Skala i charakter cyberataków w Polsce wyraźnie się zmieniają. Incydenty, które jeszcze kilka lat temu kojarzyły się głównie z dużymi organizacjami, dziś dotykają firm o bardzo różnej wielkości i profilu działalności. Coraz rzadziej kończą się na problemach technicznych, które da się szybko usunąć. Cyberprzestępcy wykorzystują nie tylko luki w zabezpieczeniach, lecz także niedoskonałości procesów i błędy ludzkie. W efekcie skutki ataku szybko wychodzą poza IT i zaczynają realnie wpływać na funkcjonowanie organizacji.
Równolegle zmienia się podejście prawne do odpowiedzialności za cyberbezpieczeństwo, co wiąże się z dodatkowymi obciążeniami finansowymi. Warto więc zadać sobie pytanie – jak zabezpieczyć się na wypadek, gdy mimo wdrożonych środków ostrożności dojdzie do ataku.
IT to za mało
Dawniej cyberbezpieczeństwo traktowane było przede wszystkim jako obszar technologiczny. Firmy inwestowały w zabezpieczenia systemów, narzędzia monitorujące i kopie zapasowe, zakładając, że to wystarczy, by chronić działalność przed atakami. Doświadczenia ostatnich lat pokazują jednak, że nawet rozbudowana infrastruktura IT nie chroni organizacji przed rosnącą skalą i konsekwencjami cyberzagrożeń.
Nie bez znaczenia jest tu kontekst geopolityczny. Polska, jako kraj zaangażowany we wsparcie Ukrainy, znajduje się wśród państw szczególnie narażonych na działania o charakterze hybrydowym. W praktyce oznacza to zwiększoną aktywność grup cyberprzestępczych oraz ataki wymierzone nie tylko w administrację czy infrastrukturę krytyczną, lecz także w firmy działające w sektorach istotnych dla gospodarki.
Jednym z najbardziej widocznych efektów tej presji są ataki ransomware. W pierwszej połowie 2025 r. Polska zajęła pierwsze miejsce na świecie pod względem liczby incydentów tego typu, będąc obiektem około 6 proc. wszystkich globalnych ataków ransomware i wyprzedzając nawet Stany Zjednoczone. Co istotne, celem przestają być wyłącznie rządy i duże organizacje. Coraz częściej przestępcy uderzają w małe i średnie firmy, wykorzystując m.in. phishing, kradzież danych uwierzytelniających oraz luki w łańcuchu dostaw.
Zmienia się również sposób prowadzenia samych ataków. Zamiast pojedynczych prób włamania coraz częściej są to działania rozciągnięte w czasie – łączące techniczne metody z elementami socjotechniki. Taki przebieg utrudnia szybkie wykrycie incydentu i sprawia, że firmy orientują się w skali problemu dopiero wtedy, gdy straty są już odczuwalne.
Te mechanizmy dobrze ilustrują konkretne przypadki. W marcu 2025 r. atak ransomware sparaliżował szpital MSWiA w Krakowie, blokując dostęp do systemów i zmuszając placówkę do pracy w trybie awaryjnym. W kolejnych miesiącach celem stała się infrastruktura energetyczna i komunalna – m.in. elektrownia wodna w Tczewie oraz systemy wodociągowe w mniejszych miastach. Hakerzy nie omijają też biznesu – ostatnio naruszenie zabezpieczeń platformy pożyczkowej SuperGrosz zakończyło się wyciekiem danych klientów.
Regulator podnosi stawkę
Rosnąca skala cyberataków i ich poważne skutki sprawiły, że cyberbezpieczeństwo przestało być wyłącznie wewnętrzną sprawą firm. Dla regulatorów stało się elementem bezpieczeństwa gospodarczego, a odpowiedzią na tę zmianę są przepisy, które stawiają przed przedsiębiorstwami nowe wymagania.
Dyrektywa NIS2 znacząco rozszerza krąg podmiotów objętych obowiązkami w zakresie cyberbezpieczeństwa. Obejmuje już nie tylko operatorów infrastruktury krytycznej, lecz także wiele firm z sektorów przemysłowego, transportowego, logistycznego, usługowego czy cyfrowego. Na przedsiębiorstwa nakładany jest obowiązek wdrożenia środków technicznych i organizacyjnych, regularnej oceny ryzyka, posiadania procedur reagowania na ataki oraz zgłaszania poważnych incydentów w ściśle określonych terminach. Niedopełnienie tych obowiązków może skutkować wysokimi karami administracyjnymi – sięgającymi nawet 10 mln euro lub 2 proc. rocznego obrotu, w zależności od tego, która kwota jest wyższa.
Jeszcze dalej idzie rozporządzenie DORA, które koncentruje się na odporności operacyjnej sektora finansowego. Nowe wymogi obejmują nie tylko banki, ubezpieczycieli czy domy maklerskie, lecz także ich dostawców technologii i usług IT. Organizacje muszą zarządzać ryzykiem w całym łańcuchu dostaw, regularnie testować odporność systemów oraz posiadać plany ciągłości działania na wypadek poważnych zakłóceń. Cyberatak lub awaria systemów przestają być traktowane jako „wypadek przy pracy” – regulatorzy oczekują, że firmy będą na nie systemowo przygotowane.
W praktyce oznacza to, że po cyberataku przedsiębiorstwa mierzą się nie tylko z kosztami technicznymi czy przestojem operacyjnym. Dochodzą do tego kary administracyjne, koszty audytów, obsługi prawnej, postępowań wyjaśniających oraz potencjalne roszczenia klientów i partnerów biznesowych. Nawet incydent, który nie doprowadził do długotrwałego paraliżu systemów, może oznaczać wielomilionowe obciążenie finansowe i długofalowe konsekwencje organizacyjne. W tym kontekście coraz wyraźniej widać, że samo spełnianie wymogów regulacyjnych i inwestowanie w zabezpieczenia nie zamyka tematu ryzyka. Nowe przepisy wychodzą bowiem z założenia, że ataki będą się zdarzać, a rolą firmy jest przygotowanie się na ich skutki.
Finansowa tarcza
Wraz ze wzrostem skali i kosztów cyberataków coraz więcej firm zaczyna traktować ubezpieczenie nie jako dodatek, lecz jako element strategii zarządzania ryzykiem. W ostatnich latach zainteresowanie polisami cybernetycznymi wyraźnie rośnie – napędzane zarówno sytuacją geopolityczną i nasileniem ataków hybrydowych, jak i nowymi regulacjami, które zwiększają finansowy ciężar incydentów.
Grupa PZU oferuje ubezpieczenia cybernetyczne od kilku lat, rozwijając je wraz ze zmieniającym się charakterem zagrożeń. Rosnąca złożoność ataków oraz coraz wyższe jednostkowe szkody sprawiają, że kluczowe znaczenie ma skala ochrony. Dzięki współpracy z największymi światowymi reasekuratorami możliwe jest oferowanie sum ubezpieczenia sięgających nawet 1 mld zł, co pozwala objąć ochroną także duże i złożone ryzyka.
Zakres polis nie ogranicza się do kosztów technicznych. Ochroną mogą zostać objęte m.in. konsekwencje kradzieży danych, koszty ich odtworzenia, straty wynikające z przestoju w działalności po ataku hakerskim, a w określonym zakresie także kary administracyjne. To istotne zwłaszcza w sytuacji, gdy jeden incydent uruchamia równolegle problemy operacyjne, prawne i finansowe.
Kluczowym elementem procesu jest indywidualna ocena ryzyka. Specjaliści analizują infrastrukturę IT klienta, specyfikę działalności oraz obszary szczególnej podatności na zagrożenia. Na tej podstawie dobierany jest zakres ochrony oraz odpowiednia reasekuracja, tak aby polisa była dopasowana do realnych potrzeb i wymogów regulacyjnych, a nie miała charakteru uniwersalnego produktu.
Choć świadomość ryzyka rośnie, poziom ubezpieczenia firm w Polsce pozostaje nadal niski na tle bardziej dojrzałych rynków. To pokazuje, że dla wielu organizacji myślenie o cyberbezpieczeństwie wciąż kończy się na prewencji. Tymczasem doświadczenia ostatnich lat jasno pokazują, że pytanie nie brzmi już „czy dojdzie do ataku”, lecz jak firma poradzi sobie z jego skutkami, także od strony finansowej. Ubezpieczenie nie ma zastępować zabezpieczeń, lecz uzupełniać je tam, gdzie ryzyka nie da się całkowicie wyeliminować.
Partnerem publikacji jest PZU
