Balansowanie

Dawid Tokarz
opublikowano: 2004-12-10 00:00

Bank BPH udzielał spółce kredytów. Teraz działa na szkodę innych jej wierzycieli — tak przynajmniej twierdzi sąd upadłościowy. Czy rzeczywiście?

Radomska Wytwórnia Telekomunikacyjna (RWT) — jako jedna z niewielu polskich firm — dobrze radziła sobie na trudnym rynku nowoczesnych technologii. Zdobywała nagrody, rozwijała się, jej prezes plasował się wysoko w plebiscytach na najlepszego menedżera. Ale... Wystarczyło, że główny odbiorca i jeden z akcjonariuszy RWT — Telekomunikacja Polska (TP SA), zrezygnował z realizacji jednej umowy... Efekt? Upadłość radomskiej firmy. Teraz ta sama TP SA jest dla RWT ostatnią deską ratunku...

Bank BPH był największym kredytodawcą RWT. To dzięki pożyczanym w tym banku środkom spółka mogła się rozwijać. Dziś ten sam bank, zdaniem sądu, istotnie zagraża realizacji układu, który ma dać RWT jeszcze jedną szansę...

Historia obecnej Radomskiej Wytwórni Telekomunikacyjnej zaczęła się w październiku 1993 r. Wtedy to dogorywająca dawna RWT założyła spółkę Radomska Wytwórnia Telefonów — Telefony Polskie. Współzałożycielami firmy (kapitał: 1 mld starych złotych, czyli 100 tys. nowych) były stołeczne spółki Mescomp i Mesat, działające w branży IT i na rynku telewizji kablowych. Prezesem RWTTP został Bohdan Motyl, od 1989 r. szef dawnej RWT.

Spółka zajęła się produkcją aparatów telefonicznych, od początku planując wejście na warszawską Giełdę Papierów Wartościowych. Bez szczególnych sukcesów... Emisja giełdowa nigdy nie doszła do skutku, a już w 1996 r. pojawiła się pierwsza strata — 1,9 mln zł netto. Dużo, jeśli uwzględnić, że osiągnięto ją przy przychodach 7,1 mln zł.

RWT-TP potrzebowała nowego pomysłu na biznes. I kapitału!

Na glinianych nogach

Udało się! Bohdan Motyl przyciągnął dużych partnerów: Telekomunikację Polską, Computerland i historycznego, przedwojennego założyciela firmy — szwedzkiego Ericssona. W sumie w latach 1997-99 włożyli oni w firmę niemal 5 mln zł, obejmując ponad 58 proc. akcji. Nie to jednak było najważniejsze: do firmy trafiły — przede wszystkim dzięki Ericssonowi — nowoczesne technologie. Produkcja tradycyjnych aparatów telefonicznych (100-200 tys. rocznie) zeszła na dalszy plan, coraz większą jej część stanowiły skomplikowane systemy telekomunikacyjne, urządzenia sieciowe czy elementy telefonii cyfrowej.

I to był strzał w dziesiątkę! Przychody i zyski RWT z roku na rok dynamicznie rosły. W rekordowym 2002 r. spółka zarobiła na czysto 7,6 mln zł, sprzedając wyroby za prawie 250 mln zł.

To jednak tylko jedna strona medalu.

— Druga była znacznie ciemniejsza. Po pierwsze: ponad 90 proc. produktów RWT trafiało do jednego odbiorcy — TP SA. To od decyzji tego operatora zależał tak naprawdę los radomskiej spółki. Po drugie: RWT cierpiała na brak kapitału. Powód? Wbrew postulatom zarządu akcjonariusze nie zostawiali zysków w spółce, ale wysysali je z niej w formie dywidendy. W 2002 r. na przykład trafiło do nich nie 15 proc. (jak proponował zarząd), ale aż 90 proc. zysku! Oba te fakty przyczyniły się do upadku RWT — ocenia jeden z naszych dobrze poinformowanych rozmówców.

Szwedzi w Radomiu

W czerwcu 2001 r. RWT podpisała z TP SA umowę na dostarczanie systemu HIS (Home Internet Sollution), urządzenia dostępowego, pozwalającego na jednoczesne używanie telefonu i internetu przez modem. Umowa opiewała na 10 mln EUR, a duże zapotrzebowanie klientów TP SA sprawiło, że cztery aneksy zwiększyły jej wartość do 50 mln EUR. Producentem HIS był Ericsson, który stopniowo przenosił jednak jego wytwarzanie do RWT. Dlaczego? Preambuła umowy pomiędzy Szwedami a radomską spółką nie pozostawia wątpliwości: ze względu na „specjalne kompetencje i doświadczenie RWT we współpracy z TP SA”.

— Wejście branżowych inwestorów do RWT nie było przypadkiem. Computerland chciał po prostu „zarobić przy TP SA”, a Ericsson — w ten sposób ułatwić sobie dojście do narodowego operatora. Trzeba pamiętać, że z TP SA, przy jej pozycji rynkowej, negocjuje się bardzo ciężko. A RWT miała już w tym względzie dużo doświadczeń — wyjaśnia znawca rynku.

Zyski płynące z umowy na dostawę HIS zaczęły się tymczasem szybko kurczyć. Otóż TP SA wprowadziła nową usługę dostępu do internetu: Neostradę, opartą na innej technologii — DSL.

— Po przejęciu kontroli nad TP SA przez France Telecom zmieniła się polityka zakupowa operatora. Nowym dostawcą, zgodnie z życzeniem Francuzów, został Lucent Technologies. TP SA nie była zainteresowana rozwojem powstałego w RWT projektu karty ADSL do HIS, umożliwiającej wykorzystanie możliwości nowej technologii. Dlaczego? To proste: mogliby z niej korzystać też mniejsi konkurenci, a to TP SA niekoniecznie było na rękę — mówi nasz informator.

Rezygnacja

Mimo mniejszego zainteresowania ze strony TP SA, RWT — zgodnie z umową — musiała posiadać w magazynach duże zapasy HIS (według naszych informacji — o wartości prawie 30 mln zł). To prowokowało braki kapitałowe i problemy z realizacją niektórych zobowiązań. I mimo że majątek firmy (88,5 mln zł) był wyższy niż jej długi (66 mln zł), sytuacja spółki zmusiła zarząd — w 2004 r. — do złożenia w sądzie wniosku o upadłość z możliwością zawarcia układu. Sąd przychylił się do tego wniosku i 7 czerwca 2004 r. rządy w spółce objął zarządca — Jerzy Mostowski.

W uzasadnieniu wniosku o upadłość można wyczytać, że RWT utraciła płynność „na skutek nienależytego wykonania zobowiązania przez TP SA”. O co chodzi? O umowę na dostawę HIS.

Na kilka dni przed ogłoszeniem upadłości TP SA poinformowała RWT, że nie jest już zainteresowana zakupem tych urządzeń (przypomnijmy — zalegających w magazynach radomskiej spółki). To właśnie brak realizacji umowy na HIS miał być bezpośrednią przyczyną ogłoszenia upadłości RWT. Dotarliśmy do tego dokumentu. Zgodnie z jego zapisami w przypadku nienależytego wykonania umowy przez jedną ze stron, jest ona „zobowiązana do naprawienia szkody”. Czy zarządca sądowy podjął jakieś czynności, by wyegzekwować od TP SA ten zapis? Żadnych. Dlaczego?

— Po ogłoszeniu upadłości pan Mostowski de facto nie mógł wykonać żadnego ruchu przeciw TP SA. Narodowego operatora łączyły przecież z RWT umowy na inne urządzenia. Ich realizacja dawała szansę doprowadzenia do układu — wyjaśnia jeden z byłych członków zarządu RWT.

Zdaniem TP SA, umowa na HIS była prawidłowo wykonywana.

— Nie ma żadnych podstaw do odpowiedzialności odszkodowawczej — twierdzi Barbara Górska, rzecznik TP SA.

Szanse na układ

Zgodnie z prawem upadłościowym, zadaniem zarządcy jest doprowadzenie do układu z wierzycielami (najwięksi z nich to Bank BPH — około 21 mln zł i Bank Pekao SA — ponad 10 mln zł). Jerzy Mostowski ocenił, że uda mu się to zrobić w ciągu ośmiu miesięcy. Od ogłoszenia upadłości do końca stycznia 2005 r. RWT miała prowadzić normalną działalność i osiągnąć 54 mln zł przychodów ze sprzedaży urządzeń telekomunikacyjnych. Poza produktami dla TP SA, RWT wytwarzała też kioski multimedialne (m.in. dla Poczty Polskiej i ministerstwa gospodarki), systemy wideokonferencyjne (m.in. dla MSWiA) czy aparaty szyfrujące. Miała też podpisaną umowę na dostawę HIS dla Telekomunikacji Kolejowej, kontrolowanej przez Polskie Koleje Państwowe.

Największe nadzieje i Jerzy Mostowski, i zarząd spółki (jego członkowie po upadłości zostali pełnomocnikami zarządcy) wiązali z produkcją terminali, działających w technologii CDMA. Na projekt ten tylko w 2003 r. RWT wydała 2 mln USD, a plany przewidywały uruchomienie seryjnej produkcji we wrześniu 2004 r. Urządzenia te miały znaleźć nabywców w krajach byłego ZSRR. Rozmowy z kontrahentami w Rosji, Białorusi, Kazachstanie i Uzbekistanie rokowały dobrze. Podpisano nawet umowę z Broadcast and Telecommunications Consult (działający w Kazachstanie operator telekomunikacyjny). Ta umowa — i inne planowane — w zamierzeniu powinny przynieść RWT nawet 200-300 mln zł przychodów.

Ostra gra

Nic z tego nie wyszło... Kluczowa stała się postawa największego wierzyciela — Banku BPH. Jednym z zabezpieczeń kredytów, udzielonych przez ten bank, było przewłaszczenie zapasów urządzeń, znajdujących się w magazynach RWT. We wrześniu 2004 r. Bank BPH — chroniąc swoje interesy — wysłał do TP SA pismo, w którym zagroził, że ewentualny zakup przez operatora tych urządzeń będzie nieskuteczny, gdyż to bank jest ich właścicielem. TP SA zareagowała szybko, wstrzymując zakupy w RWT.

— To związało ręce zarządcy. Od czerwca RWT, jako spółka będąca w stanie upadłości, nie mogła brać bezpośredniego udziału w przetargach publicznych, a „projekt wschodni” też znalazł się na zakręcie. Nasi zagraniczni partnerzy nie rozumieli, co znaczy, że firma jest w „upadłości z możliwością zawarcia układu” i podchodzili do nas z dużym dystansem. Jedynymi środkami, które mogły wpłynąć do RWT i pomóc w jej bieżącym działaniu, były więc te od TP SA. Stanowisko BPH faktycznie zablokowało tę możliwość — wyjaśnia przedstawiciel RWT.

W tej sytuacji zarządca poskarżył się na działania BPH sądowi upadłościowemu. W piśmie do sędziego komisarza Jerzy Mostowski napisał, że BPH działa na szkodę RWT (to przez bank spółka miała stracić prawie 10 mln zł przychodów).

— Opierając się na propozycjach pełnomocnika zarządcy RWT, 22 listopada przedstawiliśmy projekt porozumienia, szczegółowo regulujący zasady sprzedaży produktów, obciążonych na naszą rzecz. Do dzisiaj nie otrzymaliśmy żadnej odpowiedzi zarządcy... — twierdzi Jacek Balcer, rzecznik prasowy Banku BPH.

Zdaniem sędziego

Rozwiązanie, zaproponowane przez bank, miało wyglądać tak: TP SA kupuje urządzenia, wpłacając pieniądze na konto BPH, który 40 proc. z tych środków przekazuje do RWT. Przy tym radomska spółka powinna utrzymywać zabezpieczenia kredytu cały czas na tym samym poziomie — ponad 22 mln zł.

Barbara Sobala, dyrektor departamentu zaangażowań trudnych BPH, w piśmie do sędziego komisarza napisała też z niepokojem, że fakt, iż pełnomocnikami zarządcy są członkowie byłego zarządu spółki, podważa jego wiarygodność, a umowa przewłaszczenia — zdaniem banku — nie jest realizowana właściwie.

Dorota Brodziak, sędzia komisarz upadłości RWT, nie zgodziła się z tą argumentacją. Według niej, wartość zabezpieczeń od momentu ogłoszenia upadłości utrzymuje się na stałym poziomie (ponad 22 mln zł), a działanie BPH „powoduje ogromne straty, wynikające ze wstrzymania zakupów przez TP SA” oraz „istotnie zagraża realizacji układu, a tym samym nosi znamiona działalności na szkodę wierzycieli”.

BPH — twardy gracz

— BPH nie zależy na realizacji układu. Jeśli do niego dojdzie, wierzytelność banku będzie podlegała rygorom układowym (pierwsze propozycje zakładają, że duzi wierzyciele — tacy jak BPH — będą mogli liczyć na spłatę połowy długów, rozłożonych na trzy roczne raty, przy czym spłata zacznie się po 1,5 roku karencji — przyp. aut.). Kiedy zaś do układu nie dojdzie, sąd będzie zmuszony ogłosić upadłość likwidacyjną. Wtedy urządzenia, będące zabezpieczeniem kredytu, staną się własnością BPH i będzie on mógł nimi rozporządzać — twierdzi niedawny członek zarządu RWT.

— W dalszym ciągu podtrzymujemy gotowość prowadzenia negocjacji w celu uzgodnienia warunków umożliwiających kontynuowanie działalności RWT przy poszanowaniu naszych interesów — deklaruje jednak Jacek Balcer, rzecznik Banku BPH.

Jedno pewne: TP SA nie zdecyduje się na zakup urządzeń, jeśli nie wyjaśni się, kto jest ich właścicielem.

— Nabywanie sprzętu będzie możliwe po zapewnieniu odpowiedniego bezpieczeństwa prawnego takich transakcji — mówi Barbara Górska, rzecznik TP SA.

Próbowaliśmy skontaktować się z zarządcą, wyznaczonym przez sąd. Jerzy Mostowski podał nawet kilka terminów rozmowy, żadnego z nich jednak nie dotrzymał. Przez dwa tygodnie czasu dla nas nie znaleźli także przedstawiciele firmy Mescomp, obecnie największego akcjonariusza RWT. A Bohdan Motyl, wieloletni prezes RWT, po prostu nie chciał rozmawiać.

— Powiem, kto chciał zniszczyć RWT, ale jeszcze nie teraz... Moje wypowiedzi mogą być wykorzystane przeciwko firmie — wycedził jedynie.

Wiele pytań musi zatem pozostać — na razie — bez odpowiedzi. Podobnie jak to najważniejsze: co dalej z RWT?

Możesz zainteresować się również: