Zachowanie płac budzi największą konfuzję ekonomistów

Ignacy MorawskiIgnacy Morawski
opublikowano: 2025-01-06 20:00

To już ostatnie tchnienia wysokiej inflacji w Polsce. Co ciekawe, mało kto wierzy, że w przewidywalnej perspektywie wróci ona idealnie do celu NBP. Zaskakujące zachowanie płac jest traktowane jako największy element ryzyka dla ustabilizowania cen. Czy słusznie?

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

Skończyliśmy rok z inflacją konsumencką na poziomie 4,8 proc. – wynika ze wstępnych danych GUS. W normalnych czasach powiedzielibyśmy, że to bardzo wysoki poziom, ale można na to spojrzeć z innej perspektywy: jeszcze rok temu prognozy rynkowe wskazywały, że inflacja zakończy 2024 r. na poziomie ok. 5,5-6 proc. Podążamy więc ścieżką wyraźnie lepszą od oczekiwań. Schodzenie z wysokiej dynamiki cen musi zająć dużo czasu, ponieważ ceny dostosowują się stopniowo do nowych warunków.

Kilka dni temu NBP opublikował wyniki ankiety makroekonomicznej prowadzonej wśród 32 zespołów analitycznych, która pozwala zobaczyć, jak zmienia się postrzeganie najbliższej przyszłości polskiej gospodarki. Obecne oczekiwania są takie, że inflacja jeszcze przez kilka miesięcy pozostanie wysoka, ale na koniec tego roku obniży się do 3,8 proc., a na koniec 2026 r. do 3,1 proc. Będziemy więc kontynuowali proces stopniowego wychodzenia z kryzysu inflacyjnego.

Ale ten ładny obraz ma jeden brzydki element. Oczekiwania nie zakotwiczają się dokładnie na poziomie celu inflacyjnego. To różni Polskę od strefy euro czy Stanów Zjednoczonych. Tam analogiczne ankiety prowadzone przez banki centralne wśród ekonomistów wskazują, że oczekiwania dotyczące inflacji w perspektywie 4-8 kwartałów są zakotwiczone na poziomie celów banków centralnych, czyli ok. 2 proc. Rynek jest więc przeświadczony, że dynamika cen będzie taka, jak chcą władze pieniężne. Jest to świadectwo ich bardzo wysokiej wiarygodności. W Polsce tymczasem tak nie jest. To jest element, który przez jastrzębich członków Rady Polityki Pieniężnej może być wykorzystywany jako argument przeciwko obniżkom stóp procentowych w 2025 r.

Ten brak wiary w całkowite ustabilizowanie inflacji jest prawdopodobnie w dużej mierze spowodowany tym, co dzieje się na rynku pracy, a szczególnie z płacami. To jest ten obszar gospodarki, w którym dzieją się rzeczy najbardziej nieoczekiwane. Dynamika płac systematycznie, już od wielu kwartałów, zaskakuje na plus. Jeszcze pod koniec 2023 r. oczekiwana dynamika przeciętnego wynagrodzenia w 2024 r. w ankiecie makroekonomicznej wynosiła 9,8 proc. Ostatecznie przekroczyła ona prawdopodobnie 13 proc. (nie mamy jeszcze dokładnych danych za ostatni kwartał). Od wielu kwartałów systematycznie w górę podnoszone są prognozy dynamiki przeciętnego wynagrodzenia w 2025: teraz jest to 8,2 proc., podczas gdy kwartał temu mediana prognoz wynosiła 8, dwa kwartały temu 7,4, a trzy kwartały temu 7 proc.

O ile prognozy inflacji i PKB są dość stabilne, o tyle prognozy płac zmieniają się istotnie. Wygląda to tak, jakby mechanizmy rynku pracy działały inaczej, niż powszechnie oczekiwano. Zresztą podobne zaskoczenia widać w projekcjach makroekonomicznych wykonywanych przez ekonomistów pracujących wewnątrz NBP.

Tymczasem trudno jest pogodzić ponad 8-procentowy wzrost płac z niską inflacją. Jeżeli realna wydajność pracy rośnie w tempie ok. 3 proc., to jednostkowe koszty pracy rosną w takich warunkach w tempie 5 proc. Firmy mogą to wziąć na swoje barki i zredukować marże, ale proces ich redukcji nie może trwać bardzo długo. W końcu albo zaczną się zwolnienia, albo wzrosną ceny sprzedawanych produktów i usług.

Zagadką jest to, czy zaskakująco wysoka dynamika płac jest objawem: a) zaburzonych oczekiwań inflacyjnych firm i pracowników, b) za luźnej polityki fiskalnej, czy c) znacznie opóźnionej reakcji na epizod wysokiej inflacji z lat 2022-23. Wydaje mi się, że ten trzeci czynnik jest bardzo istotny. Jeszcze w minionym roku pracownicy dostawali podwyżki, ponieważ firmy miały duże bufory finansowe z lat 2022-23, a dodatkowo umożliwiał to spadek innych kosztów niż wynagrodzenia (głównie surowców). Wkrótce te możliwości znacznie się zmniejszą i płace zaczną zaskakiwać w drugą stronę. Wtedy szansa na powrót inflacji do celu NBP będzie większa.

Możesz zainteresować się również: