Zdaniem autora, istnieje pewna zagadkowość publicznej prezentacji tzw. protokołu brytyjskiego, dołączonego do traktatu z Lizbony. Jedni ogłaszają przystąpienie Polski do tego protokołu jako gigantyczny patriotyczny sukces. Inni ganią autorów tego przystąpienia za sypanie piachu w rozpędzone tryby integracji europejskiej.
W tle tych figur polemicznych ginie informacja, o co dokładnie idzie w samym protokole. Trudność sprawia też właściwe odczytanie zawiłości prawniczych tekstów. Po unijnemu mętnych i rozproszonych w różnych miejscach - zauważa Łopuszański.
Jeżeli traktat z Lizbony wejdzie w życie, o praktycznym znaczeniu zapisów przesądzi przyszłe orzecznictwo Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości. Natomiast jakiekolwiek ograniczenia tego orzecznictwa, mogące ewentualnie wynikać z protokołu brytyjskiego dotyczącego Karty Praw Podstawowych, nie dotyczą orzeczeń wydawanych na podstawie "praw podstawowych" wywodzących się z innych źródeł, nie będących Kartą i opisanych w osobnym miejscu traktatu - czytamy w "Naszym Dzienniku".