Credit Suisse w opałach

opublikowano: 04-10-2022, 20:00
Play icon
Posłuchaj
Speaker icon
Close icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl

Kilka nieudanych inwestycji, konieczność restrukturyzacji oraz jeden tweet, który uruchomił falę plotek o bankructwie, postawiły Credit Suisse w trudnej sytuacji.

Z tego artykułu dowiesz się:

  • skąd wzięły się problemy Credit Suisse,
  • czy Credit Suisse będzie musiał sięgnąć po finansowanie z zewnątrz,
  • czy problemy Credit Suisse zwiastują nowy kryzys.

O 10 proc. spadały notowania Credit Suisse w poniedziałkowy poranek w USA do 3,7 USD za akcję (w Szwajcarii do 3,6 CHF), czyli najniżej w historii. Dzień zakończyły już jednak na plusie w okolicach 4 USD. Do tych perturbacji doprowadziły weekendowe plotki o możliwym bankructwie banku spotęgowane faktem, że Credit Suisse nie ma najlepszego czasu – od początku roku notowania banku spadły o niemal 60 proc., sprowadzając jego kapitalizację do 10,6 mld USD.

A zaczęło się od australijskiego dziennikarza, który napisał, że według jego źródeł jeden z kluczowych banków systemowych jest na krawędzi bankructwa. Podejrzenia skierowały się na Deutsche Bank, który w 2016 r. już przechodził podobną restrukturyzację oraz Credit Suisse, który ma obecnie spore problemy. Tweet został już skasowany po interwencji redakcji, ale mleko się rozlało.

W sieci zaroiło się od wykresów zarówno CDS-ów na obligacje banku, czyli instrumentów ubezpieczających na wypadek niewypłacalności, jak i rosnących rentowności bardziej ryzykownych obligacji Credit Suisse, które w razie problemów można wymienić na akcje. Wzrosty na tych instrumentach miały sugerować, że ryzyko bankructwa banku rośnie. Problem w tym, że brak płynności na tych instrumentach może nie do końca odzwierciedlać sytuację. W poniedziałek jednak nieufność inwestorów się utrzymywała – CDS-y zdrożały 100 pkt. baz. do 350 pkt. baz.

Plotka wstrząsnęła bankiem
Plotka wstrząsnęła bankiem
Pogarszające się wyniki i konieczność pokrycia strat spowodowały, że weekendowa plotka, spowodowana tweetem zatrzęsła notowaniami Credit Suisse
Stefano Rellandini / Reuters / Forum

Straty na nietrafnych inwestycjach

Problemy Credit Suisse nie wzięły się jednak znikąd. Według analityków Keefe, Bruyette & Woods bank potrzebuje 6 mld CHF kapitału, aby załatać straty.

– Bank jest w trakcie restrukturyzacji, która jest spowodowana m.in. dwoma nietrafionymi inwestycjami. To były dwa fundusze: Greensill i Archegos. Greensill upadł - jak podaje „Financial Times” - po zarzutach o oszustwa – Credit Suisse stracił tam ok. 3 mld dol. Z Archegosem była podobna sytuacja, zarządzający znany inwestor Bill Hwang usłyszał zarzuty oszustwa i matactwa – Credit Suisse stracił od 4,7 do 5,1 mld dol. Kolejna afera dotyczyła ok. 18 tys. kont, na których zdeponowano 100 mld CHF, pochodzących m.in. od osób ze świata przestępczego, którym stawiano m.in. zarzuty o pranie brudnych pieniędzy – mówi Maciej Kietliński, analityk XTB.

Analitycy Keefe, Bruyette & Woods oceniali, że 2 mld CHF uda się Credit Suisse pozyskać, dzięki oszczędnościom i sprzedaży aktywów, ale o pozostałe 4 mld CHF mieliby poprosić inwestorów.

– Zarząd dementuje plotki i twierdzi, że nie będzie sięgał po nowy kapitał od inwestorów ze względu na rekordowo niskie ceny akcji i wysokie koszty obsługi długu z powodu obniżenia ratingu. Natomiast może się zdarzyć się, że bank będzie musiał być dokapitalizowany przez rząd Szwajcarii, co miało miejsce w przypadku UBS Group w 2008 r. – mówi Maciej Kietliński.

Według „Financial Timesa” bankierzy Credit Suisse obdzwaniali w weekend klientów, aby przekonać ich, że panują nad sytuacją i nawet nie sondują inwestorów w kwestii pozyskania dodatkowego kapitału. Na sprzedaż natomiast może pójść biznes sekurytyzacyjny, który jest częścią banku inwestycyjnego.

Bankierzy przekonują także, że pozycja kapitałowa banku jest silna, a płynności mu nie brakuje. Współczynnik kapitałowy CET 1 według wyników podanych w lipcu wynosi 13,5 proc., podczas gdy w 2015 roku wynosił 11,4 proc., co przekłada się na 37 mld CHF kapitałów. To daje podobną pozycję kapitałową co w innych europejskich gigantach jak UBS, HSBC czy BNP Paribas. Oprócz tego bank ma do dyspozycji dodatkowe 15,7 mld CHF kapitału pozyskanego z obligacji, które w przypadku kryzysu mogą zostać zamienione na akcje. Do tego dochodzi jeszcze 44,2 mld CHF kapitału dodatkowego wymaganego przez szwajcarski nadzór, co daje łącznie 97 mld CHF, zanim ew. problemy banku zaczęłyby dotykać klientów.

Niewiele też wskazuje na potencjalne problemy z płynnością – współczynnik LCR obrazujący pokrycie płynnymi aktywami zobowiązań krótkoterminowych wynosi 191 proc., co jest nawet wyższym poziomem niż w przypadku konkurencji.

Restrukturyzacja potrzebna

Poniesione straty dodatkowo komplikuje fakt, że bankowość inwestycyjna Credit Suisse radzi sobie ostatnio słabiej. Przedłużający się słaby sentyment na rynku sprawia, że transakcji przejęć jest mniej, a firmy rzadko sięgają po kapitał z rynku.

– Od trzech kwartałów bank odnotowuje spadek przychodów, spadek marżowości. Na 27 października zaplanowano raport za III kwartał oraz publikację strategii restrukturyzacji, która według prezesa Credit Suisse ma być „bolesna i mozolna”. Stąd możliwym scenariuszem wydają się zwolnienia grupowe – mówi Maciej Kietliński.

Presja na ujawnienie planu restrukturyzacji wzrosła w ostatnich dniach. Tymczasem bank w tym roku wymienił kierownictwo, które ma postawić go na nogi. W lipcu na jego czele stanął Ulrich Körner, a od tego roku dyrektorem finansowym został Dixit Joshi. Muszą się oni zmierzyć z rosnącymi kosztami finansowania – w sierpniu Moody’s obniżył rating banku do Baa2, czyli drugiego najniższego poziomu inwestycyjnego, a analitycy Citigroup oceniają, że wzrost rentowności obligacji Credit Suisse podniesie koszty o 300 mln dol. rocznie.

– Zdaje się, że doniesienia o możliwości wybuchu kolejnego kryzysu finansowego są na wyrost. Sytuacja z Credit Suisse różni się od Lehman Brothers – kryzys finansowy nie wybuchł z powodu upadku Lehman Brothers, tylko z powodu udzielania niespłacalnych kredytów, na których były oparte tzw. toksyczne obligacje, które doprowadziły do upadku Lehman Brothers. Po jego upadku okazało się, że obligacje te, które miały być "bezpieczne, bo oparte o wartość kredytów hipotecznych zabezpieczonych nieruchomościami, których ceny stale rosły", są niewiele warte. Credit Suisse w dużej mierze sam odpowiada za tę sytuację, nie jest to efekt działania systemu naczyń połączonych. Druga kwestia, to czy rząd Szwajcarii dopuściłby do upadku drugiego największego banku. Zdaje się, że na dzień dzisiejszy jest to mało prawdopodobne i w sytuacji krytycznej Credit Suisse dostałby finansowanie od rządu – mówi Maciej Kietliński.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane