— W ten weekend oraz na początku przyszłego tygodnia spodziewam się jeszcze większych zakłóceń w ruchu lotniczym — powiedział Sean Duffy w programie „America’s Newsroom” na antenie Fox News.
Shutdown uderza w system kontroli ruchu lotniczego w USA
W czwartek brak wystarczającej liczby kontrolerów ruchu lotniczego spowodował poważne opóźnienia na lotniskach w Orlando, Dallas/Fort Worth oraz Waszyngtonie. Z powodu zamknięcia rządu około 13 tys. kontrolerów oraz 50 tys. funkcjonariuszy odpowiedzialnych za kontrolę bezpieczeństwa na lotniskach musi wykonywać swoje obowiązki bez wynagrodzenia.
Eksperci ostrzegają, że długotrwały paraliż utrudnia również szkolenie nowych kontrolerów – proces, który trwa od trzech do pięciu lat. Jak przypomniał Dave Spero, szef stowarzyszenia PASS zrzeszającego specjalistów ds. bezpieczeństwa lotniczego, każda przerwa w szkoleniach może mieć długofalowe konsekwencje dla funkcjonowania całego systemu.
Przedstawiciele branży przypominają, że podobna sytuacja miała miejsce w trakcie rekordowego, 35-dniowego shutdownu w 2019 r., który zakończył się dopiero po masowych opuszczeniach stanowisk przez kontrolerów w kluczowych portach, w tym w Nowym Jorku. Obecny kryzys już teraz bywa porównywany do tamtego okresu, a eksperci ostrzegają, że tym razem skutki mogą być poważniejsze ze względu na bardziej napiętą sytuację kadrową.
Linie lotnicze naciskają na przerwanie politycznego impasu
Największe amerykańskie linie – Delta, United, Southwest oraz American Airlines – zaapelowały o natychmiastowe przywrócenie finansowania dla służb lotniczych i zakończenie impasu w Waszyngtonie. Przewoźnicy ostrzegają, że jeśli sytuacja szybko się nie unormuje, chaos na lotniskach może przerodzić się w poważny kryzys całego rynku lotniczego w USA. Według linii dalsze trwanie paraliżu grozi ograniczeniem liczby operacji na lotniskach i zaburzeniem siatki połączeń w całym kraju. Rosnąca presja na administrację i Kongres ma skłonić polityków do osiągnięcia porozumienia budżetowego.
