Zapomniane złoto może zabłysnąć

Krzysztof Kolany
opublikowano: 2022-02-16 20:00

Nieco już zapomniane złoto znów zabłysło za sprawą wzrostu napięcia geopolitycznego i kryzysu ukraińskiego. To jednak za mało, aby wyrwać notowania królewskiego metalu z długiego letargu

Od marca 2021 r. na rynku złota zasadniczo niewiele się dzieje. Po znakomitym rajdzie z lat 2019-2020 i ustanowieniu nowego nominalnego szczytu wszech czasów na poziomie 2077 USD/oz. (w ujęciu realnym rekord ze stycznia 1980 roku wciąż pozostaje niepobity) królewski metal zaliczył mocną, 20-procentową korektę. Dołek tej korekty wypadł w marcu 2021 na poziomie ok. 1675 USD/oz.

Od tego czasu dolarowe notowania żółtego metalu utrzymują się w trendzie bocznym, wahając się w przedziale 1700-1900 USD/oz. przy malejącym zainteresowaniu inwestorów i finansowej publiki. Zaryzykowałbym nawet tezę, że już zeszłej jesieni złoto stało się zapomnianym aktywem. Odwrócili się od niego nawet najbardziej zapaleni inwestorzy, których rozczarowało słabymi osiąganymi w okresie wysokiej inflacji, jakiej na świecie nie widziano od kilku dekad.

Waluta ostatniej instancji

Jeszcze pod koniec stycznia na rynku terminowym obserwowaliśmy wyprzedaż kontraktów na złoto. Sytuacja zmieniła się w lutym, gdy uwaga inwestorów skoncentrowała się na kwestii ukraińskiej. Przekaz Zachodu był jasny: Rosja szykuje się do napaści na Ukrainę, ponieważ Kijów obrał pronatowski kurs. Obawiano się powtórki z 2014 r., tylko że teraz na o wiele większą skalę.

Nagły wzrost percepcji ryzyka geopolitycznego przypomniał inwestorom o nieco już zapomnianym złocie. Od początku lutego do poniedziałkowego przesilenia kurs złota podniósł się z niespełna 1800 USD do prawie 1880 USD za uncję trojańską. Nawet jeśli kryzys ukraiński tym razem rozejdzie się po kościach, to nasilające się napięcia geopolityczne na linii Zachód-Rosja oraz Chiny-USA zapewne pozostaną z nami na wiele lat.

“Złoto zachowuje się jak waluta ostatniej instancji. Złoto wykazuje tendencję do reagowania na to ryzyko geopolityczne, które mogą bezpośrednio uderzyć w Stany Zjednoczone. Uważamy, że przedłużający się kryzys energetyczny i przewyższająca cel amerykańska inflacja oznaczają, że jakiekolwiek zakłócenie dostaw surowców z Rosji może prowadzić do poważnych obaw o przestrzelenie inflacji w USA i następującego po nim twardego lądowania” – napisał w raporcie dla klientów Jeffrey Currie, główny strateg rynków towarowych w banku Goldman Sachs

Nawet jeśli kryzys ukraiński tym razem rozejdzie się po kościach, to nasilające się napięcia geopolityczne na linii Zachód-Rosja oraz Chiny-USA zapewne pozostaną z nami na wiele lat.

Stopy, inflacja i kwestia złota

Przez cały 2021 r. zwolennikom złota trudno było zrozumieć, jak to jest możliwe, że ceny kruszcu stoją w miejscu, podczas gdy inflacja CPI w Stanach Zjednoczonych przyspieszyła z 1,4 do 7,0 proc., a w styczniu 2022 sięgnęła aż 7,5 proc. Najwyższej od 40 lat inflacji towarzyszyły rekordowo niskie i niemal zerowe stopy procentowe w Rezerwie Federalnej. Nie istniał więc żaden bezpieczny sposób zachowania siły nabywczej kapitału, co powinno jednoznacznie premiować metale szlachetne. A te jak na złość nie chciały drożeć.

Jednakże od kilku tygodni rynkowa percepcja zaczyna się zmieniać. W zeszłym roku inwestorzy chcieli wierzyć Jerome’owi Powellowi, że wysoka inflacja jest „przejściowa”. Dziś już nikt w te bajki nie wierzy. Coraz więcej uczestników rynku wierzy za to w zdecydowane podwyżki stóp procentowych w USA. Jeszcze nigdy wcześniej Fed nie był tak daleko „poza krzywą” i teraz jest zmuszony nadganiać opóźnienia. Rynek wycenia, że już na marcowym posiedzeniu FOMC stopa funduszy federalnych może pójść w górę od razu o 50 pkt baz. Do końca roku inwestorzy z rynku terminowego spodziewają się wzrostu stóp procentowych w USA w rejon 2 proc.

Paradoksalnie złoto ma tendencję zyskiwać podczas cyklu podwyżek stóp w Ameryce. Dzieje się tak zwłaszcza wtedy, gdy stopy te rosną nie tyle z powodu dobrej koniunktury gospodarczej, co za sprawą uciekającej inflacji. A ta ostatnia już wymknęła się Fedowie spod kontroli. Powell i spółka muszą więc zawalczyć o odzyskanie resztek wiarygodności, zanim świat utraci wiarę w miarę stabilną siłę nabywczą amerykańskiego dolara.

Koniec szlachetnego marazmu?

Zmiany zachodzące zarówno w realnej gospodarce (malejący wzrost gospodarczy przy wciąż rosnącej inflacji), jak i w percepcji inwestorów zdają się sugerować, że trwający od blisko roku marazm na rynku złota może dobiegać końca. Tym bardziej, że perspektywa wyższych stóp procentowych już od kilku miesięcy dusi wyceny akcji na Wall Street, które po marcu 2020 r. inwestorzy wywindowali do niebotycznych relacji względem zysków spółek. Tzw. mnożniki (czyli odwrotność wskaźnika cena/zysk) mają tendencje do spadku wraz ze wzrostem stóp procentowych.

Te wszystkie fundamenty nakładają się na bardzo ciekawą sytuację techniczną. Po „ukraińskiej” zwyżce dolarowe notowania złota znalazły się blisko oporu na poziomie 1900 USD/oz. To na tym poziomie zatrzymywały się wzrostowe fale w maju i listopadzie ubiegłego roku. Ewentualne przełamanie tego oporu na gruncie analizy technicznej otwierałoby drogę od razu ku nominalnemu rekordowi wszech czasów (2077 USD/oz.) z sierpnia 2020 r.

Z drugiej strony czynnikiem ograniczającym potencjalny wzrost cen złota są rosnące realne stopy procentowe w USA. Nie chodzi tu o rekordowo ujemne realne stopy krótkoterminowe, ale o długoterminową realną rentowność 10-letnich obligacji skarbowych. Parametr ten jeszcze w listopadzie był rekordowo niski i sięgał -1,14 proc. Od tego czasu podniósł się do -0,47 proc. W dalszym ciągu oznacza to, że rynek spodziewa się poniesienia realnej straty na długoterminowych obligacjach rządu Stanów Zjednoczonych, ale oczekiwania wobec tej straty uległy istotnej redukcji. Przez ostatnie 15 lat dolarowe notowania złota wykazywały istotną zbieżność z realną 10-letnią stopą procentową w USA.