Po otwarciu granic Unii Europejskiej polskie firmy przewozowe — te małe i średnie, które wcześniej nie mogły wyjechać z ładunkiem poza granice kraju z uwagi na brak koncesji — nagle zderzyły się z realiami rynku, który wcale nie jest dla nich wyśnionym eldorado.
Aby zadebiutować na rynku UE, nowi przewoźnicy zaczęli od promocji cenowych i… oferują je do dziś. Jednak to nie może się skończyć dla nich dobrze. Udzielanie rabatów to dobra praktyka kupiecka, pod warunkiem, że sprzedający ma wciąż z czego żyć. Dobry interes to ten, na którym zarabiają obie strony. Tymczasem w przypadku małych i średnich firm transportowych obniżanie cen to raczej sposób na przetrwanie niż poważna przemyślana strategia rynkowa.
W takiej sytuacji nie można już mówić o rozwoju firm oferujących „przewozy z rabatem”. Koszty zmienne każda firma ma podobne. Paliwo, ogumienie, płace kierowców, serwis, opłaty drogowe, parkingowe stanowią podobny procent wydatków czy to w Vos Logistics Polska, czy to w średniej bądź małej firmie. To na kosztach stałych oraz na liczbie zleceń i taborze można robić oszczędności, jednak średni przewoźnicy albo tego nie potrafią, albo ich na to nie stać. Dzieje się tak za sprawą udzielania zbyt wysokich rabatów.
Mała flota to duży kłopot i przekonują się o tym codziennie kolejne firmy. Domyślam się, że część z nich już szuka dla siebie miejsca w innych sektorach, i to jest szansa na poprawę sytuacji.
Europa wciąż patrzy na nas jak na wybrańców, którzy mają wyraźną przewagę w postaci niższych kosztów pracy. Dla średniej firmy transportowej to jednak nie jest gwarancją sukcesu. Czas na konsolidację minął i myślę, że teraz ci, którzy pracując cały miesiąc nie zarabiają, zaczną wyciągać wnioski i dostrzegać wady kosztownej samodzielności.
Tadeusz Gruba prezes VOS Logistics Polska