Zarabiaj po bożemu

Biblia może być jak akcje. Niewierny Tomasz zobaczy, bo 4 listopada Antykwariat Wójtowicz wystawi jedno i drugie na tę samą aukcję.

Jak wygląda akcja? Gdyby współczesnego inwestora zagadnął o to pięciolatek, składanie wyjaśnień mogłoby się okazać trudniejsze niż w czasach, kiedy akcja prezentowała się równie wystawnie, co w katalogu sobotniej aukcji. Ujęta w bordiury — czyli ramki — z kunsztownie poprzeplatanych zawijasów, przypominała trochę świadectwo maturalne, chociaż w tym zestawieniu to świadectwa grzałyby się raczej przy akcjach. Podczas aukcji krakowskiego antykwariatu dawne papiery wartościowe licytowane będą już od 60 zł, otwierając widywaną tylko na tym rynku, zagadkową grę stawek, w której podpis króla przegrywa czasem ze świstkiem zapisanym przez bajarza. Gdyby podnieść próg 60 zł o dodatkowe końcowe zero, wyszłaby cena wywoławcza dyspozycji Fryderyka II albo rękopisu Adama Czartoryskiego, a po dopisaniu jeszcze jednego zera — poziom, od którego będzie można licytować rzadkie wydanie „Sonetów” Mickiewicza. Skoro stanęło na 6 tys. zł, wystarczy dołożyć dodatkowe 10 tys. zł, żeby konkurować o 37 listów w 34 kopertach, adresowanych ręką Zdzisława Beksińskiego. Szukając w tym jakiegoś środka, da się też te 6 tys. zł podzielić mniej więcej na pół i od tego progu licytować Biblię — środek złoty, rozpoznawalny tak przez obojętnych na uroki sonetów, jak niepewnych w obliczu dzieła Beksińskiego.

Zobacz więcej

SŁOWO NA NIEDZIELĘ: Ozdobną bordiurę — czyli ramkę — miewają zarówno stare akcje, jak i karta Biblii, której XVI-wieczny tom z Wenecji wystawiony będzie 4 listopada z progiem 3,2 tys. zł. Fot. ANTYKWARIAT WÓJTOWICZ

Internet kontra ekspert

Chociaż w tym przypadku złoty środek ma cenę wywoławczą 3,2 tys. zł, czasem sam, dosłownie rozumiany, środek starej Biblii osiąga równowartość nowego samochodu. W ofercie rodem z „Imienia róży” na inwestycyjną wartość wpływa przede wszystkim upływ czasu, dlatego cena 50 tys. USD za pojedynczą kartę Biblii Gutenberga nie wydała się środowisku naciągana. Zanim pierwsze drukowane wydanie w ogóle powstało, szacowana ilość książek w całej Europie wynosiła 30 tys., podaje Christie’s — a do 1500 r. wzrosła do ponad 10 mln. Biblia Gutenberga rozpowszechniana była prawdopodobnie w 180 egzemplarzach, z których obecnie wiadomo tylkoo 49, przy czym sporo z ocalałych jest tak niekompletna, że kolekcjonerzy gotowi są wydać kilkadziesiąt tysięcy dolarów na kartę. Mowa jednak o rynku zachodnim, zaopatrywanym nawet w najstarsze manuskrypty, nad którymi mnisi spędzali w pochyleniu całe życia — pytanie, skąd wiedzieć, ile zapłacić w kraju, jak pojawi się rarytas rangi Biblii albo wyższej, z półki „Pana Tadeusza”. — Każdy kolekcjoner, początkujący i nie, powinien na pewno śledzić katalogi. Jeśli chce się rynkowi przyjrzeć, lepiej, żeby wstrzymał się nawet z kupowaniem i poświęcił chociaż rok na obserwację, bo nie ma aż tak wielu aukcji antykwarycznych, żeby móc rozeznać, jakie ceny padają. Stawki ofertowe nie zawsze przecież muszą być cenami realnymi, bo takie ustalane są dopiero w trakcie licytacji albo podczas wyceny w galerii. Po to się kupuje w antykwariacie, żeby antykwariusz zagwarantował, że cena jest realna — obiekt, który jest wart 10 tys. zł, nie może przecież nagle kosztować dziesięciokrotnie tyle, a z takimi nadużyciami można się niekiedy spotkać na internetowych portalach — komentuje Piotr Wójtowicz, współwłaścicielantykwariatu, który zorganizuje sobotnią aukcję. Jako przykład takiej niestosownej wyceny, ekspert podaje internetową ofertę właśnie pierwszego wydania „Pana Tadeusza” z 1834 r., która zaburzyła obraz rynku części kolekcjonerów.

Multi-kulti na rynku

Zdaniem eksperta, pierwsze wydanie jest oczywiście poszukiwane, ale nie jest aż tak rzadkie, jak na tego rodzaju obiekt, bo rocznie na pewno pojawia się w obiegu kilka egzemplarzy.

— W zależności od stanu zachowania — bo to kluczowy czynnik decydujący o wartości — cena waha się w przedziale 5-12 tys. zł, za pierwsze wydanie w średnim i dobrym stanie. Kiedy na Allegro proponowana stawka wyniosła 100 tys. zł, wielu posiadaczy podobnego egzemplarza liczyło, że sprzeda go za podobnie zawyżoną wartość w antykwariacie — dodaje Piotr Wójtowicz.

Jak zaznacza ekspert, na stabilnym rynku starych druków czy dokumentów nic nie drożeje aż tak dramatycznie, ale liczne dane z odsprzedaży zdążyły potwierdzić, że obiekty na papierze stanowią bardzo dobry depozyt, szczególnie kiedy mowa o tytułach, które są rozpoznawalne w Polsce. Oprócz twórczości narodowych wieszczów Biblia powinna wpisać się w ciasny zbiór tytułów, w których lokalnie mamy rozeznanie, nawet jeśli nie jest po polsku, tylko — jak jedna z wystawionych na aukcję — została wydana w 1519 r. w Wenecji. Ozdabiany licznymi drzeworytami egzemplarz opisany jest w katalogu jako rzadki, a to informacja podstawowa, podobnie jak wiadomość o stanie zachowania, a więc ewentualnych zabrudzeniach, zawilgoceniu i kompletności kart. Wenecka Biblia nosi pewne ślady upływu czasu, czego można się właściwie spodziewać, patrząc na czerwono- -czarną kartę, mocno jeszcze średniowieczną, chociażby w czcionce. Jak podają eksperci z Christie’s, Pismo Święte ukazało się w ponad 600 językach, dając kolekcjonerom możliwość zbierania pierwszych drukowanych przekładów z różnych zakątków globu. Przywiązywanie się do rodzimego pochodzenia nie jest wobec tego aż tak konieczne, zwłaszcza że inwestując w zabytki znacznie starsze, specyficznie rozumiany patriotyzm ograniczyłby nam tylko podaż — bo wielu zastanawia się przecież, dlaczego na polskich aukcjach nie przewijają się dawne manuskrypty z pulpitu jakiegoś lokalnego mnicha.

— Jedyną odpowiedź na to pytanie daje historia Polski, w której wczesne druki, rękopisy i kartografia po prostu uległy zniszczeniu. Zaczęto je wywozić już od czasów potopu szwedzkiego i Karola Gustawa, pierwszego króla na świecie, który przed wejściem do Polski przygotował całe zaplecze antykwariuszy i znawców starych obiektów, które miały być grabione w sposób systematyczny, skatalogowane i stosownie zapakowane. Trudno się wobec tego dziwić, że sporo polskich doktoratów pisze się teraz w Uppsali, bo te muzealne eksponaty już prawdopodobnie nigdy nie trafią do Polski — komentuje Piotr Wójtowicz. Gdyby inwestor zacietrzewił się jakoś śmiesznie i w ramach sprawiedliwości dziejowej poszukiwał obiektu o szwedzkich korzeniach na aukcji w Krakowie, znajdzie tom o św. Brygidzie — Szwedce — z dedykacją dla polskiego króla, Zygmunta Augusta. Święta jest patronką całej Europy, Szwecji i dobrej śmierci.

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Weronika Kosmala

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Zarabiaj po bożemu