O tym filmie było już głośno, zanim powstał. I nie tylko dlatego, że „Skóra, w której żyję” wyszła spod ręki Pedra Almodóvara. Reżyser w wywiadach zapowiadał, że przymierza się do thrillera. Potem, kiedy obraz pokazano na ubiegłorocznym Cannes, okrzyknięto go największym przegranym festiwalu (skończyło się tylko na nominacji dla reżysera), a autorowi „Kiki” zarzucano płytkość, a nawet fałsz. Sam zainteresowany mówił zaś: – Porzuciłem naśladownictwo mistrzów gatunku i odciąłem się od własnej twórczości: wiedziałem tylko, że narracja filmu powinna być oszczędna i rzeczowa, pozbawiona wizualnej retoryki oraz drastyczności. A jednak nie całkiem się odciął. W charakterystycznej dla siebie formie krzyżowania gatunków (melodramat, kryminał, horror) przygląda się jak zwykle skrajnym emocjom, wrodzonym, ukrytym predyspozycjom, prześwietla zaburzenia tożsamości. Znane z „Wszystko o mojej matce”, „Porozmawiaj z nią” czy „Złego wychowania” zabawy z seksualnością tu nabierają dodatkowego wymiaru. Z jednej strony są efektem zemsty i niepohamowanej wściekłości głównego bohatera, z drugiej – chorej obsesji i pożądania. Almodóvar opowiada historię (której podstawą jest fabuła „Tarantuli” Thierry’ego Jonqueta) doktora, genetycznego maniaka, który stracił niemal wszystko. Przy życiu trzymają go jedynie chęć odwetu za krzywdy, których doznał, i... badania nad ulepszeniem człowieka.
Twórca „Matadora” nie spieszy się, buduje napięcie, stopniowo odkrywając splatające się historie swoich bohaterów. Główna postać, ceniony chirurg plastyczny Robert Ledgard (znakomity Antonio Banderas, który ostatni raz pracował z Almodóvarem w „Zwiąż mnie”) jest jak robot: skupiony, oszczędny w gestach i mimice. Tak jak przestrzeń wokół niego: nasycone kolory, ostre makijaże, kiczowate stroje reżyser zastąpił minimalizmem – akcja dzieje się w ekskluzywnej posiadłości chirurga, w której dominują surowe, klasyczne wnętrza przywodzące na myśl rzymskie galerie. Bo w tym domu-klatce nie ma już uczuć, jest zimno i sterylnie, pozornie idealnie. Tu doktor przeprowadza eksperyment życia, bynajmniej nie na królikach doświadczalnych… Można doszukiwać się w „Skórze…” cytatów chociażby z Hitchcocka czy Langa lub czytać ją jako głos Almodóvara w sprawie eksperymentów z ludzkim ciałem i komórkami, ich granic i powodów. Jednak komunikat, który wysyła reżyser, jest wyraźny – owszem, dziś można bez problemu zmienić płeć, kształty, być może przyzwyczajenia, a nawet zachowanie, ale skalpelem nie usunie się instynktu, nie przejmie kontroli nad rzeczywistością. Wydaje wam się, że dziś już wszystko wolno, że bezkarnie można bawić się w boga, no to zobaczcie mój film – zdaje się w głos drwić reżyser. Jednak za tą drwiną kryje się… rozczarowanie człowiekiem, jakże typowo dla Almodóvara przemieszane z wielkim dla niego współczuciem.
„Skóra, w której żyję”, reż. Pedro Almodóvar, obsada: Antonio Banderas, Elena Anaya, Gutek Film, od 16.09
