Gdyby RPP, podejmując decyzje o zmianach stóp procentowych, kierowała się tylko obecnymi wskaźnikami cen — stopy spadałyby, aż miło.
W lipcu wszystkie miary inflacji bazowej, podobnie jak indeks cen towarów i usług konsumpcyjnych, czyli inflacja CPI, pozostawały poniżej dolnej granicy celu inflacyjnego NBP, określonego na 2,5+/-1 pkt. proc. Najważniejsza dla rynku inflacja bazowa netto (po wyłączeniu cen paliw i żywności) wyniosła w ujęciu rocznym 1,4 proc.
— To dane zgodne z oczekiwaniami. Na uwagę zasługuje też to, że inflacja bazowa po wyłączeniu cen kontrolowanych w skali roku wyniosła zaledwie 0,2 proc. To oznacza, że ceny, które podlegają grze rynkowej, rosną bardzo powoli — komentuje Piotr Kalisz, ekonomista Banku Handlowego (BH).
Stanisław Kluza, główny ekonomista BGŻ, nie spodziewa się wzrostu inflacji bazowej.
— Będzie stabilna i niska. Jeśli członkowie RPP chcieliby obniżyć stopy, byłby to dla nich dobry argument — mówi ekonomista.
Zdaniem Piotra Kalisza, istnieje duże prawdopodobieństwo, że RPP w przyszłym tygodniu obniży stopy procentowe o 25 pkt. baz.
— Presja inflacyjna jest słaba, ale dla członków rady bardzo ważne będą informacje o PKB w II kwartale. Szczególną uwagę zwrócą na dynamikę inwestycji. Im gorsza, tym większa szansa na redukcję stóp — uważa ekonomista BH.
Tymczasem zdaniem Stanisława Kluzy, w Polsce tereotycznie jest miejsce do głębszych cięć.
— Jeśli chcemy wejść do strefy euro, powinniśmy obniżać stopy w kierunku 2 proc., czyli poziomu stóp ECB. Ale szanse, że do końca roku spadną one u nas bardziej niż o 25 pkt. baz., są nikłe — twierdzi.