Zostań mistrzem networkingu

Mirosław KonkelMirosław Konkel
opublikowano: 2021-02-03 14:31

Nazwij to grupą trzymającą władzę, kolesiostwem, układem, klubem lub siecią – jakiegokolwiek słowa użyjesz, jest to coś, czego potrzebujesz, aby zrobić karierę.

Jeden ze znanych wydawców książek biznesowych przyznał, że – choć prosi go o to matka – nigdy nie zatrudniłby swojego brata. Owszem, może mu pomagać finansowo, ale nie chce widzieć go u siebie w firmie, bo szybko wprowadziłby tam chaos. Takie podejście nie jest w Polsce normą. Typowy menedżer z kilku kandydatów wybierze tego, który jest mu z osobistych powodów najbliższy. To, że inni lepiej nadają się na proponowane stanowisko, nie ma żadnego znaczenia.

Nie zwlekaj:
Nie zwlekaj:
O networkingu zaczynamy myśleć dopiero wówczas, gdy grunt pali się nam pod nogami. A powinniśmy go uprawiać w okresie największych sukcesów – mówi dr Sergiusz Prokurat, ekonomista i wykładowca akademicki.
Marek Wiśniewski

Polecanie czy załatwianie

Dobrze mieć wujka lub przyjaciela o takim nazwisku jak Sołowow, Solorz czy Miłek. A nuż wyciągnie do nas rękę, gdy będziemy szukać przyzwoitej roboty. Czy to oznacza, że brak wpływowych osób w rodzie uniemożliwia osiąganie sukcesów zawodowych? Bez koneksji jest to trudniejsze. Dowód: według różnych badań 60-80 proc. wakatów obsadza się bez publikowania oficjalnych ogłoszeń, czyli dzięki znajomościom i poleceniom. Nie traćmy jednak nadziei.

– Jeśli ktoś się postara, zrobi karierę, nawet bez układów. Ale jest warunek: trzeba uprawiać networking, czyli zawierać i zacieśniać prywatne i służbowe znajomości, powstrzymując się przy tym od manipulowania i nachalności – mówi dr Sergiusz Prokurat, ekonomista i autor książki „Praca 2.0. Nie ukryjesz się przed rewolucją rynku pracy”.

Zapomnijcie o rozdawaniu wizytówek na lewo i prawo. „W networkingu nie chodzi o płytkie kontakty i krótkie spotkania. Chodzi o pielęgnowanie relacji z innymi ludźmi w taki sposób, aby można było się do kogoś zwrócić, gdy potrzebujesz informacji i wsparcia, oraz komuś pomóc, gdy będzie mu to potrzebne” – pisze L. Michelle Tullier w bestsellerze „Networking. Jak znaleźć pracę i odnieść sukces zawodowy dzięki tworzeniu sieci kontaktów”.

Biegłość w tej dziedzinie osiągnęła Grażyna Piotrowska-Oliwa, inwestor, była prezes m.in. Virgin Mobile Polska. W jednym z wywiadów menedżerka przyznała, że pilnuje, kto i kiedy ma imieniny, urodziny. Ludzie to cenią. Aby zbudować jak największą sieć wsparcia, uczestniczy też w branżowych spotkaniach i biznesowych konferencjach. Nie unika również dziennikarzy.

Jesteśmy ewolucyjnie zaprogramowani do tworzenia więzi – twierdzą antropolodzy pokroju prof. Robina Dunbara. Człowiek pierwotny był całkowicie zależny od swojego kilkudziesięcioosobowego stadka. Ono zapewniało mu miejsce przy ognisku i coś na ząb, a także ochronę przed różnymi niebezpieczeństwami. Jeśli dany osobnik został wykluczony ze swego kręgu, niechybnie ginął w paszczy dzikiego zwierza. Dziś przynależność grupowa nie jest już sprawą życia lub śmierci, ale decyduje o naszym statusie społecznym.

Tymczasem networking ma złą prasą, przynajmniej w Polsce. Kojarzony jest z obrzydliwą protekcją, kolesiostwem, załatwianiem pracy pod stołem.

– Nie zgadzam się z taką oceną. Jeśli pracodawca faworyzuje niektórych ludzi, to dlatego, że jest ich pewny. Poleganie podczas rekrutacji tylko na CV wiązałoby się ze zbyt dużym ryzykiem – uważa Piotr Wielgomas, prezes firmy rekrutacyjnej Bigram.

Warto zwrócić uwagę na różnicę między poleceniem a załatwieniem. W pierwszym przypadku mamy do czynienia ze zdrowym mechanizmem społecznym, w drugim – z patologią.

– Załatwiając, zupełnie nie bierze się pod uwagę kompetencji przyszłych pracowników. Wystarczy, że to znajomi i krewni królika. Inaczej jest z osobami z polecenia, które przechodzą cały proces selekcji, obejmujący rozmowę kwalifikacyjną, analizę życiorysu i referencji, zbieranie opinii z rynku. Świetnie, że ktoś ręczył za umiejętności kumpla od gry w tenisa, lecz to za mało. Kolega dostanie propozycję pracy dopiero wtedy, gdy przekona się do niego rekruter – tłumaczy Sergiusz Prokurat.

Raczej telefon lub spacer

Wiedza czy współpraca, kompetencje czy komunikacja – to częsty dylemat szefa, który chce stworzyć sprawny zespół. Wątpliwości są różnie rozstrzygane, zależnie od tego, kogo dotyczy nabór: sprzedawcy czy księgowego. Gdy jednak wybieramy między osobami o podobnych umiejętnościach, zwycięża ten, kto wzbudza większe zaufanie.

Problem zaczyna się wtedy, gdy predyspozycje osobowościowe i zawodowe nie mają żadnego znaczenia, a liczą się tylko układy. Do czego to może prowadzić, dobitnie pokazuje historia II RP. Wszystkie ważne stanowiska w kraju Józef Piłsudski obsadzał swoimi legionistami. Działało to przez pewien czas. Ale gdy wodza zabrakło, jego protegowani od razu rzucili się sobie do gardeł. A ich dalsze rządzenie – wbrew sanacyjnej propagandzie – nie sprawiło, że w 1939 r. byliśmy silni, zwarci i gotowi na odparcie wroga.

Czyli wydawcę książek biznesowych, który odmówił matce zatrudnienie brata, powinniśmy brać za wzór?

– Czy firma, czy państwo, każda organizacja potrzebuje kompetentnych kadr. Budując zespół, najpierw akceptujemy człowieka, później jego kwalifikacje. Ale biada, jeśli w ogóle nie obchodzi nas to, co sobą reprezentuje polecana osoba – argumentuje Sergiusz Prokurat.

Równie ważne jest to, by przynajmniej część stanowisk była dostępna poza trybem networkingowym. W XVIII-wiecznej armii francuskiej wyglądało to tak: gdy w kawalerii i piechocie promowano głównie krewnych i znajomych arystokracji, artyleria była wolna od nepotyzmu. Zamiast na pochodzenie, zwracano tam uwagę na inteligencję i charakter zgłaszających się do służby. Tylko dzięki temu młody Napoleon Bonaparte mógł zacząć robić karierę w wojsku.

No dobrze – ale jak dziś, w dobie izolacji i dystansu społecznego, uprawiać skuteczny networking? Podczas webinaru, w ramach organizowanej przez „Puls Biznesu” Akademii Lidera, Andrzej Klesyk, były prezes PZU, udzielił uczestnikom genialnej w swej prostocie rady: zapomnijcie czasem o internetowych komunikatorach. Zadzwońcie do znajomego albo zaproście go na spacer. Technologia przeszkadza. Niech żyją naturalne relacje, kontakty twarzą w twarz!

Możesz zainteresować się również: