Citi i Fitch: amerykańskie cła wzrosną o 5 pkt

Ignacy MorawskiIgnacy Morawski
opublikowano: 2025-01-28 20:00

Europejskie spółki najbardziej narażone na efekty wojny celnej stopniowo zyskują na giełdach. Sekretarz skarbu Scott Bessent i prezydent Donald Trump zapowiadają podnoszenie ceł, ale ekonomiści i rynki na razie stawiają na umiarkowany scenariusz ekonomiczny.

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

Nikt nie wie, jak bardzo rozsierdził się ten Tuhaj-bej celny. Wszyscy siedzą i czekają. Będą wysokie cła czy nie? W poniedziałek Scott Bessent, nowy sekretarz skarbu, zapowiedział, że administracja będzie chciała zacząć od podniesienia ceł o 2,5 proc. na cały import do USA, a później stopniowo je zwiększać. Donald Trump odpowiedział na to, że on chce dużo więcej. Przed wyborami krążyła propozycja 10-procentowych ceł ogółem, niektóre kraje straszone są 25- lub nawet 60-procentowymi stawkami.

Uporządkujmy to wszystko. Dziś średnia nominalna stawka celna na import do USA wynosi zaledwie 1,5 proc., a kiedy doliczy się różne specjalne cła, to 2,3 proc. Uśrednienie wszystkich ceł jest o tyle trudne, że ich stawki są bardzo różne w zależności od towaru i kraju, a regulacje często mają charakter przejściowy. Bank Światowy podaje 1,5 proc., opierając się na stawkach nominalnych, a Fitch 2,3 proc., opierając się na faktycznych wpływach z ceł. Trzeba jednak pamiętać, że większość towarów — a dokładnie dwie trzecie — nie jest objęta cłami, więc średnia stawka na towary podlegające cłom jest wyższa.

Gdyby cały import USA został objęty stawkami 10, 25 i 60 proc., byłby to wstrząs, którego gospodarka — amerykańska i światowa — nie zniosłaby bez jakiejś recesji. Tylko dwa kraje na świecie stosują dziś średnią stawkę powyżej 20 proc. Zaburzenia w systemie produkcji byłyby ogromne, odbiłyby się na wyższej inflacji, niższym PKB, wywołałyby prawdopodobnie bessę na giełdach. Dlatego nikt w tak radykalny scenariusz nie wierzy.

Fitch przewiduje, że średnia stawka celna USA wzrośnie o 5,6 pkt proc., do 7,9 proc., głównie z powodu zwiększenia już istniejących ceł. Bardzo podobny scenariusz przedstawił bank Citi. Zdaniem jego ekonomistów efektywne cła zostaną zwiększone o około 5 pkt proc. To już będzie dużo, prawie najwięcej wśród krajów rozwiniętych. Wśród krajów OECD tylko Korea ma wyższą średnią stawkę — 8,6 proc. Ekonomiści Citi uważają jednak, że dla gospodarki amerykańskiej nie będzie to duży wstrząs — inflacja z tego powodu może wzrosnąć o parę dziesiątych punkta procentowego, a wzrost PKB będzie nieznacznie niższy. Ich zdaniem nie będzie to gamechanger, czyli coś, co istotnie zmieniłoby obraz makroekonomiczny.

Rynki na razie grają scenariusz negatywnego, ale relatywnie łagodnego wpływu ceł na gospodarkę. Skonstruowany przez bank UBS indeks EU Tariff Loosers, grupujący europejskie spółki najbardziej narażone na efekty wojny celnej z USA, wzrósł w tym roku o 2,5 proc., a od dnia wyborów prezydenckich w USA o 5 proc. Dla porównania — szeroki indeks Stoxx 600 zyskał w tym roku 4,8 proc., a od dnia wyborów 5 proc.

Podobny indeks zbudowany przez bank Goldman Sachs dla amerykańskich spółek konsumenckich wzrósł w tym roku o 3 proc., a od wyborów już o 10 proc. Dla porównania — S&P zyskał w tym roku 2,5 proc., a od wyborów stracił 0,5 proc.

Widać zatem, że inwestorzy nie wyceniają istotnych szkód z wojny celnej po stronie amerykańskich firm, a
po stronie europejskich firm szacują umiarkowane szkody. Patrząc na reakcje rynków na napływające informacje, wydaje się, że wiele negatywnych scenariuszy jest już w cenach.

Możesz zainteresować się również: