Baterie słoneczne na dachu, woda z własnego ujęcia i minimalne rachunki za ogrzewanie. Utopia? Nie, dom przyszłości — powszechny.
Z daleka wygląda jak ogromne blaszane pudło. Futurystyczna bryła na palach nie kojarzy się z mieszkaniem. Ale w środku zaskoczenie: komfortowo urządzony apartament. To tzw. Dodo dom: nomadyczne domostwo w Piasecznie pod Warszawą.
Mobilny
Dzięki niepowtarzalnej konstrukcji stanie wszędzie — na plaży i na dachu wieżowca. Wyposażony w najnowsze, energooszczędne technologie pozostaje samowystarczalny. Może produkować energię elektryczną i nie wymaga podłączenia do sieci kanalizacyjnej, bo ma system oczyszczania zużytej wody. Zestaw hydroforowy umożliwia również czerpanie wody z własnego ujęcia. Prąd wytwarzają m.in. panele słoneczne i nowoczesne turbiny wiatrowe — i to przy wietrze o prędkości zaledwie 1,5 m/s. Dzienna produkcja, w zależności od prędkości wiatru, sięga 25 kWh.
— Niestety, w Polsce dom nie wytwarza prądu. Powodem są przepisy, nakazujące założenie spółki i odprowadzenie podatku — opowiada architekt Zbigniew Kucharuk, projektant Dodo domu.
Inaczej w Niemczech — tam każdy może zainstalować wiatrak lub baterie fotowoltaiczne na dachu swego domu i produkować energię.
— Trzeba tylko mieć licznik, pokazujący wartość energii wyprodukowanej oraz zużytej. Różnicę pokrywa państwo. Na tym przykładzie widać, ile mamy do nadrobienia — ubolewa architekt.
Dlaczego zaprojektował Dodo dom?
— Z braku czasu. Montuje się go pod klucz w 49 dni. Budowa tradycyjnego budynku może trwać rok, czasem dłużej — śmieje się projektant.
Inne powody?
— Dom jest energooszczędny i ekologiczny. By go zbudować, nie trzeba wypalać cegły, co ogranicza emisję dwutlenku węgla do atmosfery — tłumaczy Zbigniew Kucharuk.
Podkreśla, że mimo futurystycznej bryły dom nawiązuje do tradycji: budynki na palach stawiano już tysiące lat temu.
Katalogowy dom jest dostępny w sześciu wariantach. Najmniejszy — niczym mała kawalerka — liczy zaledwie 23 mkw.: jeden pokój, kuchnię i łazienkę. Największy zajmuje ponad 145 mkw. Dwa piętra mieszczą cztery pokoje, garderobę, dwie łazienki, kuchnię i jadalnię.
— Robimy też projekty indywidualne. Obecnie wznosimy dom o powierzchni 400 m, który stanie na kilku hektarach. To nasza druga inwestycja, odkąd — dwa lata temu — postawiliśmy modelowy budynek w Piasecznie — opowiada Zbigniew Kucharuk.
Właściciele podpisali umowę kupna w listopadzie, wprowadzili się przed świętami Bożego Narodzenia.
— Nasi klienci to przede wszystkim młodzi, zapracowani ludzie, którzy cenią sobie czas — podkreśla architekt.
Ceny? Pod klucz to jakieś 4 tys. za mkw. Jeżeli doliczyć montaż pompy cieplnej, baterii słonecznych na dachu i ekologicznej oczyszczalni ścieków, cena wzrośnie o 50 tys. zł.
Pasywny
Dodo dom jest energooszczędny, a jego użytkowanie stosunkowo tanie. Istnieją jednak budynki niemal niezużywające energii — tzw. pasywne.
— Pobierają maksimum energii słonecznej z zewnątrz. Do tego potrzeba odpowiedniego projektu, bardzo dobrej izolacji cieplnej, oszklenia konkretnego rodzaju i rozmiaru oraz właściwego usytuowania względem stron świata — zdradza Ludwika Juchniewicz-Lipińska, właścicielka pracowni architektonicznej Lipińscy.
Jej biuro zrealizowało w Smolcu pod Wrocławiem pierwszy w kraju pasywny dom modelowy.
— Chcemy wzbudzić zainteresowanie budownictwem energooszczędnym, wykorzystując przy jego promocji własne doświadczenia — mówi architekt.
W domu pasywnym wykorzystuje się między innymi źródła ciepła dotąd niezauważane: urządzenia elektryczne i ciepło odzyskane z wentylacji.
Także dom pasywny w Smolcu zużywa niewiele energii: południowe ściany wyposażono w duże okna (trzyszybowe, by obniżyć straty ciepła), przez które zimą wpada dużo słońca. Na dachu znajdują się kolektory wykorzystujące energię słoneczną do ogrzewania domu i podgrzewania wody. Powietrze do wentylacji przepływa przez tzw. gruntowy wymiennik ciepła, w którym jest ocieplane. Dodatkowo ogrzewa je rekuperator (rdzeń centrali wentylacyjnej nawiewno-wywiewnej z odzyskiem ciepła). Latem wymiennik i rekuperator schładzają powietrze pobierane z zewnątrz.
— Wiele też zależy od klimatu. W Niemczech do ogrzewania takich domów wystarczy tylko powietrze z rekuperatora — dodaje Ludwika Juchniewicz-Lipińska.
W warunkach polskich koszty ogrzewania domu wynoszą… 500 zł rocznie. W takim razie — czy ten budynek ma wady?
— Niestety, cenę. Kosztuje co najmniej 30 proc. więcej niż budowa domu tradycyjnego — twierdzi architekt.
Mimo to jest optymistką.
— Gdy wzrośnie zainteresowanie pasywnymi domami, ceny spadną. Podobnie było w Niemczech. Dziś znajdujemy się w punkcie, w którym oni byli siedem lat temu — kiedy budowali pierwsze domy pasywne. Dziś powstają ich tysiące. Mam nadzieję, że za kilka lat będzie tak u nas — sumuje.
Materiały budowlane z zasobów natury
Urządź się w ziemiance
Domy ekologiczne — spełniające współczesne standardy mieszkaniowe — można budować również ze słomy czy gliny.
Słynny Instytut Ziemi w Kalifornii(na zdjęciu) wzniesiono z worków wypełnionych ziemią i pokrytych warstwą ziemnej zaprawy. To wystarczyło — budowla przetrwała trzęsienia ziemi w latach 1992-93.
Podobne domy powstają m.in. we Francji, Niemczech, Szwecji, Kanadzie i Australii. Z inicjatywy CRATerre, szkoły architektury w Grenoble — międzynarodowego centrum badania i zastosowania architektury ziemi — w Lyonie zbudowano doświadczalne osiedle domów socjalnych. Wzniesiono je z bloczków prasowanych i ocieplono od wewnątrz. Przy każdym założono ogród zimowy od południowej strony — dodatkowe źródło energii.
A w Polsce?Dom z ziemi pojawi się m.in. w Pasłęku. Pokryje go zielony dach porośnięty roślinnością tundry, której wystarczy podłoże grubości jednego centymetra (dzięki temu dach jest bardzo lekki). Ogrzewanie wspomoże przeszklona weranda absorbująca ciepło słoneczne. Budowę pilotuje dr inż. architekt Jerzy Górski z Wydziału Architektury Politechniki Warszawskiej. Niestety, przydzielone fundusze okazały się za małe, a czas przeznaczony na budowę dobiega końca. Naukowcy liczą na sponsorów. AZA
