Action rozpycha się na podium

Mariusz GawrychowskiMariusz Gawrychowski
opublikowano: 2014-10-16 00:00

Marki dystrybutora sprzętu IT królują na rynku alternatywnych wkładów do drukarek.

Action został liderem rynku alternatywnych tuszy i wkładów do drukarek. Z raportu firmy badawczej IDC Polska wynika, że w pierwszej połowie tego roku dwie należące do niego marki — ActiveJet i Actis — zajęły w tym segmencie pierwsze i drugie miejsce.

— Mimo spadającej sprzedaży materiałów do drukarek udało się zwiększyć nasz udział w tym rynku do 31 proc. — mówi Rafał Ornowski, pełnomocnik zarządu Actiona ds. marki ActiveJet. Ponieważ tzw. klony stanowią około 51 proc. całego rynku (resztę wkładów i tuszy dostarczają producenci drukarek), to oznacza, że na koniec czerwca

obie marki Actiona miały ponad 60 proc. segmentu alternatywnych materiałów. Przemek Kowalski, analityk IDC Polska, wyjaśnia, że za sukcesem Actiona kryje się przede wszystkim marketing. Żadna inna firma, dostarczająca alternatywne materiały do drukarek, nie ma zbliżonego budżetu marketingowego. Przez półtora roku ActiveJet był głównym sponsorem piłkarskiego mistrza Polski — stołecznej Legii.

Obecnie sponsoruje własną zawodową grupę kolarską ActiveJet Team. Actionowi pomogła porażka Black Pointa — przez lata najgroźniejszego rywala, który jeszcze w ubiegłym roku zajmował drugie miejsce. Notowana na NewConnect spółka znalazła się na zakręcie. Wszystko przez zerwanie unii z innym producentem tuszy — podkrakowskim Scopem.

W 2012 r. Black Point zdecydował się na zakup tej firmy, ale we wrześniu 2013 r. wycofał się z tej transakcji, przejmując tylko należącą do Scopa markę Printe. Sprzedaż Black Pointa skurczyła się o ponad połowę (w pierwszej połowie tego roku spółka miała 31 mln zł przychodów wobec 71 mln zł w analogicznym okresie roku ubiegłego), a firma zaczęła generować straty. Zarząd musiał przeprowadzić restrukturyzację, która wiązała się m.in. z odbudową sprzedaży i logistyki. Rynek tuszy i wkładów — podobnie jak rynek drukarek — od kilku lat kurczy się.

Zdaniem Przemka Kowalskiego, nie ma od tego odwrotu. Klienci przestają kupować tego typu urządzenia do domu. To oznacza, że mniejsi dostawcy alternatywni będą wycofywać się z rynku tuszy i wkładów.

— Na kurczącym się rynku druku liczą się najlepsi gracze, którzy oferują produkty wysokiej jakości i konkurencyjne cenowo. Czasy, kiedy firmy skupiały się jedynie na dolewaniu atramentu lub dosypywaniu proszku, się skończyły — twierdzi Rafał Ornowski.