Afryka była dla mnie niema

opublikowano: 09-04-2021, 14:30

Odwiedził 70 państw, a najchętniej podróżuje po Afryce. Michał Karwasiński, partner w kancelarii Karwasiński Szpringer i Wspólnicy, poznaje ten kontynent przez muzykę. Odkryciami dzieli się na stronie African Music Subiektywnie by Karwas.

Bloger:
Bloger:
Michał Karwasiński, partner w kancelarii Karwasiński Szpringer i Wspólnicy, przybliża czytelnikom swojego bloga Afrykę i muzykę tego kontynentu. Do założenia strony zachęcili go przyjaciele.
archiwum prywatne

Zmęczony wędrowcze po oceanie facebookowym. Na stronie tego prawnika dowiesz się m.in., co to za styl muzyczny tishoumaren: „Ponad 40 lat temu jeden z nich [Tuaregów] zrobił gitarę z blaszanej puszki i linki hamulcowej, inspirując do gry na takim wynalazku swoich kolegów z obozu tuareskich uchodźców w Libii. Wkrótce porzucili prowizoryczne instrumenty, pozyskali elektryczne gitary i zaczęli grać melodie, które na tradycyjnych instrumentach wcześniej grali ich ojcowie i dziadkowie, wplatając w nie elementy bluesa i rocka. Tworząc w ten sposób unikatowy nurt muzyczny określany mianem tishoumaren. Tak powstał zespół Tinariwen (Pustynni Chłopcy w tłumaczeniu z tuareskiego języka tamashek)”.

– Przez afrykańską muzykę można opowiadać o współczesnym kontynencie. Przez swoją twórczość muzycy ukazują radości i problemy, z jakimi się mierzą, ambicje, obawy, marzenia i rzeczywistość. Wystarczy te brzmienia opatrzyć lekkim komentarzem i otrzymujemy nie tylko miłą dla ucha muzykę, lecz także obraz zróżnicowanego kontynentu, zamieszkanego przez ponad miliard ludzi. Byłem w większości miejsc, o których piszę na blogu. Niektóre z tych piosenek usłyszałem w radiu w lokalnym busiku albo u przyjaznych miejscowych, którzy ugościli mnie na noc – rozpoczyna opowieść Michał Karwasiński.

„Lecieliśmy nad Saharą nocą, te przeloty są zawsze wspaniałe, ponieważ dają wrażenie, jakby samolot był zawieszony między gwiazdami. Gwiazdy nad nami – to zrozumiałe. Ale również gwiazdy gdzieś w dole, na dnie nocy. Dlaczego jest tak – nie wiem” – Ryszard Kapuściński, „Wojna futbolowa”.

Towarzysz podróży:
Towarzysz podróży:
Michał Karwasiński przejechał fragment trasy w Burkina Faso wraz z francuskim kierowcą przygotowującym się do rajdu Dakar.
archiwum prywatne

„Siesta” Marcina Kydryńskiego w Trójce? Przez wiele lat Kydryński prezentował słuchaczom różnorodną muzykę, często z Afryki, jego ulubionego kontynentu, po którym wiele razy podróżował. Kazimierz Nowak, który w latach 30. XX w. w pięć lat przejechał kontynent rowerem? Ryszard Kapuściński zakochany w Afryce, która na jego oczach zmieniała się nieodwracalnie? Kto zainspirował Michała Karwasińskiego do poznania tego kontynentu?

– Zdecydowanie Kapuściński. W rodzinnym domu było kilka jego książek. Jako nastolatek czytałem je wielokrotnie. Plastyczne obrazy wyłaniające się z reporterskich opisów, przygody przeżywane przez polskiego reportera w Afryce przemawiały do umysłu nastolatka, w którym tworzyły się plany i pragnienia do zrealizowania „jak będę duży” – odpowiada podróżnik.

„Siesta” także przyczyniła się do trwającej już ponad dziesięć lat przygody.

– Dopiero po powrocie z pierwszej wyprawy do Afryki zacząłem szukać zasłyszanych brzmień. Odsłuchiwać ściągnięte z zakurzonych afrykańskich bazarów płyty CD, identyfikować je dzięki aplikacjom typu Shazam i wyszukiwać w internecie. Wtedy także zaczęły mi wpadać w ucho kawałki grane przez Marcina Kydryńskiego w radiowej Trójce, a także podczas „Etno Fazy” w Radiu PiN, audycji współprowadzonej przez pochodzącego z Senegalu wokalistę Mamadou Dioufa. Okazało się, że niektóre perełki, które odszukałem na afrykańskim targowisku czy w internecie, podobają się nie tylko mnie, lecz zdobyły uznanie także muzycznych redaktorów – dodaje kolekcjoner afrykańskiej muzy.

Fatoumata Diawara z Wybrzeża Kości Słoniowej została wychowana w kulturze Wassoulou charakterystycznej także dla Gwinei i Mali.Gdy artystce akompaniuje jazzujący Roberto Fonseca, eklektyzm muzycznych stylów można usłyszeć w pełnej okazałości. Fatou – jak zdrobniale ją nazywają fani – w utworze „Sowa” śpiewa o pięknej romantycznej miłości i wartościach, którymi warto się kierować, wybierając małżonka. Artystka zapewne wspomina własne doświadczenia, kiedy jako 18-latka uciekła z rodzinnego domu do Paryża, unikając w zawarcia tradycyjnego małżeństwa z absztyfikantem wybranym jej przez rodziców.

Lektura książek autora „Wojny futbolowej” i referat przygotowany na lekcję geografii w podstawówce zdecydowały o zainteresowaniach obecnego prawnika.

– Losowaliśmy kraje, mnie przypadło Burkina Faso. To było zaledwie dziesięć lat po zmianie nazwy z Górnej Wolty. Kompletnie urzekła mnie marsjańska atmosfera, która biła z nazw geograficznych tego kraju ze stolicą w Wagadugu (oryg. Ouagadougou). Pomyślałem, że Komisja Standaryzacji Nazw Geograficznych poszła na łatwiznę, znacznie upraszczając polską nazwę tego miasta w stosunku do oryginalnej, i że koniecznie chcę tam pojechać. Przecież w tak kosmicznie nazywającym się miejscu musi być niesamowicie – wspomina Michał Karwasiński.

Burkina Faso:
Burkina Faso:
Pod wyborczym plakatem Rocha Marca Christiana Kaboré – obecnego prezydenta.

Z rodzinnych Kielc trafił do Warszawy. Zaczął karierę jako prawnik w Komisji Nadzoru Finansowego. W końcu został partnerem w Karwasiński Szpringer i Wspólnicy. Ma 15-letnie doświadczenie w prawie rynku kapitałowego, działalności firm inwestycyjnych, zarządzaniu ryzykiem. Jego kancelaria obsługuje domy maklerskie, fundusze inwestycyjne i tzw. fintechy, czyli innowacyjne firmy świadczące usługi finansowe.

Są utwory, co do których można mieć pewność, że zostały napisane przez artystę spoglądającego na niesamowity afrykański zachód słońca. Jednym z nich jest „Makambo” wykonywane przez Geoffreya Oryema, który został zmuszony do ucieczki z rodzinnej Ugandy w bagażniku samochodu, w obawie przed polityczną zemstą ówczesnego dyktatora Idi Amina. To wydarzenie zainspirowało go do wydania swojego pierwszego albumu zatytułowanego „Wygnanie” (Exile), z którego pochodzi ten utwór.

„Nigdy nie fascynowała mnie tak zwana egzotyka, choć później przeżyłem kilkanaście lat w świecie określanym jako egzotyczny. Nie pisałem o polowaniach na krokodyle ani o łowcach głów, choć przyznaję, że są to ciekawe tematy. Ale odkryłem dla siebie inną rzeczywistość, która mnie pociągała bardziej niż wyprawa do wioski czarowników czy rezerwaty dzikich zwierząt. Rodziła się nowa Afryka i nie była to przenośnia” – Ryszard Kapuściński, „Wojna futbolowa”.

W senegalskiej wiosce:
W senegalskiej wiosce:
Dzieci zawsze chcą sobie robić zdjęcia – uśmiecha się podróżnik.
archiwum prywatne

Czy może dziwić, że podczas pierwszej wyprawy do Afryki chciał przez miesiąc dotrzeć z Maroka do Wagadugu? Wyprawa nie osiągnęła celu, na przeszkodzie stanęła kobieta. Gdy był w środkowym Mali, zaledwie 200 km od granicy z Burkina Faso, zadzwoniła do niego obecna żona. Poinformowała, że do niego dołącza i że za dwa dni ląduje w Dakarze, czyli na wybrzeżu Senegalu. Zatrzymał busa, którym zmierzał na wschód, przeszedł na drugą stronę ulicy i złapał stopa do odległego o trzy dni drogi Dakaru. Do Wagadugu dotarł pięć lat później.

– Dopóki nie odwiedziłem Afryki, była dla mnie niema. Znałem jak wszyscy w Polsce piosenkę „7 seconds” w dziwnym języku, którą usłyszałem w radiu gdzieś u fryzjera, nie zdając sobie sprawy, że współtworzy ją gwiazda senegalskiej sceny muzycznej Youssou N’Dnour. Jednymi z pierwszych krajów Afryki, które odwiedziłem, były Senegal i Gambia. Dopiero tam uderzyło mnie bogactwo i wszechobecność muzyki. Nie tylko w lokalnych minibusach, ale też na ulicach, targowiskach, w środku wioski przy szutrowej drodze płynęła z głośników zasilanych prądem z terkoczącego agregatu – mówi podróżnik.

Afrykańska muzyka to także (a może przede wszystkim) „chodnikowe” rytmy, które usłyszeć można w trzeszczących głośnikach taksówek czy na zakurzonych bazarach. Jednym z popularniejszych artystów jest Awilo Longomba z Demokratycznej Republiki Konga, który na scenie dance (określanej w Kongo mianem soukous) dorobił się już siwej brody, a jego utwór Carolina mimo wielu licznych przeróbek i remixów najlepiej brzmi w wersji sprzed ponad 20 lat, z teledyskiem nagrywanym w Kinszasie kamerą VHS.

Na stronie African Music Subiektywnie by Karwas napisał o Sonie Jobarteh z Gambii: „Jest anglojęzyczny kraj w Afryce, pasek linii brzegowej rzeki otoczony frankofońskim Senegalem. Na oceanicznym wybrzeżu tego kraju, krótkim niczym przedwojenna polska plaża, jest kilka hoteli zajmowanych przez brytyjskich turystów zajadających ham & cheese omelette. W górze rzeki spotkać można skorumpowanych pograniczników i poborców opłat za przeprawy promowe. To Gambia. Jedną z lepszych jej twarzy jest muzyka. Sona Jobarteh urodziła się w Londynie, lecz pielęgnuje tradycje swojej umuzykalnionej rodziny rozsianej po całej zachodniej Afryce. To muzyczna feministka, gdyż gra na instrumencie o nazwie kora. Instrument ten tradycyjnie zarezerwowany był wyłącznie dla mężczyzn, a sztuka gry na nim przekazywana była z ojca na syna. Kulturowo i muzycznie zbliżona do ludów Mandinga. Po raz ostatni występowała w Polsce w 2019 r. podczas Festiwalu Skrzyżowanie Kultur, gdzie podbiła serca publiczności świetnym występem”.

– Do prowadzenia bloga zachęcili mnie przyjaciele. Odwiedzając mnie, dopytywali o muzykę, którą puszczałem w tle rozmów. Byli zainteresowani, kto i o czym śpiewa. Jaką ma historię, jakie o artyście krążą plotki. Każda pasja, którą można się podzielić z innymi, daje jeszcze więcej przyjemności. Dlatego powstał African Music Subiektywnie. Dzielę się wybranymi kawałkami zarówno uznanych na świecie afrykańskich artystów, jak i amatorów. Staram się napisać kilka zdań o historii artysty czy okolicznościach, w jakich kawałek powstał, jak można go interpretować – mówi Michał Karwasiński.

Pracując, rzadko słucha muzyki. Dlatego, że lubi się na niej skoncentrować, poczytać o nieznanych wykonawcach czy utworach, poszukać tłumaczenia tekstów z lokalnych języków i tak poczuć muzykę. To wymaga koncentracji i zaangażowania. Co innego w samochodzie, zwłaszcza na dalszych trasach, gdy jego trzem córkom potrzeba muzycznego wsparcia, by zasnęły w podróży. W schowku ma kolekcję spokojnych utworów i melodii. Takich, które afrykańskie mamy nucą dzieciom do snu. Utwór Laidu, otwierający płytę „Mouneissa” malijskiej artystki Rokii Traore, to spokojna melodia, która często usypia jego dzieci.

– Muzyka na całym świecie jest zróżnicowana i ciekawa, ale ekspresja afrykańskich wykonawców w szczególny sposób obrazuje ich rzeczywistość i problemy. Ciekawie eksponuje kulturę. Pozwala na opowiadanie historii będących jednocześnie refleksją na temat krajów, kultur, osobowości tej sceny muzycznej. Afrykańska muzyka już językiem, w jakim artyści wykonują utwory i jakim posługuje się miejscowa społeczność, potrafi tak wiele opowiedzieć o ludziach i kontynencie – mówi prawnik.

„Ruszyliśmy do Stanleyville. Tysiąc kilometrów gruntowej, rozwilgłej drogi bez kilometra asfaltu ani bruku. Cały czas jadąc zielonym i mrocznym tunelem, w zaduchu rozkładających się liści, splątanych gałęzi i korzeni, bo zagłębialiśmy się coraz bardziej i bardziej w największą dżunglę Afryki, w niesamowity świat gnijącej i krzewiącej się, monstrualnie zmasowanej botaniki. Jechaliśmy przez tropikalną knieję, która napełniała przerażeniem i zachwytem” – Ryszard Kapuściński „Wojna futbolowa”.

Autostop:
Autostop:
Podwózka szkolnym autobusem w Zimbabwe.
archiwum prywatne

Podróżuje na własną rękę miejscowymi środkami transportu. Nigdy nie ma pewności, gdzie i kiedy dojedzie na noc. Mówi, że czas w Afryce biegnie inaczej niż w Europie. Zbiorowa taksówka odjeżdża, gdy zapełni się pasażerami, nie o określonej godzinie. Nawet kiedy się zapełni, to ze względu na stan techniczny może nie ruszyć albo zepsuć się po kilku kilometrach i z dalszej drogi nici. Kiedyś w środkowym Mali utknął na prawie 20 godzin na rozjeździe dróg, czekając na komplet pasażerów.

Każda wyprawa zaczyna się od pomysłu, dokąd pojechać. Im bardziej pomysł jest absurdalny, tym lepiej. Dlaczego? To odskocznia od poukładanej pracy. To może być miejsce na mapie, które z czymś się kojarzy albo ma nieziemską nazwę. Przygotowania do wyjazdu minimalizuje: bilety lotnicze, wizy (większość krajów Afryki nie ma w Polsce ambasad ani konsulatów), przewodnik. Stara się unikać googlowania miejsc, które zamierza zwiedzić. Lubi być zaskoczony tym, co zobaczy na miejscu. Do plecaka wkłada tani, mały aparat fotograficzny. Dwa studolarowe banknoty zaszywa w ubraniu na czarną godzinę. Dotąd odwiedził 70 krajów. Tam, gdzie to możliwe, wynajmuje proste, chińskie motocykle, które można naprawić u każdego wioskowego mechanika. Dzięki temu może zjechać z drogi i odwiedzić miejscowości, do których nie docierają turyści. Takich miejsc jest wiele, wystarczy zboczyć 10-20 km z utartych szlaków.

„Zabierzcie krowy do domu, gdyż nadchodzi ulewa” – nawołuje Ayub Ogada, kenijski aktor i muzyk w utworze Kothbiro, brzdądkając nastrojowo na nyatiti (wschodnioafrykańskim rodzaju liry ). Utwór pochodzi z płyty „En Mana Kuoyo” , której niedawna reedycja jest dostępna także w wersji analogowej.

Wtedy doświadcza prawdziwych przygód, choćby 12-godzinnej podróży węglarką, czyli pociągiem towarowym transportującym rudę żelaza z kopalni do portu na atlantyckim wybrzeżu. W Mauretanii to jedna z nielicznych możliwości dostania się w głąb kraju, dodatkowo to jeden z najdłuższych pociągów na świecie: składa się z około 220 wagonów. Hamując, zderza ze sobą wagony i rzuca pasażerami o żeliwne ściany.

– Do pociągu wsiadłem późnym popołudniem w miejscowości Nawazibiu (oryg. Nouadhibou). Po minucie byłem wysmarowany rdzawą rudą żelaza, która kilka godzin wcześniej przyjechała tym wagonem z kopalni. Jazda to doświadczenie, które pamiętać będę do końca życia. W nocy przez pustynię, na której temperatura spadła o 40 stopni względem popołudnia. Z piaskiem i rudą wdzierającą się do oczu. Mój współpasażer wiózł butle z gazem, które latały po całym wagonie. Dodam, że nie ma możliwości udania się za potrzebą poza wagon. Po 12 godz. pociąg się zatrzymał. Nie wiedząc, gdzie jestem, w środku nocy wysiadłem na środku pustyni. Nie miałem GPS-a, więc podejrzewałem, że to koniec trasy. Okazało się, że wysiadłem 30 km przed większą osadą – bez wody, jedzenia, na pustyni, gdzie komórka nie miała zasięgu. Miałem mnóstwo szczęścia, bo kilkanaście godzin później przejeżdżał tamtędy pick-up, który zabrał mnie na pace do pustynnego miasteczka Atar – wspomina Michał Karwasiński.

Mauretania:
Mauretania:
Podróż węglarką to doświadczenie, które Michał Karwasiński będzie wspominał do końca życia.
archiwum prywatne

Pandemia ograniczyła możliwości podróżowania, szczególnie z uwagi na konieczność odbywania kwarantanny. Trudno zorganizować nawet krótki, dwutygodniowy wypad. Ponadto linie lotnicze ograniczyły połączenia.

– Nie ukrywam, że już namierzyliśmy bilety do Czadu. Jeszcze w nim nie byłem. Do 4 kwietnia mieli tylko sześć potwierdzonych przypadków COVID-19, więc to bezpieczne miejsce. Wierzę, że najciekawsza wyprawa wciąż jeszcze przede mną i że będzie obfitowała w nowe muzyczne akcenty – kończy opowieść Michał Karwasiński.

Miasto Saint-Louis w Senegalu to perła postkolonialnej architektury. Wiele budynków zaadaptowano na muzyczne kawiarenki w klimacie reggae, a na ulicach mimo upałów popularne są kolorowe wełniane berety. Zapewne dlatego kadry z tego miasta pojawiają się w teledysku największej współczesnej gwiazdy senegalskiej sceny muzycznej Youssou N’Doura, który w mało charakterystyczny dla siebie sposób – bo po angielsku – wspomina Boba Marleya.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane