LOT przestaje latać do Pekinu. Finnair potrafił wylatać tam kokosy. Ma szefa, który i socjalistów i strajków się nie boi.
Połowa Finów nigdy nie leciała samolotem. Ci, którzy wzbili się w powietrze, też nie stanowią tłumu. W końcu mieszka tam nieco ponad 5 mln osób. Narodowe linie lotnicze Finnair miały więc dwa wyjścia. Albo zaplątać się w polityczne spory i dogorywać, albo zainspirować się odkryciem żeglarzy i astronomów: ziemia nie jest płaska. To drugie najlepiej pod wodzą człowieka o ciętym języku, któremu nawet Rosja niestraszna.
— Ja i cuda? Nie, tam, w Stockmannie, po prostu zrobiłem, co do mnie należało — przekonuje Jukka Hienonen, który zanim w 2005 r. został szefem Finnaira, przez 10 lat brylował w Stockmannie.
A to w Skandynawii nie byle marka, sieć handlowa z dziewiętnastowiecznymi korzeniami. Zamarzyło jej się podbijać Moskwę i St. Petersburg.
— Szef na wstępie powiedział: lubię rynek rosyjski, ale nie lubię tracić tam pieniędzy. Zrób coś z tym. To zrobiłem — kwituje 47-letni Hienonen.
Święci z lodówki
Stockmann na Wschodzie miał kłopoty właściwie ze wszystkim. Ludzie, zarządzanie, koszty. Po roku po stronie liczb wyglądało super: koszty spadły o 40 proc., pojawiły się zyski, ale z 19 fińskich szefów zwolniono ośmiu.
— Znalazłem w zamian utalentowanych Rosjan, którzy choć byli w firmie, to na samym dole — uważa Jukka Hienonen.
Wcześniej przez rok intensywnych reform wkurzył się nieraz. Jak wtedy, gdy wpadł na zaplecze sklepu i zobaczył dwie lodówki z kartkami „dla Finów” i „dla Ruskich”. Finowie wysoko nosili głowy, uważali Rosjan za nierobów i złodziei.
— Rzeczywiście, nie wszyscy miejscowi byli święci, ale udowodniłem, że niektórzy są — przekonuje prezes Finnair.
Choć zwolnił dwie trzecie załogi jednego z wielkich sklepów, ciągle co dwudziesty rubel wychodził gdzieś przez zaplecze. Postanowił podzielić się trzecią częścią zysków, o ile liczba lewych transakcji znacznie spadnie. Na Nowy Rok 1996 każdy z pracowników domu handlowego dostał 462 dolary na głowę. Dwie ówczesne pensje.
— Pracownicy przychodzili i pytali, czy to nie żart — mówi Hienonen.
Liczba nieprawidłowości spadła poniżej średniej Stockmanna w Finlandii. Szok. Podobne wrażenie mieli prawdopodobnie co starsi pracownicy Finnaira, gdy dowiedzieli się, że ich szefem został 45-latek. Przez lata firma uchodziła za taką, w której zostaje się prezesem aż do emerytury. Poprzedni, wedle firmowych olejnych portretów, to m.in. jowialny pan ze smutną miną. Wcześniejszemu, rozpartemu w fotelu, ktoś zapobiegliwy wymazał z dłoni szklaneczkę szkockiej czy cygaro. Większość zajmowała gabinet prezesa przez ponad dekadę, rekordzista — 27 lat.
— Mamy tradycje, w końcu to druga najstarsza działająca linia lotnicza w Europie — uśmiecha się Jukka Hienonen.
Azja z globusa
Tradycją bywało też, że skoro większościowy pakiet akcji wciąż należy do skarbu państwa, to na pokład Finnaira sięgały polityczne macki. Do czasu, aż po kilkudziesięciu latach prosperity linie zaczęły borykać się z problemami finansowymi. Wtedy politycy odpuścili.
— Najpierw rekrutował mnie head-hunter, potem rada nadzorcza. Odpaliłem im wprost: jeśli szukacie kogoś z politycznymi koneksjami, to nie ja. Jeśli zaś chodzi wam o biznes, to mamy spółę. U nas takich kołowrotków jak u was w Locie nie ma — mówi Jukka Hienonen.
Fińskie linie, jeśli chodzi o liczbę pasażerów i przychody oraz zyski, wyraźnie wyprzedziły LOT. Pomogła geografia. Jukka Hienonen nie ma w gabinecie mapy. Ma globus. A z okrągłej perspektywy wyraźnie widać, że do Azji bliżej z Helsinek niż np. z Rzymu, Barcelony czy z Amsterdamu. Finnair został więc ulubioną nieazjatycką linią lotniczą w Azji, a port w Helsinkach wrotami na inny kontynent.
— W 2001 r. mieliśmy tam 13 lotów tygodniowo, teraz 65. Arytmetyka prosta: wzrost PKB o 10 proc. oznacza wzrost ruchu lotniczego o 20 proc. — rzuca danymi Hienonen.
Japończyków, mających przewoźników z najwyższej półki, przekonuje się jedzeniem i serwisem. Przegrany ten, kto podczas dziesięciogodzinnego lotu poda źle ugotowany ryż lub za słabą herbatę. Czas też ma znaczenie. Z analizy 720 lotów z Europy do Azji z grudnia 2007 r. wyszło, że prawie 280 najszybszych z nich obsłużył Finnair. Następna Lufthansa miała o ponad połowę mniej. Rywal zza miedzy, SAS, oferował jedynie 19 najszybszych połączeń.
— Ech, ci Szwedzi. Podglądają dobre rozwiązania u nas i wdrażać je u siebie — zżymała się jedna z pracownic lotniska w Helsinkach, zapytana o możliwą fuzję SAS z Finnair.
Zaloty od kury
Taka oficjalna propozycja padła z ust szefa duńsko-norwesko-szwedzkiego koncernu tuż po tym, jak Jukka Hienonen zawitał w nowej pracy. Reprymenda Fina była na tyle ostra, że dotychczas nikt oferty nie ponowił.
— Publicznie odpowiedziałem mu, że jego plan przypomina mi rosyjską przypowieść o spółce, którą kura zaproponowała świni. Mieli robić śniadania: kura chciała dawać jajka, a od świni oczekiwała bekonu — punktuje Jukka Hienonen.
Postanowił sam zrobić z Finnaira kurę znoszącą złote jajka. Plan nie był zawiły: cięcia kosztów, odchudzenie zarządu, zwolnienia i ofensywa w Azji. Wyszło, że dotkną one 7 proc. załogi.
— Ówczesna minister finansów, lewicowa, socjalistka przyjęła moje wyliczenia i argumenty. Zgodziła się na wszystko — podkreśla Hienonen.
Komunikacja to jego silna strona. Jasno, bez metafor i budowania myślowych konstrukcji. Szefom spółek zależnych powiedział bez ogródek: macie dwa lata na wprowadzenie cen rynkowych. Potem idziemy do konkurencji. Dziś rano negocjował z pilotami. Miesiąc temu strajkowali związkowcy z obsługi naziemnej. Nie na darmo pisze wewnętrznego bloga, ma już około 200 wpisów. Na każdą nową notkę w ciągu dwóch dni klika ponad 7,5 tys. pracowników z 9,5 tys. zatrudnionych w Finnair.
— To jest siła. Wreszcie związki zawodowe straciły monopol na filtrowanie informacji i manipulowanie załogą — cieszy się Hienonen.
I pokazuje zeszłoroczne wyniki finansowe: jak najbardziej na plusie, mimo szalejących cen ropy.
— Ocean jest niespokojny, ale do przepłynięcia — ocenia.
Takie porównania są jednymi z nielicznych, jakich używa. Jako zapalony żeglarz, który przepłynął Atlantyk, przyznaje, że nie wytrzymałby w tej robocie, gdyby nie świadomość, że w lecie czekają go trzy tygodnie na wodzie. n
Wyższe loty
Prawie każda linia lotnicza, każdy ostatni rok finansowy zaczyna od podsumowania słowem „trudny”. W 2007 r. Finnair zwiększył przychód o 10 proc., do 2,2 mld euro. W tym samym czasie LOT osiągnął przychód 3 mld, ale złotych, i był on o 8 proc. większy niż w 2006 r. Finnair postawił na Azję, gdzie przewiózł o jedną czwartą ludzi więcej niż rok wcześniej. W sumie więcej zarobił na przewozach do Chin, Indii i Japonii niż w Europie. Przewiózł łącznie 8,8 mln pasażerów, z czego 80 proc. na rynku zagranicznym. LOT w tym samym czasie przewiózł 4,3 mln pasażerów, więc widać, że Finowie znacznie więcej zarabiają na pojedynczym podróżnym, a wielkość kraju, w którym się działa, ma jedynie pośrednie znaczenie.
Cenny balast
Jedna skrzynka piwa na dwa tygodnie rejsu dla siedmioosobowej załogi? Tyle musiało wystarczyć m.in. przyszłemu szefowi Finnaira, gdy załapał się na pokład łodzi biorącej udział w Atlantic Race. Ponad 220 łódek wystartowało w Las Palmas, żeby w większości dopłynąć do mety w St. Lucii. — Odświeżająca sprawa — przekonuje Jukka Hienonen.
Podniebne liczby
97
mln euro Tyle zysku w zeszłym roku wypracował Finnair.
94
mln zł Tyle zarobił w 2007 r. LOT
5,9
lat Tyle wynosi średnia wieku maszyn fińskich linii lotniczych.
Sklepy nad Bałtykiem
Stockmann to firma założona przez obrotnego Fina o takim nazwisku. Jukka Hienonen był jednym z jego szefów przez dekadę, aż do 2005 r. Podczas trzymiesięcznej przerwy w pracy popłynął w wyścigu atlantyckim. W wyścigu biznesowym przed nim było wielu, firma od początku, tj. od 1862 r., zajmowała się handlem detalicznym. Dziś Stockmann ma trzy główne piony: domy handlowe, tzw. Hobby Hall, czyli sklep wysyłkowy i internetowy. Do sieci należy także marka Seppala, która operuje sklepami odzieżowymi. Jeszcze niedawno Stockmann sprzedawał także samochody, ale po wejściu nowych unijnych dyrektyw zrezygnował z tej gałęzi biznesu. Dziś Stockmann działa w Finlandii, Estonii, Łotwie, Litwie i w Rosji.
Karol Jedliński
