Zasada karna to nie polityczna

Jacek ZalewskiJacek Zalewski
opublikowano: 2015-04-30 00:00

PRAWO Ewa Kopacz zastanowi się jeszcze nad wyziągnięciem konsekwencji wobec ministra sprawiedliwości.

Premier Ewa Kopacz poinformowała wczoraj, że nad wyciągnięciem konsekwencji wobec Cezarego Grabarczyka, ministra sprawiedliwości, zastanowi się dopiero, gdy prokuratura rozstrzygnie, kto zawinił w sprawie wydania mu pozwolenia na broń. Ciekawe, że sam minister odpowiada ogólnikami, iż otrzymał je „poprzez procedurę uzyskania pozwolenia”, a jej prawidłowość „jest w tej chwili weryfikowana”. A zatem wobec zarzutów przekrętu wcale nie idzie w zaparte, że wszystko OK.

Także wczoraj prokuratura obwieściła umorzenie śledztwa w sprawie tzw. kilometrówek posłów.

Najważniejszym z nich jest marszałek Radosław Sikorski. Prokuratorzy uznali, że brak jest podstaw do przyjęcia, iż posłowie dopuścili się zamierzonego oszustwa. Chodziło łącznie o 1,7 mln zł, wydane w związku z „rozliczaniem w ramach ryczałtu kosztów przejazdu samochodem z tytułu wykonywania mandatu”. Uzasadnienie akcentuje, że posłowie reprezentują okręgi oddalone od Warszawy, natomiast nie odnosi się do ich miejsc zamieszkania. Czyli np. w rozliczeniach marszałka podróże poselskie po Bydgoskiem liczone są nie od położonego tamże jego dworu w Chobielinie, lecz od… Warszawy. I dzięki temu kilometrówka uznana została za prawdopodobną.

W obu wspomnianych wątkach wspólne jest podejście klasy politycznej do jej grzechów. Władcy generalnie odnoszą się do wygodnych norm postępowania karnego, zgodnie z którymi wszelkie wątpliwości rozstrzygane są nie tylko na korzyść oskarżonego przez sąd, lecz już przez prokuraturę. A przecież fundamentem odpowiedzialności politycznej jest zasada dokładnie odwrotna — wszelkie wątpliwości działają na niekorzyść władzy. Dlatego np. wspomniany minister — zwłaszcza tego resortu — powinien wylecieć już za same wątpliwości, czy jego pozwolenie na broń to lewizna i od kiedy o tym wie.