Cel klimatyczny: 540 mld EUR inwestycji rocznie

opublikowano: 13-12-2020, 20:00

Rada Europejska, czyli zgromadzenie szefów rządów krajów UE, zaakceptowała w piątek znaczące zaostrzenie celów polityki klimatycznej na najbliższą dekadę.

Jest to zmiana o bardzo dużym znaczeniu z punktu widzenia całej gospodarki. Wchodzimy w dekadę trudnej transformacji, która będzie wymagała gigantycznych nakładów inwestycyjnych w wielu sektorach.

Nowy cel przyjęty przez Unię Europejską zakłada redukcję emisji gazów cieplarnianych aż o 55 proc. w stosunku do poziomu z 1990 r. (małe zmiany definicyjne oznaczają, że faktyczna redukcja może być nieco niższa). Dotychczasowy zakładał redukcję o 40 proc. Zmiana jest zatem bardzo znacząca. Jej celem jest przyspieszenie transformacji energetycznej w celu szybszego wejścia na ścieżkę, która prowadzi do redukcji emisji do zera (netto – czyli po uwzględnieniu gazów absorbowanych z atmosfery) do 2050 r.

Zmiana oznacza konieczność podjęcia potężnych inwestycji. Z wyliczeń Komisji Europejskiej wynika, że rocznie będą musiały wynieść około 540 mld EUR rocznie, czyli około 3,5 proc. PKB krajów Unii Europejskiej. To oznacza, że 1/6 wszystkich inwestycji w gospodarce będzie związana z transformacją energetyczną. Największe inwestycje będą wymagane w sektorach transportu oraz budownictwa mieszkaniowego (60 proc. wszystkich inwestycji), co wynika z tego, że te dziedziny muszą przejść największą rewolucję. O ile w sektorze produkcji energii zielona rewolucja już trwa, o tyle w transporcie, budownictwie mieszkaniowym konieczne jest znaczące przyspieszenie.

Dla Polski zmiana przynosi kilka konsekwencji. Przede wszystkim znaczącemu przyspieszeniu musi ulec transformacja sektora produkcji energii w kierunku źródeł odnawialnych. Krajowy Ośrodek Bilansowania i Zarządzania Emisjami prognozuje, że do 2030 r. uprawnienia do emisji dwutlenku węgla wzrosną o ponad 100 proc. w relacji do obecnego poziomu, przekraczając 70 EUR za tonę. To oznacza, że produkcja energii z węgla będzie traciła opłacalność jeszcze szybciej, niż oczekiwano. Oznacza to też zwiększenie presji na transformację w energochłonnych branżach przemysłowych, takich jak hutnictwo, chemia czy produkcja cementu lub papieru.

Wiele wskazuje na to, że spadek opłacalności produkcji przemysłowej może być tak istotny, że Unia Europejska będzie musiała poszukiwać sposobów na zahamowanie ucieczki produkcji do krajów o łagodniejszych regulacjach. Jednym z możliwych rozwiązań będzie wprowadzenie tzw. granicznego podatku węglowego, co może uruchomić konflikty handlowe.

Energetyka to tylko drobny wycinek zmian. Ogromne wyzwanie stojące przed Polską i innymi krajami polega na redukcji emisji w transporcie, budownictwie mieszkaniowym, usługach komercyjnych, rolnictwie i mniej energochłonnych branżach przemysłowych. Są to sektory znajdujące się poza systemem handlu emisjami (ETS). Do tej pory Polska zobowiązywała się do redukcji emisji w tym obszarze o 7 proc. do 2030 r. Teraz będzie to prawdopodobnie 16 proc. Skalę koniecznego wysiłku obrazuje fakt, że w ostatniej dekadzie emisje nie-ETS wzrosły o ponad 20 proc.

Co to oznacza? Dużo szybsze niż do tej pory np. przechodzenie na elektromobilność, wzrost znaczenia kolei w transporcie, popularyzację nowych form ogrzewania mieszkań (m.in. pompy ciepła), zmiany technologiczne w budownictwie oraz duże inwestycje w cyfrowe systemy zarządzania popytem na energię.

Zaczyna się wielka rewolucja energetyczna w większości sektorów gospodarki.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane