Była młoda i obyta

Agnieszka Janas
14-12-2007, 07:32

Chadzać własnymi drogami… Co to znaczy w  przypadku Moniki Jaruzelskiej?

Na ekranie dwie ostre jak brzytwy brytyjskie dziennikarki znów wytykają uczestniczce programu „Jak się nie ubierać” braki w urodzie i stylu. Widać, jak poddana miażdżącym ocenom kobieta, choć przyszła tu dobrowolnie, czuje się upokorzona. Dla jej dobra, oczywiście.

— To mi się nie podoba! W prowadzonej przez mnie Szkole Stylu staram się wzmocnić samoocenę kobiet. Daleka jestem od takich metod — mówi Monika Jaruzelska, stonowana czterdziestoletnia stylistka i współwłaścicielka Szkoły Stylu.

Nie, nie ma w tych naukach awangardowych rozwiązań rodem z haute couture. Rzec można: elegancja stosowana (na co dzień) — zawsze z indywidualnie dobranym rysem.

Na spotkanie w kawiarni w pobliżu Łazienek w Warszawie wchodzi prosto z deszczu. W płaszczu, spod-niach, swetrze. Włosy związane w kucyk pozwalają ignorować mżawkę. Ubrana jak młoda mama i kobieta interesu jednocześnie: wygodnie, elegancko. Jest bezpretensjonalna, sympatyczna, wygląda nowocześnie i dzięki temu znacznie młodziej niż wskazuje metryka (44 lata).

Nagły krok

Monika Jaruzelska, absolwentka polonistyki modą zajęła się przypadkowo. Krystyna Kaszuba, ówczesna redaktor naczelna kobiecego miesięcznika „Twój Styl”, poprosiła ją o wywiad. Jakaś wiedza o wybitnych zdolnościach dziennikarskich córki sławnego ojca? Nie, szefowa pisma szukała po prostu młodych osób ze znanymi nazwiskami. Trochę splendoru dla pisma. Przynajmniej tak sądzi Monika Jaruzelska.

Zgodziła się.

— Po artykule wydarzenia potoczyły się szybko. Redaktor zaproponowała mi pracę dziennikarki. Na początku zajmowałam się psychologią, która do dziś mnie fascynuje. Po kilku miesiącach dostałam nowe zadanie: stylizację zdjęć i pisanie o modzie. Byłam zdziwiona, bo to nigdy nie było moją pasją. I teraz nie jest. Patrzę na modę jak na zjawisko psychologiczne czy socjologiczne. Nie ma dla mnie znaczenia aktualna długość spódnicy. Ale wtedy — na szczęście — postanowiłam spróbować — wspomina Monika Jaruzelska.

Dlaczego akurat Jaruzelska?

— Bo była młoda, obyta w świecie, miała chęć i zapał do pracy. No i była dobrze ubrana. Mniej może interesowała się najnowszymi trendami, a bardziej tym, jak „wielką modę” przełożyć na realne, codzienne życie. Jej zafascynowanie psychologią sprawiało, że potrafiła wybrać to, co dla danej kobiety było najlepsze i w czym nie tylko pięknie wyglądała, lecz także dobrze się czuła. To taki „psycholog mody”. Pięknie ubrała na przykład Zofię Kuratowską do sesji mody przed jej wyjazdem do Afryki… Bardzo mi odpowiadało takie podejście. Monika odpowiadała też za przygotowanie pierwszej w Polsce całkowicie rodzimej okładki luksusowego kolorowego magazynu dla kobiet, i zrobiła pierwszą w Polsce profesjonalną sesję zdjęciową. Wyprzedziła swój czas, zostając profesjonalną stylistką. A teraz też jest prekursorem — podkreśla Krystyna Kaszuba.

Eksperyment więc się udał. Osiem lat kierowała w tym miesięczniku działem mody. I nagle odeszła z redakcji.

— Poczułam, że chcę czegoś nowego. Zaczęłam kształcić się na warsztatach dla psychoterapeutów, chodziłam na zajęcia do Wyższej Szkoły Psychologii Społecznej oraz do Laboratorium Psychoedukacji. Chciałam zostać psychoterapeutką — opowiada stylistka.

Na decyzję poszukiwania innego zajęcia mogła mieć wpływ także opinia rodziców. Ojciec nie ukrywał, że uważa modę za zajęcie niepoważne i poniżej możliwości córki.

Zdała sobie jednak sprawę, że w tym nowym zawodzie musiałaby wszystko zacząć od początku. Tymczasem w polskim świecie mody była już rozpoznawalna, jako stylistka odnosiła sukcesy. Dzięki temu mogła żyć na dobrym poziomie. Wahała się...

Na powrót

W powrocie do świata mody pomógł przypadek: zdobyła posadę dyrektor artystycznej w jubilerskiej firmie W. Kruk. Później pracowała też na stanowisku wiceprezesa Deni Cler, odzieżowej części giełdowej spółki.

— Te kilka lat pracy wspominam najmilej. Dzięki państwu Krukom mogłam wyjeżdżać na targi, pracować wśród pięknych przedmiotów, za moich czasów powstawała idea kolekcji biżuterii Kruk fashion, czyli nie będącej lokatą kapitału, tylko przedmiotem wywodzącym się ze świata mody. Do dziś współpracujemy. A przecież pół roku temu odeszłam oficjalnie z firmy — podkreśla Jaruzelska.

A dlaczego akurat stylistka z „Twojego Stylu”?

— Podziwiam Monikę. Od wielu lat konsekwentnie walczy o siebie i swe miejsce w życiu. A przecież — z racji nazwiska, które nosi — nie było jej łatwo. Wyznacza sobie trudne cele, do których konsekwentnie dąży. To prekursorka zawodu stylisty w Polsce i ma w tej dziedzinie niekwestionowane osiągnięcia. Teraz też — bodaj jako pierwsza w tej formie — wprowadza naukę ubierania się i odpowiedniego zachowania. Gdy pracowała w firmie W. Kruk, wiele się od niej nauczyliśmy. I jeszcze jedno… Sama mam dzieci, więc nie mogę nie widzieć także miłości, jaką obdarza swego synka, i zaangażowania w jego wychowanie. Wprawdzie nie pracuje już w spółce, ale współpracujemy przy realizacji zajęć w jej Szkole. I bardzo mnie to cieszy — sumuje Ewa Kruk.

Takie uczucia wzbudza kobieta, której oficjalny wizerunek wpisuje się w styl zimnej, perfekcyjnej elegantki. W rzeczywistości przypomina zapracowane kobiety, a nie kolorowe okładki pism. Dni wypełnia jej troska o dziecko, dba o starego druha, jamnika i dwa koty. Dopieszcza mieszkanie — właśnie je kupiła. Mieści się ono w kamienicy z początku lat trzydziestych (w budynku, który marszałek Piłsudski wybudował w pobliżu Belwederu dla swoich współpracowników, m.in. premiera Walerego Sławka). Chce w nim stworzyć tradycyjny dom wypełniony poczuciem bezpieczeństwa, dobrą muzyką (klasyka lub jazz tradycyjny), książkami.

Metamorfozy

Fakt, niedawno znów zostawiła ciepłą posadkę. A przecież jest mamą samodzielnie wychowującą czterolatka.

— Nie, dziecko nie przeszkadza w podejmowaniu takich decyzji. Przeciwnie. Chcę, aby syn był ze mnie dumny i aby moja praca zapewniła nam spokojny byt. Oczywiście mogłabym zostać w Deni Cler, ale… Przestraszyłam się, że jeśli teraz nie spełnię swego marzenia, to przegapię odpowiedni czas. To nie była lekkomyślność — przekonuje stylistka.

Pomysł na szkołę stylu chodził za nią już od lat. Chciała stworzyć miejsce, w którym kursanci poznawaliby zasady podkreślania profesjonalizmu odpowiednim strojem i zachowaniem, ale także nauczyli się właściwie wydobywać swoje kobiece czy męskie atuty. Zdobywali pewność siebie, wykorzystując dobry i pasujący do nich wygląd i styl bycia.

W podjęciu szybkiej decyzji pomógł jej redaktor Andrzej Bober. Opowiedział jej o podobnym pomyśle i pomógł w jego realizacji: skontaktował z firmami oraz Beatą Tyszkiewicz. Monika podkreśla, że jest mu za to bardzo wdzięczna. To już prawie rok, gdy swe plany wcieliła w życie i rozpoczął się pierwszy kurs.

Szkoła Stylu prowadzi „lekcje” zarówno dla klientów indywidualnych (10-12 osób w grupach), jak i na zamówienie firm. Te pierwsze mają dwie formy: trzydniowej sesji wyjazdowej w eleganckich hotelach — w cichych zakątkach Polski (np. w pałacu w Kraplewie) lub dwudniowej w Warszawie.

Program zajęć obejmuje: szkolenie teoretyczne (stylizacja), tendencje w makijażu i fryzjerstwie, naukę pięknego poruszania się — prowadzoną przez modelkę Ag-nieszkę Martynę oraz metamorfozy uczestniczek (to już dzieło grona profesjonalistów). Na sesjach wyjazdowych dochodzą do tego zajęcia z seksuologiem oraz nauka dobrych manier — tu mentorką jest Beata Tyszkiewicz. Najbliższe plany? Nowości: konsultacje z lekarzem medycyny estetycznej i psychologiem. Monika Jaruzelska do współpracy nakłoniła firmy: W. Kruk, odzieżowe — Deni Cler, Simple, Catarina oraz kosmetyczne — MAC oraz SPA dr Irena Eris.

Program szkoły, gdy zajęcia w niej opłaca firma, zależy od konkretnego zamówienia i potrzeb zleceniodawcy. Niekiedy to zajęcia z kadrą wyższego szczebla, czasami z pracownikami „pierwszego kontaktu”.

Długa lista

Ma wiele uporu i planów. Wśród zamierzeń można trafić na kursy dla mężczyzn — we współpracy z miesięcznikiem „Men’s Health” oraz kursy dla stylistów — wraz z magazynem „Elle”. Co jeszcze?

— Chciałabym otworzyć w Warszawie filię florenckiej szkoły mody Polimoda. Mogliby się tu kształcić styliści, projektantki, konstruktorki odzieży i pokrewni specjaliści — marzy na głos stylistka.

Czy można utrzymać się z takiej działalności?

— Coraz częściej firmy widzą, że odpowiedni wygląd i zachowanie pracowników to nie fanaberia, lecz konieczność. Programy telewizyjne pokazują, z jaką determinacją kobiety walczą o postrzeganie przez innych. Dlatego z tego rodzaju doradztwa można się utrzymać. Ale w tej chwili zajmuję się głównie budowaniem renomy Szkoły, zdobywaniem specjalistów. To czas pracy. Na profity jeszcze przyjdzie pora — tłumaczy Jaruzelska.

Kiedy uzna, że udało się jej zrealizować marzenia?

— Myślę, że zawsze będzie dużo do zrobienia. Jednak jeśli Szkoła Stylu będzie działać w innych miastach Polski,to uznam, że mi się udało — bez wahania mówi Jaruzelska. n

Agnieszka Janas, a.janas@pb.pl

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Agnieszka Janas

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Nieruchomości / / Była młoda i obyta