Mirosław Hermaszewski — 89. człowiek, który oglądał Ziemię z kosmosu, i pierwszy Polak. I na razie ostatni.
Telewizor kolorowy był wtedy nowinką, a programy — tylko dwa. W czerwcowe popołudnie oba przerwały normalną emisję. Na ekranach pojawiła się plansza z Kopernikiem. Po chwili w świat poszła wiadomość: Polak poleciał w kosmos.
Długa droga do gwiazd
W połowie lat 70. ZSRR postanowił dowartościować kosmiczną sławą państwa z bloku wschodniego. Ze wstępnej grupy 80 starannie wyselekcjonowanych pilotów wojskowych w krótkim czasie zostało pięciu, potem tylko czterech, bo okazało się, że jeden z nich jest zbyt wysoki na dość ciasną kabinę Sojuza. Po szkoleniu w Moskwie zostało dwóch — Mirosław Hermaszewski (na zdjęciu u góry) i Zenon Jankowski.
Polska miała szansę stać się trzecim krajem na świecie mającym swego kosmonautę, ale wkroczyła po- lityka i Vladimir Remek z Czechosłowacji poleciał przed naszym kosmonautą. Władze radzieckie nigdy nie wytłumaczyły tej decyzji. Prawdopodobnie Leonid Breżniew chciał osłodzić Czechosłowakom o dziesięć lat wcześniejsze zdławienie nadziei praskiej wiosny.
Tydzień w kosmosie
Hermaszewski wystartował około 17.50 czasu warszawskiego z kosmodromu Bajkonur na statku Sojuz 30 pod dowództwem Rosjanina Piotra Klimuka. Wziął na pokład m.in.: zdjęcia Edwarda Gierka i Leonida Breżniewa, ziemię spod Lenino, Manifest PKWN, proporce PZPR i Huty Katowice. Dla PRL Gierka lot był zrządzeniem losu — pogłębiający się kryzys gospodarczy sprawiał, że ekipa rządząca łaknęła sukcesów.
Ruszyła machina propagandowa. Ulice zaroiły się od plakatów, w księgarniach pojawiły się setki tysięcy okolicznościowych broszur, a partyjni oficjele zachłystywali się sławieniem polsko-radzieckiej współpracy, która zaprowadziła nas do gwiazd.
Hermaszewski miał jednak pecha. Jego lot przyćmiło znacznie ważniejsze wydarzenie — 16 października 1978 r. Karol Wojtyła został papieżem. Dwa lata później podczas strajku w Stoczni Szczecińskiej jeden z postulatów brzmiał: Zlikwidować niepotrzebne dla PRL wydatki typu Hermaszewski.
Zapomniany sukces
Dziś mało kto wspomina kosmonautę. Jego nazwisko wraca na czołówki gazet przy okazji dyskusji o możliwości degradacji członków WRON.
Hermaszewski nie narzeka na zapomnienie. W jednym z wywiadów wyznał, że jest realistą, dlatego nigdy nie marzył o locie w kosmos. „Moje marzenia się spełniły. Nawet więcej, byłem ponad marzeniami” — powiedział.
