Ostatnie dni przyniosły dalsze rekordy słabości amerykańskiej waluty. W środę na fali rekordów giełdowych indeksów doszło do przełamania psychologicznej bariery 1,50 na parze EUR/USD. Tym samym euro było najdroższe w relacji do dolara od ponad roku. Do rekordów z połowy lipca 2008 r., kiedy to EUR/USD ustanowił maksimum wszech czasów na 1,6038, jeszcze "nieco" pozostało. Nie oznacza to jednak, iż prędzej czy później poziom ten nie zostanie pokonany.
Prosta zależność płynąca z analizy technicznej wskazuje, iż w perspektywie dwóch lat za euro możemy płacić nawet 1,70 USD. To zasięg z formacji podwójnego dna w okolicach 1,2450, która została potwierdzona po przebiciu maksimum z grudnia (1,4720). I jednocześnie ten poziom stanie się w najbliższych miesiącach kluczowym wsparciem w przypadku głębszej korekty obecnego trendu.
Obecnie można wskazać kilka czynników prowadzących do umocnienia się dolara ze skoordynowaną interwencją banków centralnych włącznie — ta akurat byłaby najmniej prawdopodobna i mało skuteczna. Inwestorzy pamiętają stare powiedzenie, iż "interwencja tylko potwierdza dotychczasowy trend". Stąd najlepiej, jeżeli zmiana trendu odbywa się z czysto rynkowych przesłanek. A tutaj możliwe są dwa scenariusze. Pierwszy zakłada, iż w niedalekiej przyszłości Fed rozważy możliwość podwyżki stóp procentowych. Aby jednak tak się stało, potrzebne będą wiarygodne sygnały poprawy na rynku pracy w USA, a na to w najbliższych miesiącach się nie zanosi. Drugi scenariusz to wystąpienie poważniejszej korekty na rynkach akcji, która prowadząc do wzrostu globalnego ryzyka, wymusiłaby szybkie pokrywanie krótkich pozycji w dolarach wykorzystywanych jako walutę carry-trade. Korekta, biorąc pod uwagę silne ostatnio wzrosty cen akcji, jest prawdopodobna… ale w I kwartale 2010 r.
Słaby dolar to sygnał do dalszego umocnienia złotego. Wprawdzie aprecjacja naszej waluty będzie ograniczana przez obawy związane z przyszłorocznym budżetem, a także ambitnym planem prywatyzacji, to trudno zakładać, aby inwestorzy mieli omijać Polskę dla innych krajów, jeżeli to właśnie nasza gospodarka jest uznawana za jedną z najlepszych. Euro po 4 zł w końcu roku? To bardzo prawdopodobne.
Marek Rogalski