Amerykanie chcieli zarobić za dużo

Eugeniusz Twaróg
opublikowano: 23-02-2010, 00:00

Zarabiać miał GE Money. Dla Banku BPH założono stratę. Ani jeden, ani drugi nie zrealizował zadania.

GE Money i Bank BPH rozczarowały właścicieli. Teraz kosztów przypilnuje centrala

Zarabiać miał GE Money. Dla Banku BPH założono stratę. Ani jeden, ani drugi nie zrealizował zadania.

Na przełomie roku został gruntownie przemeblowany zarząd Banku BPH, a sam prezes, Józef Wancer, zapowiedział swoje odejście. Rynek do dzisiaj głowi się, dlaczego tak się stało. Niedawno pisaliśmy, że powodem jest rozczarowanie głównego akcjonariusza wynikami banku. Teraz udało się dowiedzieć nieoficjalnie, jakie były oczekiwania Amerykanów i jak bardzo rozminęły się one z rzeczywistością.

Duży apetyt

Z naszych informacji wynika, że apetyt na zyski był naprawdę duży. Gdy na początku 2009 r. korporacja robiła plany dla poszczególnych rynków, to dla Polski dorzuciła jeszcze 25 proc. ponad to, co wychodziło z lokalnych projekcji.

— To standardowy sposób działania GE. Często wyznacza cel, który jest wyższy od planu przedstawianego przez zarząd. I to z realizacji tego wyniku są rozliczani lokalni menedżerowie — wyjaśnia anonimowo przedstawiciel Banku BPH.

Zatem zamiast około 65 mln USD centrala zażądała 83 mln USD. Plan zakładał, że zarabiać będzie przede wszystkim GE Money Bank, znacznie silniejszy od Banku BPH. I to właśnie on do wspólnej kasy miał dorzucić 89 mln USD. Dla Banku BPH przewidziano stratę rzędu 6 mln USD.

Tu ważne zastrzeżenie: chodzi o wyniki raportowane według wewnętrznych standardów GE i podanych sum nie można w prosty sposób przemnożyć przez kurs złotego. Wtedy dałoby to kwotę około 270 mln zł.

— Amerykanie w swoich księgach obciążają lokalny bank innym wewnętrznym kosztem finansowania z korporacji, mogą też wystąpić różnice w wysokości rezerw na złe kredyty i podatków. Dlatego suma wyrażona w złotych może różnić się od wewnętrznych rozliczeń GE o kilkadziesiąt milionów złotych — mówi osoba znająca amerykańską korporację.

Jak by jednak nie liczyć, ostateczny rachunek odbiega od założeń z początku 2009 r. Ani Bank BPH, ani GE Money Bank nie wyrobiły normy. Według naszych informacji, Bank BPH zaraportował większą stratę niż 6 mln USD. GE Money Bank miał wynik lepszy, jednak jest on daleki od 89 mln USD.

Rozczarowujące wyniki

Oficjalne wyniki poznamy pojutrze, kiedy bank opublikuje wyniki. Wiadomo, że będzie plus. Zapowiedział to kilka dni temu Józef Wancer w wywiadzie prasowym. Nie wiadomo, jak duży. Kluczowe znaczenie ma rezultat IV kwartału, który mógł ucierpieć na skutek kosztów fuzji z GE Money Bank oraz rezerw. Analitycy nie spodziewają się rewelacji. Bank inwestycyjny UBS opublikował wczoraj prognozę dla końcowych trzech miesięcy 2009 r. dla Banku BPH, przewidując stratę rzędu 38 mln zł. W całym roku spodziewa się skonsolidowanego zysku na poziomie 57 mln zł. Wyniki określił jako rozczarowujące.

Rozczarowani są też Amerykanie. Z naszych informacji wynika, że właśnie dlatego Bank BPH znalazł się pod ścisłą kontrolą centrali.

— Zatwierdza wszystkie wydatki już od kilkuset tysięcy złotych — mówi anonimowo osoba związana z bankiem.

Właścicielowi podoba się uniwersalny charakter banku, jaki budowany jest od momentu ogłoszenia fuzji, ale chciałby, by bank był inaczej zarządzany. Tak jak wszędzie w GE — każda z linii produktowych otrzymuje zadania, z których ma się rozliczyć.

— Zasada jest prosta: każda linia ma być dochodowa — mówi jeden z naszych rozmówców.

Tymczasem z rozwojem linii biznesowych jest różnie. Finansowanie firm, na które postawił bank, wciąż jest ryzykowne, a na samych rachunkach i depozytach daleko się nie zajedzie. Tymczasem hipoteki prawie się nie sprzedają, bo bank już dawno zapowiedział, że zamierza zmniejszyć udziały w tym rynku. Z naszych informacji wynika, że znacząco spadła sprzedaż kredytów samochodowych, w których mocny był GE Money Bank. Kiedyś sprzedaż wynosiła grube dziesiątki milionów złotych miesięcznie. Obecnie — kilkanaście milionów złotych. Drastycznie ograniczono również sprzedaż kredytów ratalnych, które nie tak dawno były domeną GE Money Banku.

— W połowie września zaostrzono zasady udzielania kredytów gotówkowych i ich sprzedaż siadła — mówi jeden z naszych rozmówców.

I nic dziwnego, ponieważ portfel kredytowy się psuje. Analitycy uważają, że obok kosztów fuzji koszty rezerw są jednym z głównych przyczyn gorszego wyniku w IV kwartale.

Akcje banków nie są tanie

Maciej Bobrowski, dyrektor działu analiz Beskidzkiego Domu Maklerskiego

Na razie wyniki banków za IV kwartał są raczej zgodne z oczekiwaniami. W raportach, które już trafiły na rynek nie było zaskakujących negatywnych informacji o przyszłości. Przeciwnie, banki potwierdzają, że w kolejnych kwartałach również powinno być widoczne ożywienie.

Podsumowując, raporty banków za ostatni kwartał utrzymują nas w przekonaniu, że poprawa koniunktury utrzymuje się. W 2010 r. błyszczeć powinny przede wszystkim mniejsze banki, gdyż są one atrakcyjniej wyceniane. Wśród moich faworytów jest Kredyt Bank, BZ WBK oraz BRE Bank i Bank Handlowy. Jeśli chodzi o postrzeganie całej branży bankowej w tym roku, to trzeba mieć świadomość, że akcje banków na tle całego rynku nie są tanie. Podobnie wygląda sytuacja na tle konkurentów z regionu. Dlatego ubiegłoroczne wzrosty kursów naszych banków będą nie do utrzymania.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Eugeniusz Twaróg

Polecane