
Te trzy sygnały ostrzegawcze, to nadmierny optymizm „byków”, znaczące przewartościowanie i ekstremalna rozbieżność w osiągnięciach różnych segmentów rynku. Hayes Martin, szef Market Extremes, firmy z Nowego Jorku doradzającej inwestorom, podkreśla, że te trzy sygnały wystąpiły sześciokrotnie od 1970 roku, kiedy nadchodziła znacząca korekta. W tym czasie nie było „rynku niedźwiedzia”, podczas którego nie występowałyby w komplecie. Średni spadek S&P500 podczas korekty po wystąpieniu wspomnianych sygnałów wynosił 38 proc., przy czym najmniejszy wyniósł 22 proc. Korekta przeciętnie trwała miesiąc.
Dwa ze wspomnianych sygnałów: nadmierny optymizm “byków” i przewartościowanie akcji, występują już od dłuższego czasu. Już w grudniu ubiegłego roku odsetek doradców finansowych, którzy określali się jako „byki”, przekroczył 60 proc. Obecnie wynosi 56 proc. Z kolei pod koniec ubiegłego roku wskaźnik cena/zysk Russell 200 osiągnął najwyższą wartość od stworzenia indeksu małych spółek w 1984 r. Był wyższy nawet od notowanego w październiku 2007 roku, czy w marcu 2000 roku na szczycie internetowej bańki.
Trzeci z sygnałów pojawił się w ostatnim czasie i skłonił Martina do zalecenia swoim klientom sprzedaży akcji i trzymania gotówki. Jest nim gwałtowny spadek odsetka akcji uczestniczących w „rynku byka”. Można go zmierzyć odsetkiem akcji notowanych powyżej średniej z ostatnich czterech tygodni. Wśród spółek notowanych na NYSE spadł on z 82 proc. na początku lipca do tylko 50 proc. w dniu, kiedy S&P500 osiągnął ostatnie historyczne maksimum. Martin podkreśla, że to jeden z największych spadków w tak krótkim czasie jaki widział podczas swojej kariery. Kolejnym sygnałem rozbieżności na rynku jest to, że kiedy S&P500 osiągnął 24 lipca szczyt, rósł o 1,4 proc. od początku miesiąca, wobec 3,1 proc. spadku w tym samym czasie indeksu Russell 2000.
Martin uważa, że obecnie spadek S&P500 może wynieść 13-20 proc. Czemu tak wyraźnie poniżej średniej? Martin uważa, że Fed zainterweniuje i udostępni płynność, która pozwoli zahamować spadek.