Cięcie stóp w Chinach niewiele zmienia

  • Jagoda Fryc
opublikowano: 25-08-2015, 22:00

Obniżka kosztu pieniądza raczej nie wpłynie na zmianę nastawienia inwestorów. Bańka pękła, więc powietrze będzie z niej schodzić dalej

Liczę na kolejną reakcję Ludowego Banku Chin. Czy przybierze ona postać cięcia stóp procentowych, czy kolejnych kroków w celu dalszego urynkawiania juana — powinna ona zostać pozytywnie odebrana przez rynki. Uważam, że będzie to impuls pod odbicie na giełdach. Spodziewam się takiego ruchu w ciągu tygodnia, dwóch — mówił jeszcze przed weekendem Adrian Apanel z MM Prime TFI.

Jego oczekiwania były zbieżne z oczekiwaniami pozostałych graczy giełdowych, a na ich spełnienie nie trzeba było długo czekać. Ludowy Bank Chin ściął we wtorek stopy procentowe, a na rynkach zapanowała euforia. O 4-5 proc. odbijały indeksy na głównych europejskich parkietach, dobre nastroje powróciły też nad Wisłę — WIG i WIG20 rosły w trakcie wtorkowej sesji ponad 2 proc.

Entuzjazm pod koniec sesji w Warszawie jednak osłabł, a eksperci nie pozostawiają złudzeń — bańka na chińskiej giełdzie pękła, więc powietrze będzie z niej schodzić dalej.

— Obniżka o 50 pkt. baz. stopy rezerw obowiązkowych powinna na jakiś czas zmniejszyć strach na rynkach, ale w średnim terminie nie rozwiązuje problemu strukturalnego spowolnienia chińskiej gospodarki. Warto też pamiętać, że cięcie stóp było oczekiwane, mówiło się nawet o możliwej obniżce o 100 pkt. baz. — przypomina Michał Rabiej, zarządzający Macro FIZ.

Nadejście nieuchronnego

Przecena na giełdach wisiała w powietrzu. Amerykański indeks S&P500 już od dłuższego czasu nie mógł sforsować bariery 2100 pkt., co sugerowało, że inwestorzy tylko czekają na odpowiedni pretekst do przeceny.

— Ostatnia publikacja chińskiego indeksu PMI była dość wyraźnym sygnałem zapowiadającym negatywną reakcję na rynkach, dlatego przecena na giełdach na świecie nie jest w tych okolicznościach czymś nadzwyczajnym. Niewątpliwie władze w Chinach będą próbowały zintensyfikować działania stymulujące gospodarkę — przypomina Kamil Krukowski z grupa Copernicus.

Do tego dochodzi skrajny rozdźwięk pomiędzy wycenami spółek chińskich na lokalnym rynku giełdowym niedostępnym dla zagranicznych inwestorów (Shanghai Composite), gdzie wskaźnik cena do zysku dochodzi do 62, a ich odpowiednikami na giełdzie w Hongkongu, gdzie wyceny oscylują wokół 20-krotności zysku.

— To musiało w pewnym momencie doprowadzić do silnej korekty w Chinach i w konsekwencji na innych giełdach azjatyckich. Pomimo prób interwencji ze strony państwa, jak ograniczenia sprzedaży akcji przez podmioty państwowe, nie udaje się zatrzymać wyprzedaży, która jest po prostu spuszczaniem powietrza z balonu. Obniżki stóp procentowych raczej nie wpłyną na zmianę sentymentu giełdowego — uważa Mariusz Pawlak, partner w Lorek Pawlak Family Office.

Owczy pęd

Michał Cichosz ze Skarbca TFI uważa, że dla zarządzających funduszami rynków wschodzących największe znaczenie ma zachowanie się waluty lokalnej. W krajach rozwijających się, gdzie stopy procentowe są wyższe, z reguły nie zabezpiecza się ryzyka walutowego, bo to zbyt dużo kosztuje.

— Zazwyczaj koszt takiej operacji sięga kilku punktów procentowych rocznie, co jest znaczącym obciążeniem dla wyniku funduszu. Dlatego zarządzający unikają rynków, na których istnieje presja na walutę, ponieważ jest to czynnik ryzyka, którego nie są w stanie kontrolować — tłumaczy Michał Cichosz.

Ekspert ze Skarbca przekonuje więc, że transparentność i stabilizacja waluty na danym rynku wschodzącym dla globalnych funduszy jest nadrzędnym czynnikiem przy podejmowaniu decyzji o wejściu. I właśnie z taką sytuacją mamy do czynienia obecnie na wielu emerging markets, m.in. w Chinach. Dlatego dopóki juan będzie pod presją, dopóty ciężko będzie o powrót stabilnego kapitału.

— Z drugiej strony nieco dziwi mnie wszechobecne przekonanie, że to Chiny są przyczynkiem całego zła. Od 2011 do 2014 r. chińska giełda spadała, podczas gdy indeksy na Wall Street i w Europie zdobywały kolejne szczyty. Nikt w tym czasie nie zastanawiał się, czemu tak jest, i nie obawiał chińskich spadków — dodaje Michał Cichosz.

W oparach nerwowości

O ile Chiny raczej nie mają szans na powrót do zwyżek, tak na światowych parkietach nie jest to wykluczone.

— Kilkunastoprocentowe spadki najważniejszych indeksów w ciągu zaledwie kilku tygodni należą do rzadkości. Na podstawie wielu wskaźników sentymentu mamy obecnie do czynienia z silnym wyprzedaniem rynku. To wskazuje na przynajmniej kilkuprocentowe odbicie w najbliższych dniach. W mojej ocenie bardziej prawdopodobny jest scenariusz gwałtownej korekty na wzór tej z 2011 r. niż początku krachu. To by oznaczało, że strach nadal będzie dominował na rynkach w najbliższych tygodniach, ale istotna część spadków jest już za nami — prognozuje Michał Rabiej.

Mariusz Pawlak uważa natomiast, że jest jeszcze za wcześnie, aby stwierdzić, czy mamy do czynienia ze zmianą trwającego od sześciu lat trendu wzrostowego, czy krótką, ale głębszą korektą. Rynki europejskie i amerykańskie w 10 dni straciły 10 proc., jeśli spadki osiągną 15 proc., to pojawi się dylemat, czy kupować tańsze akcje, bo na świecie nadal jest ogromna nadpłynność.

— W ciągu ostatnich pięciu lat Nikkei zyskał 100 proc., DAX wzrósł o 70 proc., a S&P500 o 80 proc. W tym czasie WIG20 stracił 12 proc., a WIG zwyżkował o 20 proc. Natomiast polska gospodarka rosła w szybszym średnim tempie niż Europa czy USA. Oznacza to, że polskie blue chipy są dzisiaj relatywnie tanie. Dlatego zagraniczne giełdy mają większy potencjał spadków, bo tamtejsi inwestorzy realizują swoje zyski, a nie tracą na inwestycji w akcjach — uspokaja Mariusz Pawlak.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jagoda Fryc

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy