Ceny działają, trzeba im trochę zaufać

opublikowano: 10-08-2022, 20:00
Play icon
Posłuchaj
Speaker icon
Close icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl

Popyt na energię już reaguje na wysokie ceny. W perspektywie dwóch-trzech lat Europa może dzięki temu uniezależnić się od importu paliw kopalnych z Rosji.

Wstrząs cenowy na rynkach energetycznych generuje zagrożenie dla gospodarki, wpychając ją w recesję, zmuszając firmy do zwolnień pracowników, zagrażając nawet istnieniu niektórych przedsiębiorstw. Warto jednak zauważyć i podkreślić, że wysokie ceny stanowią też szansę. To jedyny mechanizm, który może wywołać przyspieszenie transformacji energetycznej uniezależniającej Europę od importu paliw kopalnych z Rosji. Im mniej rządy będą manipulować cenami, tym szybciej gospodarka dostosuje się do nowych warunków i szybciej wyjdzie z recesji lub stagnacji. Nie da się oczywiście całkowicie polegać na mechanizmach cenowych, ale ważne jest, by dać im działać w jak największym stopniu. Wyjdziemy wtedy z tego energetycznego bajzlu szybciej.

Już dziś widać, że gospodarka dostosowuje się do zmienionych warunków cenowych. W pierwszej połowie roku w Polsce dostawy energii elektrycznej były na niemal identycznym poziomie co w analogicznym okresie ubiegłego roku, mimo że PKB w tym czasie zwiększył się o aż ok. 7 proc. (nie ma jeszcze finalnych danych o PKB za pierwsze półrocze). Dostawy krajowe gazu były o 30 proc. niższe niż przed rokiem (dane Eurostatu), a spółka Gaz-System prognozuje, że cały rok zamknie się spadkiem o 10 proc. Oczywiście na popyt na energię wpływa wiele czynników, nie tylko ceny i aktywność gospodarcza – również pogoda czy struktura branżowa produkcji. Gwałtowny wzrost cen odgrywa jednak ważną rolę w ograniczaniu popytu. Efekty będą jeszcze większe, bo przed nami duże podwyżki.

Z ekonomii wiemy, że wzrost cen czynników produkcji wywołuje trzy efekty. Po pierwsze, spada wykorzystanie danego czynnika – na przykład firmy mogą redukować intensywność oświetlenia, ogrzewania, a także niestety zmniejszać produkcję i zatrudnienie. Po drugie, występują efekty substytucji – jedne czynniki zastępowane są innymi, na przykład gaz zastępowany jest węglem. Po trzecie, następuje wzrost efektywności wykorzystania czynników produkcji – na przykład, firmy mogą zmienić ogrzewanie z gazowego na pompę ciepła, co daje ok. 50 proc. oszczędności w wykorzystaniu energii pierwotnej.

Różne badania pokazują, że w krótkim okresie wzrost cen gazu czy prądu o 100 proc. może zredukować popyt o ok. 5-15 proc., a w dłuższym okresie o ok. 20-30 proc. W krótkim okresie popyt jest bardzo mało elastyczny, ponieważ energia jest niezbędna do wytworzenia wielu towarów i usług pierwszej potrzeby, a jednocześnie jej udział w kosztach wytwarzania jest relatywnie niewielki. Dlatego wahania cen w warunkach zaburzenia podaży mogą być potężne. W długim okresie elastyczność popytu zwiększa się jednak i dostosowuje się on łatwiej do nowych warunków cenowych.

Różnica między reakcją w krótkim i długim okresie wynika z faktu, że w długim okresie możliwych jest do podjęcia więcej działań oszczędnościowych, na przykład poprzez inwestycje w efektywność energetyczną i nowe technologie produkcji. Warto zauważyć, że średnie ceny gazu czy energii elektrycznej u producentów wzrosły w ostatnim roku o ok. 80-120 proc. (wzrost jest niższy niż na giełdach energii, ponieważ nie cała energia jest na nich kupowana, a ponadto wiele kontraktów jest zabezpieczonych cenowo umowami z poprzednich lat). Już ten impuls wystarczy prawdopodobnie, żeby uniezależnić Europę od rosyjskich dostaw surowców. W krótkim okresie będzie to oznaczało niestety recesję, ale w średnim i długim – radykalnie wyższą efektywność energetyczną i bardziej nowoczesny miks produkcji energii.

Pytanie, ile czasu potrzeba, aby niezależność energetyczna wynikała z większej efektywności bardziej niż z niższej produkcji? Prawdopodobnie ok. 2-3 lat. Z badań amerykańskiego Departamentu Energii wynika, że właśnie w takim okresie następuje znaczące zwiększenie elastyczności cenowej popytu na energię. Najbliższy rok lub dwa lata mogą być dla europejskiej gospodarki trudne, ale istnieje duża szansa, że z tego kryzysu gospodarka wyjdzie wzmocniona, a nie osłabiona.

Nie da się oczywiście polegać w całości na mechanizmach cenowych. Niektórzy odbiorcy, jak gospodarstwa domowe, ochrona zdrowia, administracja publiczna i przedsiębiorstwa krytyczne dla bezpieczeństwa kraju, nie mogą zostać odcięci od dostaw energii bez względu na ceny. Ponadto dla osób uboższych wysoki wzrost cen może oznaczać utratę płynności i radykalne zubożenie. Państwo musi więc interweniować, w niektórych obszarach regulować ceny, stosować redystrybucję dochodu. Ważne jest jednak, by pozwolić działać cenom na jak największą skalę.

Niestety, z ekonomii politycznej wiemy, że zmiany cen mają potężny wpływ na nastroje ludności i politycy w krajach demokratycznych rzadko są gotowi patrzeć na radykalne podwyżki z założonymi rękoma. Oprócz turbulencji gospodarczych, czekają nas więc pewnie też polityczne, a jedne i drugie mogą się nawzajem napędzać. Oby w jak najmniejszym stopniu.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Ignacy Morawski

Polecane