Masowej ucieczki spółek na zagraniczne giełdy nie będzie. Część może jednak przenieść się na londyński rynek dla mniejszych firm.
Od 1 lipca spółki z Polski, Czech i Węgier będą publikować prospekt w takiej samej formie jak zachodnioeuropejscy emitenci. Łatwiej będzie więc zdobywać kapitał na zagranicznych parkietach. Prezesi giełd regionu nie boją się jednak odpływu spółek do Londynu czy Frankfurtu.
— Jeszcze cztery lata temu 60 proc. obrotów polskimi blue chipami odbywało się w Londynie. Dzięki coraz wyższym standardom naszej giełdy, dziś jest to tylko 17 proc. — chwali się Wiesław Rozłucki, prezes GPW.
Podobnie jest w Czechach i na Węgrzech. Tam także nie ma ani jednej spółki, dla której zagraniczny parkiet byłby jedynym miejscem notowań. Dlaczego?
— Żadna z firm z tych krajów nie jest powszechnie znana na Zachodzie i w najbliższej przyszłości nie będzie — odpowiada Attila Szalay-Berzeviczy, prezes giełdy w Budapeszcie.
Obawy przed ucieczką krajowych blue chipów więc nie ma. Prezesi bardziej boją się natomiast konkurencji AIM, rynku małych i średnich spółek należącego do London Stock Exchange.
— Nasz rynek podlega dużo łagodniejszym regulacjom, dlatego przyciągnął już blisko 500 międzynarodowych firm. Wejście na AIM rozważają także polskie spółki — mówi Swietłana Rozanowa, menedżer z Londynu.
Wiesław Rozłucki tłumaczy sukces AIM nie tylko elastycznymi uregulowaniami, ale i specyfiką londyńskich inwestorów, dużo bardziej skłonnych do podejmowania ryzyka.
— Nie sądzę, by był to główny powód. Wygrywa po prostu rynek bardziej konkurencyjny. Zamiast obserwowanej w Unii harmonizacji reguł, lepsza jest ich konkurencja — ocenia Maciej Dzierżaniowski, ekspert Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową.