W tym tygodniu kontrakty terminowe na benzynę w USA odnotowały spektakularny skok o 27 proc., co stanowi najbardziej gwałtowny wzrost od marca 2022 roku. Główną przyczyną tej destabilizacji jest eskalacja konfliktu na Bliskim Wschodzie, która realnie zakłóca płynność dostaw surowców z tego kluczowego regionu. Sytuacja jest na tyle poważna, że azjatyckie rafinerie zostały odcięte od dostaw ropy przepływającej zazwyczaj przez strategiczną Cieśninę Ormuz. Reakcja Chin była natychmiastowa, a tamtejsze władze nakazały największym rafineriom całkowite wstrzymanie eksportu benzyny oraz oleju napędowego, co dodatkowo pogłębiło globalny deficyt paliw.
Polityczne konsekwencje drożyzny dla administracji Donalda Trumpa
Dla administracji prezydenta Donalda Trumpa obecna sytuacja na stacjach jest wyjątkowo niekorzystna, gdyż uderza w promowaną przez niego narrację o amerykańskiej dominacji energetycznej. Choć prezydent wielokrotnie zachwalał korzyści płynące z niskich cen paliw, obecne podwyżki grożą utratą poparcia dla jego partii w kluczowych wyborach uzupełniających, które odbędą się jeszcze w tym roku. Według danych Amerykańskiego Stowarzyszenia Samochodowego średnia cena detaliczna benzyny wzrosła w czwartek do 3,32 dolara za galon, osiągając pułap nienotowany od września 2024 roku.
Sezonowa zmiana produkcji
Na zawirowania o charakterze geopolitycznym nakładają się wewnętrzne procesy w amerykańskim przemyśle naftowym. Rafinerie w USA znajdują się obecnie w fazie przejściowej, zamieniając produkcję benzyny zimowej na droższy wariant letni. Ta coroczna modyfikacja składu paliwa standardowo podnosi ceny na wiosnę, jednak w obliczu kryzysu na Bliskim Wschodzie efekt ten stał się znacznie bardziej dotkliwy dla portfeli obywateli.
