Bez unijnego wsparcia maszyny sięgnęły dna

To był ciężki rok dla producentów ciągników i przyczep rolniczych. Ratunku na razie nie widać.

Niemal o 29 proc. mniejsza sprzedaż nowych traktorów i o 51 proc. przyczep (to jedyne rejestrowane maszyny rolnicze). Powód? Unijne pieniądze czy też ich brak połączony z oczekiwaniem na nowe programy wsparcia.

KOLEJNY NIECHLUBNY REKORD: Ciągniki nie ciągną kolejny rok z rzędu, przy czym zeszły rok był jeszcze gorszy od poprzednich. Nikt już nie odważy się wróżyć odbicia, dopóki pieniądze z UE nie popłyną do rolników szerokim strumieniem.
Zobacz więcej

KOLEJNY NIECHLUBNY REKORD: Ciągniki nie ciągną kolejny rok z rzędu, przy czym zeszły rok był jeszcze gorszy od poprzednich. Nikt już nie odważy się wróżyć odbicia, dopóki pieniądze z UE nie popłyną do rolników szerokim strumieniem. Bloomberg

— Ten rok nie przyniesie większych zmian. Rynek sięgnął dna, a odbicie się od niego nastąpi dopiero w momencie uruchomienia nowych dopłat na zakup maszyn — mówi Mariusz Chrobot z badającej rynek rolniczy firmy Martin & Jacob.

Tłumaczy, że miniony rok i tak miał dodatkowy impuls windujący rejestracje — zaostrzone normy emisji spalin, które wymusiły wymianę części maszyn. W grudniu natomiast spadki wyhamowały dzięki zwiększonej liczbie rejestracji maszyn na osoby prawne, uznawanej za typowe upiększanie wyników sprzedaży na koniec roku — producenci rejestrują maszyny na siebie albo na dilerów. W sumie w całorocznej rozgrywce, według firmy Martin & Jacob, miejsce na podium zajęli: New Holland, John Deere i Zetor, choć rejestracje wszystkich trzech marek zmniejszyły się o 30-40 proc. Wśród największych producentów wzrost odnotował jedynie Ursus, który dzięki prawie 130-procentowej dynamice sprzedaży wskoczył na czwarte miejsce w rankingu najlepiej sprzedających się marek. Pierwsza trójka sprzedała po ponad 1,1 tys. maszyn, Ursus — ponad 900.

— Podobnie jak w przypadku ciągników, większość marek przyczep odnotowała spadek sprzedaży, a niski popyt na nowe przyczepy spowodowany był przede wszystkim brakiem unijnego dofinansowania. Ponadto słaba koniunktura na rynku i niskie ceny płodów rolnych spowodowały, że nowa przyczepa przestała być produktem pierwszej potrzeby. Wydaje się, że również rynek sięgnął dna i ten stan będzie się utrzymywał, dopóki polski rolnik nie otrzyma unijnych funduszy — twierdzi Mariusz Chrobot.

Najlepiej sprzedawały się przyczepy o wysokiej ładowności, a wśród rejestracji nowych królował Pronar, przed Metal-Fachem i Metaltechem. Wszystkie trzy marki odnotowały jednak 50-60-procentowy spadek liczby rejestracji. Na plusie pod tym względem wśród największych sprzedawców byli tylko Ursus i Cynkomet, przy czym różnica między pierwszym Pronarem a siódmym w zestawieniu Ursusem jest ogromna — sprzedali odpowiednio po 1215 i 97 przyczep rolniczych.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Michalina Szczepańska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu