpieczeństw, które są wywoływane bezrobociem.

— Brak miejsc pracy ujmowany w kategoriach ekonomicznych to pierwsza poważna informacja o nieprawidłowych założeniach strategii gospodarczej i o możliwości wystąpienia sytuacji, którą powszechnie określa się jako błędne koło. Wiemy jeszcze jedno — nieznane są wypadki, kiedy tak wysokie bezrobocie przyniosłoby jakikolwiek pozytywny skutek — zauważa Henryk Ciszewski.

Według niego, jest to zawsze efekt i stymulacja destrukcji zarówno w kategoriach gospodarczych, jak i społeczno-politycznych. Może to być tym bardziej bolesne, że przeprowadzone obserwacje i szacunki skłaniają do przyjęcia tezy o możliwości przekroczenia 20-proc. stopy bezrobocia pod koniec 2001 roku. Dodatkowo, w najbliższym czasie na rynku pracy pojawi się nowa fala wyżu demograficznego (jego szczyt to około 700 tys. osób urodzonych w 1983 roku).

Jeszcze gorzej może być w następnych latach. Według szacunków GUS-u, w 2005 roku, w „wieku produkcyjnym” dodatkowo znajdzie się 1,154 mln osób. Odpowiednio, w 2010 roku będzie ich prawie o 1,412 mln więcej niż w 2000 roku. Jeśli nie przybędzie w tym czasie nowych miejsc pracy, to zasilą oni i tak pokaźną już armię bezrobotnych.

— W tym miejscu należy zadać sobie kolejne pytanie. Dlaczego w kraju swoistego cudu transformacji gospodarki upolitycznionej w sprawny organizm rynkowy specjaliści zachowują się tak, jakby zdawali się nie dostrzegać tak podstawowych zagrożeń — pyta specjalista z DM BOŚ.

zgodnie z jego oceną, na przytoczone dane należy spojrzeć przez pryzmat gospodarek amerykańskiej i unijnej. Państwa Unii Europejskiej w około 13 proc. swój eksport kierują do USA. W ponad 70 proc. odbiorcami polskich towarów są kraje UE.

— Zatem katar w USA czy przeziębienie w Unii w Polsce mogą skutkować zapaleniem płuc. Pierwsze objawy choroby już się pojawiły — ostrzega Henryk Ciszewski.

Nie oznacza to jednak, że w historii nie ma przypadków takich krajów, które walkę z bezrobociem zakończyłyby zwycięsko.

— Za wiarygodne i miarodajne przykłady mogą posłużyć zwłaszcza Stany Zjednoczone z czasów prezydentury Ronalda Reagana, Wielka Brytania Margaret Thatcher czy w końcu Irlandia, która odniosła chyba najbardziej spektakularny sukces w tej dziedzinie, redukując stopę bezrobocia z 12,3 proc. w 1995 roku do 4,2 proc. na koniec ubiegłego roku. W każdym z tych przypadków poprzedzone to było radykalnym obniżeniem podatków, utrzymywaniem w ryzach inflacji i deficytu budżetowego — mówi dyrektor Ciszewski.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Henryk Ciszewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Gospodarka / Wysokie bezrobocie źle wpływa na GPW