Wyższe odsetki przyciągnęły do lokat

Bartosz Turek
opublikowano: 10-06-2019, 22:00

Po prawie trzech latach wycofywania przez Polaków pieniędzy z bankowych depozytów sytuacja nagle się odwróciła. To efekt niewielkiego wzrostu oprocentowania, ale też szybkiego wzrostu cen mieszkań

Przeciętne oprocentowanie lokat bankowych spadło w kwietniu 2019 r. do 1,56 proc. — wynika z najnowszych danych NBP. Tak rachityczny procent oznacza, że powierzając bankowi na rok kwotę 100 tys. zł otrzymamy po 12 miesiącach zaledwie 1263,6 zł odsetek po opodatkowaniu. To najniższy wynik od roku i wyraźnie niższy niż w listopadzie 2018 r. (1,8 proc.). Ten ostatni był jednak okresem szczególnym. To właśnie wtedy doniesienie do prokuratury na działania ówczesnego szefa KNF złożył główny akcjonariusz banków Idea i Getin.

Oto skutki afery KNF

Bezpośrednią konsekwencją tych wydarzeń był odpływ depozytów ze wspomnianych instytucji. Z drugiej strony nowe środki napływały od deponentów wabionych bardzo wysokim oprocentowaniem lokat we wspomnianych bankach (nawet 3,9 proc. w skali roku). Efekty widać było jednak też w całym systemie bankowym, bo reszta banków musiała dostosować się do tej niecodziennej sytuacji. I tak w całym systemie bankowym przeciętne oprocentowanie depozytu trzymiesięcznego (dokładnie chodzi o lokaty o zapadalności od ponad miesiąca do trzech) wzrosło w listopadzie 2018 r. do 2,29 proc., czyli najwyższego poziomu od kwietnia 2015 r. Listopadowa zmiana była bardzo gwałtowna, bo jeszcze miesiąc wcześniej przeciętny depozyt trzymiesięczny był zakładany na 1,8 proc. w skali roku. Kto za to zapłacił? Ze statystyk NBP wynika, że część rachunku mogły zapłacić osoby korzystające z depozytów najkrótszych (do miesiąca).

Ich oprocentowanie wyraźnie spadło z prawie 1,3 proc. w październiku 2018 r. do 0,85 proc. w marcu i kwietniu tego roku. I choć od wybuchu afery KNF sytuacja stopniowo się normalizuje (oprocentowanie nowych lokat trzymiesięcznych wyniosło w kwietniu 2019 r. według NBP 1,95 proc.), to w finansowych przyzwyczajeniach Polaków doszło do zaskakującej zmiany.

Depozyty odżyły

Aż trudno uwierzyć, że różnica w oprocentowaniu bezpiecznych depozytów na poziomie zaledwie kilkudziesięciu punktów bazowych spowodowała, że znacznie więcej osób zanosi pieniądze na bankowe lokaty. Skala jest niemała, bo od listopada 2018 r. przez 5 miesięcy kwota depozytów terminowych Polaków wzrosła z 267 do 280 mld zł. Ostatnim razem tak dużo pieniędzy na bankowych depozytach Polacy trzymali ponad dwa lata temu. Sytuacja jest o tyle zaskakująca, że w odpowiedzi na niskie oprocentowanie lokat od początku 2016 r. Polacy więcej pieniędzy z depozytów wycofywali niż na nie wpłacali. W efekcie po prawie trzech latach odpływu pieniędzy z bankowych lokat raptem nadeszła do banków fala przypływu. Nie całą zasługę banki mogą przypisywać sobie. Spore znaczenie ma też fakt, że obecnie osoby posiadające oszczędności borykają się z niemałym problemem, aby ulokować pieniądze w sposób zyskowny, a przy tym niezbyt ryzykowny. Niełatwo jest obecnie znaleźć bezpieczną formę lokaty kapitału, która pozwoliłaby zarobić więcej niż 2-3 proc. w skali roku. Po odliczeniu podatku często oznacza to zysk co najwyżej na poziomie inflacji.

Słabszy magnes

Do niedawna naturalnym ujściem dla części pieniędzy był rynek mieszkaniowy. W tym kierunku zmierzać mogło nawet kilka-kilkanaście miliardów złotych gotówki kwartalnie. To tylko szacunek, bo dokładnych danych niestety brak. Znamy tylko wyliczenia banku centralnego na temat tego, jak dużo gotówki płynie do biur sprzedaży deweloperów na siedmiu największych rynkach. Skala zakupów gotówkowych na całym rynku mieszkaniowym może być nawet kilka razy wyższa. Dostępne szacunki NBP mówią jednak o ponad 14-procentowym spadku wartości zakupów gotówkowych w 2018 r. w porównaniu do sytuacji rok wcześniej.

To sugeruje, że strumień gotówki zaczął już w ubiegłym roku powoli wysychać. Przypuszczenie to znajduje oparcie w innych danych banku centralnego. Wynika z nich, że mniej więcej w momencie, w którym gotówkowych nabywców mieszkań zaczęło ubywać, z lokat bankowych przestały odpływać pieniądze, a późnej nawet saldo rachunków terminowych zaczęło rosnąć.

Co bardziej odstrasza

Najczęściej podawanym powodem spadku gotówkowego popytu na mieszkania jest spadek rentowności wynajmu. Chodzi o to, że wzrostowi cen mieszkań nie dorównują zmiany stawek za wynajem. Spójrzmy jednak na szczegóły. Na podstawie najnowszego raportu AMRON — SARFiN można oszacować, że przeciętna rentowność netto (po uwzględnieniu kosztów, podatku i okresu niewynajęcia) wynajmu 2-pokojowego mieszkania w dużym mieście wynosiła w pierwszym kwartale tego roku 4,8 proc. Rok wcześniej było to tylko niewiele więcej, bo 5 proc. Drugim niedocenianym wytłumaczeniem dla malejącego popytu inwestycyjnego na mieszkania może być obawa przed mającą w końcu nadejść korektą cen. Po prostu najbardziej zachowawczy inwestorzy obawiają się zakupu mieszkania „na górce cenowej”. Niewykluczone, że to właśnie ta obawa mocniej ogranicza zakupy inwestycyjne mieszkań niż spadająca rentowność.

Sprawdź program konferencji "Reklamacje na rynku finansowym", 10 września 2019, Warszawa>>

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Bartosz Turek

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu