Gdy w marcu tego roku działalność rozpoczynało Amundi TFI, francuski powiernik należący do Credit Agricole i Societe Generale, eksperci zwracali uwagę, że bez wsparcia sprzedażowego właścicieli towarzystwu trudno będzie podbić polski rynek funduszy. Do celu, którym jest pozyskanie 4 mld zł aktywów do 2016 r., zbliżyć firmę mogłoby przeniesienie pieniędzy (ponad 0,8 mld zł) zgromadzonych w portfelach funduszy, zarządzanych przez BZ WBK TFI na zlecenie Credit Agricole (tzw. white label). Pod względem technicznym i regulacyjnym nie jest to jednak łatwy proces, a i przedstawiciele Credit Agricole odcinali się od tego pomysłu, zapewniając równocześnie, że nie ma mowy o kanibaliźmie spółek z grupy. Okazuje się jednak, że choć oficjalnie do przeniesienia funduszy Credit Agricole nie doszło, to jednak ich portfele kurczą się z miesiąca na miesiąc — od marca wyparowało z nich łącznie ponad 100 mln zł. W tym czasie do Amundi trafiło na czysto prawie 190 zł.

— Nie ma oczywiście pewności, że pieniądze z funduszy Credit Agricole są przenoszone do Amundi, ale jest to prawdopodobne. Zwłaszcza kiedy pracuje się na tej samej sieci sprzedaży i ma się tego samego właściciela. Gdyby trend odpływu był w takim tempie kontynuowany, to statystycznie za 40 miesięcy może się okazać, że BZ WBK TFI nie będzie miało czym zarządzać — uważa Tomasz Publicewicz, ekspert ds. rynku funduszy inwestycyjnych.
Z drugiej strony, do wycofania pieniędzy z portfeli Credit Agricole mogły zachęcić klientów również stopy zwrotu, bo nic tak przecież nie działa jak perspektywa wyższych zysków. A już po trzech miesiącach aktywności inwestycyjnej widać, że Amundi radzi sobie lepiej niż BZ WBK TFI, choć na razie równica w stopach zwrotu nie jest wielka, bo sięga około 0,5 pkt. proc. w przypadku czterech na pięć oferowanych funduszy. Od 29 września Amundi TFI może także liczyć na wsparcie sprzedażowe Eurobanku, który należy do grupy Societe Generale.