Zagranica pomaga polskim funduszom

Jagoda Fryc
opublikowano: 2014-07-18 00:00

Krajowy rynek obligacji korporacyjnych może mieć problem, by udźwignąć ogromny napływ gotówki z TFI. Zarządzający mają jednak na to sposób

Z grona dziesięciu najpopularniejszych funduszy w czerwcu aż osiem inwestuje na rynku obligacji korporacyjnych. Tylko w ubiegłym miesiącu Polacy zainwestowali w nie łącznie prawie 0,8 mld zł. Od początku roku fundusze papierów dłużnych polskich przedsiębiorstw pozyskały 2 mld zł świeżej gotówki. W tym czasie z funduszy akcyjnych inwestorzy wycofali 1,3 mld zł. Niektóre portfele rozrosły się już do gigantycznych rozmiarów. Arka Prestiż Obligacji Korporacyjnych zarządza aktywami przekraczającymi 1,7 mld zł, a Aviva Investors Dłużnych Papierów Korporacyjnych ma pod opieką 1,2 mld zł.

Problem ze sprzedażą

Ostatni raz taki szał zakupów ogarnął klientów TFI w czasie hossy na rynkach akcji z lat 2006-07, kiedy liderem popularności były fundusze małych i średnich spółki. Dziś skala zjawiska jest oczywiście nieporówanie mniejsza, ale też mniejszy jest krajowy rynek obligacji korporacyjnych. A im grubsze są portfele funduszy, tym trudniej nimi zarządzać, zwłaszcza na rynku z ograniczoną płynnością.

— W polskiej rzeczywistości zdecydowanie łatwiej kupić obligacje korporacyjne, niż je sprzedać, szczególnie jeżeli podaż pojawia się szeroko na całym rynku. Należy pamiętać, że w tej chwili to TFI tworzą płynność na rynku wtórnym — podkreśla Jakub Krawczyk, zarządzający funduszami Skarbca TFI.

Doświadczeń z ryzykiem płynności nie brakuje. Fundusz Inventum Premium (dawniej Idea) po wpadce inwestycyjnej nie poradził sobie ze skalą umorzeń, musiał więc zawiesić wypłaty i zacząć wyprzedawać papiery z dyskontem, co odbiło się na kieszeniach inwestorów. Jego portfel w szczytowym momencie miał prawie 2 mld zł aktywów.

Na razie zarządzający obligacyjnymi gigantami nie muszą się martwić o umorzenia, ale oprócz ryzyka płynności wciąż kluczowa pozostaje wielkość krajowego rynku długu korporacyjnego, który wciąż jest młody i niekoniecznie przygotowany na napływ tak wartkiego strumienia świeżej gotówki.

— Pieniądze są dziś szybsze niż emitenci. Gdyby zarządzający koncentrowali się wyłącznie na lokalnym rynku, rzeczywiście już by się pojawił poważny problem z utrzymaniem odpowiedniej alokacji — uważa Jakub Krawczyk.

Dlatego w portfelach funduszy, które statutowo dedykowane są polskiemu rynkowi obligacji korporacyjnych, przybywa zagranicznych emisji. Analizy Online wyliczyły, że średni, ważony aktywami udział takich papierów na koniec 2013 r. wyniósł prawie 12 proc. i był o 9 pkt proc. wyższy niż rok wcześniej. Michał Duniec z Analiz Online zaznacza jednak, że wśród wszystkich zagranicznych papierów przedsiębiorstw ponad połowę stanowią obligacje spółek córek dużych polskich emitentów.

— Prym wiodą PKO Finance AB (podmiot zależny PKO BP), BOS Finance AB — należącej do Banku Ochrony Środowiska, oraz Energa Finance AB — powołana przez polskiego giganta branży energetycznej. Ich celem jest zdobycie finansowania w walutach zagranicznych dla swoich spółek matek. Odbywa się to poprzez emisję obligacji, często mających gwarancje tych instytucji — tłumaczy Michał Duniec. Michał Ferenc, zarządzający z Open Finance TFI, zwraca również uwagę, że krajowy rynek próbuje sobie radzić z niską podażą poprzez inwestycje w wysoko oprocentowane obligacje skarbowe i korporacyjne innych rynków wschodzących.

— Bardzo popularne są euroobligacje banków rosyjskich i tureckich, oferujące wysoką rentowność przy ratingu inwestycyjnym — dodaje Michał Ferenc.

Wolą obligacje od akcji

Jest też druga strona medalu. Moda na fundusze obligacji korporacyjnych, a co za tym idzie — gigantyczne napływy pieniędzy na rynek powodują też wzrost zainteresowania zadłużaniem się spółek.

— Ryzyka posuchy nie ma. Pieniądze każdy chętnie przyjmie, ale pytanie, czy będzie ją w stanie zwrócić. Innymi słowy — grozi nam to, że będą pojawiać się emitenci, którzy w normalnych warunkach nie powinni dostać na swoje projekty finansowania lub powinno ono zostać inaczej wycenione — ostrzega Michał Ferenc.

Podobnie było w czasie poprzedniej hossy. Wówczas na giełdę spółki pchały się drzwiami i oknami, a zarządzający kupowali akcje niemalże z zamkniętymi oczami. Napływ gotówki i ograniczona podaż na rynku obligacji korporacyjnych przejawia się na razie tym, że od roku, a już szczególnie w 2014 r., dynamicznie maleje spread kredytowy (premia za ryzyko) dla nowych emisji i emitentów.

— Od początku tego roku obserwujemy zauważalny spadek poziomu marż, jakie emitenci płacą za wyemitowane obligacje na rynku pierwotnym. Również na rynku wtórnym widać, że ceny obligacji zawierają premię, co oczywiście zmniejsza ich rentowność — zauważa Jakub Krawczyk.