Luksusowy Kempinski Grand Hotel w kurorcie Heiligendamm koło Rostocku — gdzie kiedyś wypoczywały NRD-owskie elity — został na czas szczytu G-8 otoczony kilkumetrowym murem z betonowych segmentów, zwieńczonym na górze drutem kolczastym. Kosztowało to 15 mln euro, co obrazuje skalę paranoi współczesnej polityki. Stres przeżywają stali mieszkańcy wybrzeża, którzy znaleźli się w zakazanej strefie i dostali elektroniczne identyfikatory wstępu. A mur jest jakby skądś znany — złośliwi dziennikarze natychmiast ochrzcili bramkę wjazdową jako Checkpoint Charlie, nawiązując do słynnego przejścia na Friedrichstrasse między radzieckim a amerykańskim sektorem w podzielonym Berlinie.
Owa kpiąca nazwa jest niezwykle adekwatna do sytuacji, ponieważ całe obrady G-8 — czyli siódemki najbogatszych państw świata i Rosji — toczą się w atmosferze niemal żywcem przeniesionej z czasów zimnej wojny. Przyczyną jest amerykańska tarcza antyrakietowa, której kagankiem George W. Bush oświeca Europę. Władimir Putin doskonale zdaje sobie sprawę, że ta inicjatywa nie jest skierowana przeciwko Rosji — wszak tarcza obroni przed kilkunastoma pociskami terrorystów, gdy skala wojny jądrowej to kilkaset rakiet uderzających z jednej strony. Mimo to rozpoczął histeryczną wręcz kontrakcję propagandową, chcąc jak najwięcej politycznie ugrać. Trudno sobie wyobrazić, żeby w takiej atmosferze giganci byli zdolni do pochylenia się z prawdziwą troską nad losami świata. Notabene gdyby posłuchać alterglobalistów, to uczestnicy G-8 najwięcej zrobiliby dla ludzkości, natychmiast rozjeżdżając się z hotelu Kempinski do domów — i jest w tym bardzo dużo racji.
Wczoraj Czesi — którzy tradycyjnie wolą bohatersko trzymać z mocnymi — oznajmili Bushowi, że zgadzają się na lokalizację amerykańskich urządzeń na swoim terytorium. W piątek prezydent USA będzie o tym rozmawiał z Lechem Kaczyńskim. Jego brat Jarosław już nadał sygnał, że czeskie stanowisko w żadnym wypadku nie jest dla Polski wiążące. Zobaczymy. A najśmieszniejsze w tym wszystkim, że tarcza antyrakietowa George’a W. Busha najprawdopodobniej podzieli los słynnych gwiezdnych wojen Ronalda Reagana z lat osiemdziesiątych, czyli trafi na śmietnik historii. W Białym Domu za rok zamieszka zapewne prezydent wystawiony przez Demokratów i tarcza zardzewieje — zanim zaistnieje.
Jacek Zalewski