Złoty będzie przeceniony dopiero pod koniec roku

Lesław Kretowicz
opublikowano: 2001-07-20 00:00

Złoty będzie przeceniony dopiero pod koniec roku

Rynek walutowy na otwarciu nerwowo zareagował na dane o produkcji przemysłowej. W ciągu dnia jednak kurs polskiej waluty systematycznie się wzmacniał. Bezbolesna nowelizacja ustawy budżetowej powinna umocnić złotego.

W środę po opublikowaniu przez GUS danych o produkcji przemysłowej, złoty znów rozpoczął marsz w dół. Dane o produkcji były zgodne z prognozami analityków, jednak wzrost cen produkcji był znacznie niższy od oczekiwań i potwierdził silne stłumienie popytu. Dane te wywołały spekulacje o możliwości kolejnej obniżki stóp procentowych i część uczestników rynku zareagowała nerwowo. Jednak nie wydaje się to prawdopodobne, tym bardziej że Europejski Bank Centralny na wczorajszym posiedzeniu utrzymał stopy na poprzednim poziomie.

Nerwowy początek

Czerwcowe dane o cenach produkcji sprzedanej przemysłu i produkcji przemysłowej sugerujące, że wzrost gospodarczy uległ znacznemu wyhamowaniu, spowodowały niepokój na rynku. Na wczorajszym otwarciu dolara wyceniano na 4,2805 zł, a euro na 3,7461 zł, co oznaczało osłabienie złotego odpowiednio o 1,6 proc. w stosunku do dolara i 2,6 proc. w stosunku do euro. Dodatkowo na rynek napłynęły bardzo niekorzystne wieści z Argentyny. Gdy wydawało się, że po osiągnięciu porozumienia przez argentyński rząd z opozycją sytuacja się ustabilizuje, do gry włączyły się związki zawodowe. W obliczu narastającej niepewności inwestorzy zaczęli wycofywać się z tego kraju i w wyniku wyprzedaży obligacji straciły one na wartości aż 7 proc. To zmusiło inwestorów do ponownej weryfikacji swojej strategii inwestycyjnej na rynkach wschodzących i niekorzystnie odbiło się na notowaniach naszego pieniądza.

— Należy uważnie przyglądać się także sytuacji w Turcji oraz na innych rynkach wschodzących. Zawirowania, jakie tam mają miejsce, wpływają na zmniejszenie ich atrakcyjności, a konsekwencje odczuwają wszyscy, więc Polska również — tłumaczy Marek Zuber, ekonomista BPH.

Parlamentarny spokój

Rynek uspokoiło jednak podejście polityków do rządowego projektu nowelizacji budżetu. Wszystkie ugrupowania polityczne zdają sobie sprawę z konieczności jak najszybszej nowelizacji, co wpłynęło na poprawę nastrojów inwestorów. Po południu notowania dolara ustabilizowały się więc na poziomie 4,20 zł.

Każda dobra informacja w sprawie budżetu powinna mieć wpływ na wzmocnienie złotego i możliwe wydaje się nawet utrzymanie takiego trendu w ciągu kilku najbliższych tygodni. Zagrożeniem dla kursów naszej waluty może być jednak niepewność graczy na innych rynkach wschodzących. Mocniejszej przeceny kursu rodzimej waluty analitycy spodziewają się dopiero w końcu tego lub na początku przyszłego roku.

— Po nowelizacji budżetu za dolara powinniśmy płacić 4,15 zł. Koniec tego roku lub początek 2002 r. przyniesie mocniejszą przecenę i wówczas dolar będzie wart około 4,50 zł — prognozuje Marek Zuber.

Mocne euro

W czwartek kurs dolara spadł do najniższego od dwóch miesięcy poziomu wobec euro, walutę unii europejskiej wyceniano na 87,51 centa. Inwestorzy obawiają się, ze ostatnie komentarze prezydenta Georga Busha i szefa Fed Alana Greenspana mogą oznaczać koniec trwającej już sześć lat aprecjacji dolara. Prezydent USA powiedział w jednym z wywiadów prasowych, że silny dolar wprawdzie przyciąga do USA kapitał, ale zagraża amerykańskiemu eksportowi.

Kolejnym negatywnym impulsem dla amerykańskiego rynku walutowego była wypowiedź prezesa banku centralnego Alana Greenspana, który stwierdził, że amerykańska gospodarka stoi w obliczu licznych przeszkód, które mogą opóźnić ożywienie gospodarcze. Największe zaniepokojenie wzbudziła jednak sugestia o możliwym dalszym obniżaniu stóp procentowych, gdy analitycy oczekiwali procesu odwrotnego, czyli ostrzejszej polityki fiskalnej w obliczu rosnącej potęgi gospodarki Stanów Zjednoczonych. Negatywne wieści zza oceanu nie powinny jednak zdaniem analityków negatywnie odbić się na wycenie naszej waluty, a panikę wywołaną przez wypowiedź szefa FED uważają za chwilową.

— Informacje z USA nie potwierdziły optymistycznych prognoz dotyczących tamtejszej gospodarki, ale nie stanowi to zagrożenia dla naszego kraju. Nie jest to trend stały i wszystko wróci do normy, chociaż potwierdza to opinię o pogarszającej się globalnej sytuacji gospodarczej — uważa ekonomista BPH.