Brama do Afryki

Tomasz Markiewicz
opublikowano: 31-03-2006, 00:00

Tylko 18 godzin lotu samolotem dzieli Europejczyków od Kapsztadu, o ileż krócej w porównaniu z rejsem Jana Van Riebeecka, który dotarł tu w 1652 roku, po trwającej blisko trzy miesiące morskiej podróży.

Holenderski podróżnik przybył na południowy kraniec Afryki, aby założyć tu port aprowizacyjny Holenderskiej Kompanii Wschodnioindyjskiej nad Zatoką Stołową. Dzisiejszy Kapsztad, po angielsku Cape Town, leży u podnóża niezwykle malowniczej Góry Stołowej.

Groźne, czarne centrum

Architektura miasta jest typowa dla kolonialnych metropolii imperium brytyjskiego. Opiewana w przewodnikach uroda miasta nieco odbiega od rzeczywistości. Centrum w ciągu dnia jest oblegane przez czarną ludność, biali należą do zdecydowanej mniejszości. Wyczuwa się napięcie. Biali, zatrudnieni w bankach i towarzystwach ubezpieczeniowych ulokowanych w biurowych wieżach centrum nieśmiało przemykają w godzinach lunchu, a z nadejściem zmierzchu uciekają samochodami do podmiejskich osiedli. Przybyszowi wydaje się, że Kapsztad jest miastem bezpiecznym, niemniej jednak uderza niezwykła ostrożność właścicieli sklepów. Po naciśnięciu dzwonka otwiera się metalowa, solidna bramka nie tylko do luksusowego salonu jubilerskiego przy głównym pasażu św. Jerzego, ale i do antykwariatu bynajmniej nie ze starodrukami, ale zwykłymi, zaczytanymi kryminałami na ulubionej przez turystów Long Street. Codziennym widokiem jest ostentacyjna ochrona przy wejściu do sklepu. Zapewne ta przezorność właścicieli bierze się ze świadomości ogromnych kontrastów, jakie dzielą społeczeństwo współczesnej RPA — i Kapsztad nie jest tu wyjątkiem.

Biały kawałek Afryki

RPA — jak na kontynent afrykański — to kraj mocno zeuropeizowany i ucywilizowany, dysponuje rozwiniętą bazą turystyczną i systemem niezłych, bezpłatnych dróg. Co ważne, jest chyba jedynym krajem na kontynencie, gdzie bez obawy można żywić się w restauracjach i barach oraz jeść surowe owoce i warzywa. Przestrzegane są tu bowiem normy sanitarne świata zachodniego. Dotyczy to oczywiście dużych miast, a nie prymitywnych wiosek w dawnych bantustanach czy townshipów, a więc slumsów na przedmieściach miast. To właśnie ich mieszkańcy są powodem ostrożności właścicieli sklepów. Ogromne ubóstwo wielu zmusza do kradzieży czy bandytyzmu. Blisko 80 procent 41-milionowej ludności kraju stanowią czarni. Zderzenie z cywilizacją białego człowieka, które na dużą skalę nastąpiło w początkach XIX wieku, wywołało szok kulturowy u koczowniczych tubylców, pogłębiony przez surową segregację rasową czasów apartheidu i wyzysk czarnej siły roboczej w XX wieku. Pokojowe przezwyciężenie apartheidu i nowe dla większości zjawisko demokracji szok ten pogłębia, ale otwiera też dotychczas poniewieranym czarnym i kolorowym drogę do awansu społecznego i zawodowego. Biała mniejszość, stanowiąca zaledwie 12 proc. ludności, głównie pochodzenia brytyjskiego i holenderskiego, pod względem bogactwa i wykształcenia góruje nad czarną większością, ale stan ten powoli się zmienia. Od przełomu politycznego 1994 roku tworzą się nowe czarne elity, z nich wywodzą się prezydent państwa, rząd, większość administracji. Widać to już choćby na lotnisku w Kapsztadzie, gdzie jego obsługa, włącznie z kontrolą celną i paszportową, opanowana jest prawie wyłącznie przez kolorowych.

Miasto nad oceanem

RPA coraz częściej staje się celem wypraw turystycznych Polaków, zwłaszcza po wprowadzeniu ruchu bezwizowego. Kapsztad urzeka swoim położeniem na półwyspie wbijającym się w Ocean Atlantycki, jest jedną z głównych atrakcji turystycznych RPA, także z uwagi na wielokulturowość w postaci mieszanki wpływów holenderskich, brytyjskich i malajskich. Zachowało się tu wiele ciekawych zabytków. Miasto zaskakuje różnorodnością stylów, choć położona u stóp Góry Stołowej biznesowa dzielnica City Bowl razi kosmopolityczną, betonową zabudową biurowych „drapaczy chmur”, które w latach 70. i 80. ubiegłego stulecia pożarły urocze kamieniczki z epoki wiktoriańskiej, których tylko resztki zachowały się w większym skupisku na Long Street.

Mimo dziesięcioleci apartheidu i dyskryminacji rasowej, obalenie rasistowskiego reżimu nie pociągnęło za sobą prześladowań białych, przekreślania bądź przemilczania kolonialnej przeszłości. Nowością w porównaniu z czasami apartheidu jest oczywiście wolność przebywania w centrum miasta bez względu na kolor skóry. W latach apartheidu kolorowi potrzebowali do tego specjalnych przepustek i zezwoleń. Może dlatego niegdyś elegancki pasaż św. Jerzego, nadal pełen atrakcyjnych sklepów, jest wręcz opanowany w ciągu dnia przez tłumy czarnych, którzy często nic nie robią, tylko godzinami siedzą na wyłożonej klinkierem posadzce pasażu, jakby to był rodzaj demonstracji, że wreszcie wolno, a zarazem nadzieja na żebraczy zarobek od turystów. W muzeach nie przemilcza się przeszłości i nie ma też nadmiernej gloryfikacji czarnej rewolucji, choć nowa władza tworzy własne miejsca kultu.

Do takich należy ratusz przy placu Grand Parade, wzniesiony w 1905 roku w stylu neorenesansowym, który równie dobrze mógłby zdobić rynki wielu europejskich miast. Przeszedł jednak do historii RPA jako miejsce, z którego Nelson Mandela, przywódca Afrykańskiego Kongresu Narodowego, zwolniony 11 lutego 1990 roku po 27 latach spędzonych w więzieniu na wyspie Robben Island, odległej o kilkanaście km od Kapsztadu, wygłosił swoje pierwsze publiczne przemówienie. Odnotowuje to pamiątkowa tablica w języku plemienia Khosa, afrykanerskim i angielskim. Całkiem współczesne dzieje sąsiadują w tym miejscu z zamierzchłą historią, a jej symbolem jest najstarszy zabytek Kapsztadu i RPA — Zamek Dobrej Nadziei. Budowla ta została wzniesiona w latach 1666-1679 i zastąpiła wcześniejszy drewniany fort. Dziś fortalicja nadal znajduje się w rękach wojska, które utrzymuje ją w bardzo dobrym stanie. Mieści się tutaj Zamkowe Muzeum Wojska, prezentujące broń i mundury z czasów Holenderskiej Kompanii Wschodniej oraz z czasów brytyjskich. Na uwagę zasługuje zwłaszcza bogata ekspozycja poświęcona wojnom burskim, co ważne, przedstawiająca w dość obiektywnym świetle zmagania osadników holenderskiego pochodzenia z armią Imperium Brytyjskiego. Klimat czasów kolonizacji holenderskiej z XVII wieku oddaje kolekcja Williama Fehra z obrazami starych mistrzów, meblami, wyrobami ze szkła i metalu z epoki.

Serce Kapsztadu

Do City Bowl przylega park zwany Ogrodem Kompanii na pamiątkę ogrodu warzywnego założonego przez Jana van Riebeecka w 1652 roku z myślą o zaopatrywaniu statków płynących wokół Przylądka Dobrej Nadziei. Ogród jest zarazem najbardziej reprezentacyjną częścią miasta. Tu mieści się parlament i oficjalna siedziba rządu, a także Tuinhuys, oficjalna siedziba prezydenta kraju. Ciekawostką jest sąsiadująca z kompleksem rządowym Galeria Narodowa RPA, w której oprócz wystaw czasowych współczesnych artystów znajduje się dość eklektyczna kolekcja obrazów i rzeźb, pochodząca z prywatnych fundacji. Malarstwo holenderskie z czasów Rembrandta sąsiaduje tu z XIX-wiecznym symbolizmem, a rzeźby są tak ustawione, że tylko cudem zwiedzający nie potrącają popiersi i posągów. Lecz największą atrakcją jest South African Museum z 1897 roku z imponującymi zbiorami przyrodniczymi, archeologicznymi i etnograficznymi odnoszącymi się do Kraju Przylądkowego. Wrażenie robi wspaniała ekspozycja szkieletów wielorybów, zamieszkujących stykające się nieopodal Kapsztadu wody oceanów Indyjskiego i Atlantyckiego. Prawdziwe rekiny i wiele okazów żywych ryb oglądać można w Akwarium Dwóch Oceanów, znajdującym się na Bulwarze Wiktorii i Alfreda. Nadmorski bulwar pełni funkcję centrum rozrywkowo-handlowego Kapsztadu. Akwarium zostało tak zaprojektowane, aby cieszyło oczy wszystkich pokoleń, dla najmłodszych przewidziano specjalne sale edukacyjne, zaspokajające dziecięcą ciekawość świata. Można tu dotknąć prawdziwych wodorostów, muszli, a nawet ryby.

Co prawda administracyjna stolica kraju Pretoria i Johannesburg uchodzą za światowe centra diamentów, niemniej i w Kapsztadzie można kupić biżuterię z tych drogich kamieni, charakteryzującą się oryginalnym, niepretensjonalnym wzornictwem. W odpowiedzi na zainteresowanie turystów bogactwami naturalnymi kontynentu, powstało w 2001 r. najmłodsze muzeum Kapsztadu, Muzeum Złota Afryki na Strand Street, oparte na pasji i zbiorach szwajcarskiego kolekcjonera Josefa Müllera. Muzeum prezentuje ludową sztukę zdobniczą i biżuterię z całej Afryki. Kolekcja została umieszczona w odrestaurowanym, najstarszym domu kolonialnym w Południowej Afryce, wybudowanym w 1783 roku dla Holendra Martina Melcka.

Wino i surfing

Południowa Afryka miała prawo wydawać się europejskim odkrywcom z XVII wieku niemal rajem na ziemi, są tu wszystkie strefy klimatyczne, z przewagą klimatu umiarkowanego, porównywalnego ze śródziemnomorskim. Okoliczne doliny okazały się wręcz wybornymi terenami do uprawy winnej latorośli. Tutejsza kultura wina nie pochodzi jednak od Włochów czy Portugalczyków, lecz od Holendrów. Tu można zwiedzać najstarszą winnicę w Południowej Afryce — Groot Constantia z 1685 roku. Poza muzeum nadal wytwarzane są tu wina według receptur sprzed z górą 200 lat. Na północ od Kapsztadu rozciąga się rejon winnic, z ośrodkiem w Stellenbosch, słynącym z niepowtarzalnego, południowoafrykańskiego gatunku wina pinotage. Kto spróbuje tutejszych win, pozostaje im wierny przez całe życie. Turysta z Polski z powodzeniem może już oddać się tej pasji, ponieważ od kilku lat wina południowoafrykańskie trafiają i na nasze stoły.

Kapsztad jest znakomitym punktem wypadowym do wypraw na Przylądek Dobrej Nadziei. Mieszkańcom Kapsztadu można pozazdrościć możliwości całorocznej rekreacji. Klimat jest tu łagodny, temperatury zimy, która zaczyna się w końcu czerwca, nie spadają poniżej 18 stopni C. Lecz najlepsze miesiące na odwiedziny to czas naszej wiosny, gdy nie ma już upałów. Miłośnicy żeglarstwa mogą niemal cały rok zmierzyć się z bezkresem oceanów, surfowanie na desce umożliwiają ciepłe wysokie fale Oceanu Indyjskiego w Zatoce Fałszywej. Także przez cały rok można korzystać z piaszczystych plaż. Na południe od Kapsztadu w stronę Przylądka Dobrej Nadziei rozciąga się skaliste wybrzeże z górskim pasmem Dwunastu Apostołów. Po drodze warto zatrzymać się w zatoce Hout Bay, z miejscowego portu rybackiego urządzane są wycieczki stateczkami na wyspę Duiker, do rezerwatu przylądkowej foki futrzanej. Miłą niespodzianką jest rozdawana na pokładach statków ulotka informująca o rezerwacie i zatoce także w języku polskim... Dalej wkraczamy do rezerwatu przyrody na Przylądku Dobrej Nadziei. Z uwagi na silne wiatry krajobraz staje się półpustynny, z karłowatą roślinnością. Na terenie rezerwatu można spotkać małe antylopy i stada pawianów Chackmanna, które potrafią być natarczywe, gdyż mimo zakazów są dokarmiane przez turystów. Jedną z osobliwości tych małp jest żywienie się w zatokach od strony Oceanu Indyjskiego ikrą rekinów, którą zdejmują z wodorostów podczas odpływu. W rezerwacie żyją także strusie. Warto wspiąć się lub podjechać kolejką linowo-torową na Cape Point, czyli sam cypel Przylądka Dobrej Nadziei, przede wszystkim dla wspaniałego widoku oceanu i górzystego półwyspu. Droga powrotna do Kapsztadu wiedzie obok kolonii pingwinów w Boulders, malownicze miasteczko Simon’s Town i ulubione przez surferów Muizenberg.

Wrota Afryki

Kapsztad to prawdziwa brama do Południowej Afryki, miejsce, z którego rozpoczęła się ekspansja kolonialna w tej części kontynentu. Tutejsze muzea, akwarium i ogród botaniczny ułatwiają zdobycie podstawowych informacji o faunie i florze tego egzotycznego kraju. Dobra sieć dróg i połączeń lotniczych pozwala na podjęcie podróży do położonych w północno-wschodniej części kraju prywatnych i państwowych parków narodowych, podobno najlepiej zarządzanych na świecie. Największy z nich, Park Krugera, obejmujący obszar porównywalny z Polską, gwarantuje bezpieczne i najlepiej zorganizowane safari.

W Kapsztadzie nietrudno o nocleg. Są zarówno tanie, jak i bardzo drogie luksusowe hotele. Przyzwoity standard oferują hotele od 300 randów za nocleg (około 150 zł). Ceny żywności są porównywalne z polskimi. Kapsztad oferuje ogromną różnorodność kulinarną, godna polecenia jest zwłaszcza kuchnia malajska. Zakupy żywności na własne potrzeby sprawiają kłopot w City Bowl, gdzie nie ma sklepów spożywczych. Miejscowi robią zakupy w supermarketach na odległych przedmieściach, sklepy spożywcze są także na Bulwarze Wiktorii i Alberta.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Tomasz Markiewicz

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu