Czas i przestrzeń

Karolina Guzińska
opublikowano: 2005-12-16 00:00

Vorarlberg. Meta wytrawnych narciarzy i mekka arystokracji. Wysokie jest tu wszystko — trasy położone na 2 tys. metrów, ceny oraz jakość.

Od stu lat Vorarlberg przyciąga koronowane głowy, przemysłowców, arystokratów. Upodobał go sobie również Ernest Hemingway, który spędził dwie zimy w Montafon. Gustował w lokalnej nalewce Kirchbrand, wspinał się po skałach, szusował na nartach jak szatan i przyjaźnił się z miejscowymi, którzy nazwali go „czarnym Chrystusem” — taki był brodaty i opalony!

— Wybrał Vorarlberg, bo tu znalazł hotel z ogrzewaniem w cenie. Czego w owych czasach nie praktykowano nawet w Paryżu — dodaje Franca-Maria Kobenter, dyrektor Austriackiego Ośrodka Informacji Turystycznej w Warszawie.

Jakość życia

Ten najmniejszy kraj związkowy Austrii — Vorarlberg zajmuje 2,6 tys. km kw. — leży między Jeziorem Bodeńskim a lodowcami łańcucha Silvretta we wschodnim paśmie Alp. W jego skład wchodzą m.in. tak znane regiony narciarskie, jak Bludencja, Arlberg, Bregenzerwald, Kleinwalsertal i Montafon. Rocznie bawi tu 1,5 mln gości, lecz zaledwie 10 tys. z nich przyjeżdża z Polski. To kwestia odległości, ale i ceny. Zwłaszcza w Arlbergu, dokąd ściągają elity finansowe, gwiazdy i inne VIP-y. Bywa tam nieco snobistycznie, a i ceny za apartamenty sięgają 500 euro za dobę. Z drugiej strony Arlberg to meta wytrawnych narciarzy. I jedyne w Austrii miejsce, gdzie można zamówić helikopter wyrzucający narciarza na stok. Region ceniony jest również za liczne możliwości jazdy poza trasami i... brak wszechobecnej w Austrii pseudofolklorystycznej muzyki.

— Może nie jesteśmy tani, ale chcemy, by goście dostawali więcej, niż się spodziewają. Ta filozofia chyba się sprawdza, bo wielu turystów powraca. Zawsze mogą liczyć na wysoką jakość życia — mieszka się u nas pięknie, smacznie je i pije — przekonuje Marianne Hinterdorfer z Vorarlberg Tourismus.

Z dostojnej atmosfery, pięknych krajobrazów i doskonałej kuchni słyną zwłaszcza dwie miejscowości: luksusowy Lech i Zürs o wysokim standardzie. W Lech — uroczym kurorcie, który w 2004 r. otrzymał tytuł najpiękniejszej wioski Europy — kręcono nawet film: „W pogoni za rozumem”, drugą część dziennika Bridget Jones. Aktorka Renee Zellweger, filmowa Bridget, uczyła się jeździć w jednej z tutejszych szkółek, bo jej bohaterka miała szaleć na deskach.

— Arlberg to moja „czarodziejska góra”. Często, gdy siedzę w pracy, choć minęła już 9 wieczorem, myślę o nim. Przychodzi mi też do głowy slogan promujący Vorarlberg: „Więcej przestrzeni, więcej czasu”. Życie tu naprawdę biegnie wolniej. To tradycyjny kraj. Z prawdziwymi wsiami i uroczymi górskimi mieścinami. Ich drewniana architektura zaskakuje prostotą — bez wycinanych ozdóbek, frymuśnych balkoników... Nawet ludzie są tu bardziej prostolinijni niż w innych regionach kraju — opowiada Franca-Maria Kobenter.

Ciepła kanapa

Narciarstwo alpejskie uprawia się w Vorarlbergu od ponad stu lat — w 1906 r. pionierzy tej dyscypliny zorganizowali tu pierwszy na świecie kurs jazdy na nartach. Kraina — siedziba firmy Doppelmayr, producenta wyciągów i kolejek linowych — ma także długą tradycję w budowaniu wyciągów: pierwszy postawiono w 1940 r. Wwoził narciarzy na Rüfikopf w Lech. Nic dziwnego, że Vorarlberg należy dziś do najbardziej rozwiniętych terenów narciarskich Austrii. Od 20 lat obowiązuje tu prawo zabraniające pozyskiwania nowych terenów pod inwestycje turystyczne, toteż mieszkańcy stale unowocześniają to, co mają. Narciarz nie uświadczy tu przestarzałej „wyrwirączki”, a standardem wyciągów krzesełkowych jest ochronny daszek z pleksi. Zima 2005/06 także niesie innowacje: na stoki wjedzie się podgrzewanymi krzesełkami. Będzie ich całkiem sporo w regionach Arlberg, Montafon i Bregenzerwald.

— Sezon w Vorarlbergu jest długi: trwa od listopada do kwietnia. Narciarze mogą wybierać wśród 1,2 tys. km tras zjazdowych, obsługiwanych przez 336 wyciągów różnego typu. Najdłuższe trasy liczą 12 km długości, a największa różnica poziomów wynosi 1,6 tys. m. Eldorado dla snowboardzistów i freeriderów to region Silvretta-Nova z funparkiem Nova, słynącym m.in. z 7 skoczni, halfpipe długości 120 m i gigantycznego cornera — wylicza Marianne Hinterdorfer.

Kilka metrów od nartostrad Vorarlbergu panuje cisza i spokój. Turyści bez trudu znajdą więc alternatywę dla zjazdów: 800 km tras biegowych, 880 km szlaków turystycznych (m.in. do wędrówek w rakietach śnieżnych oraz do uprawiania nordic walking), lodowiska naturalne i sztuczne, tory do curlingu, wreszcie tory saneczkowe w 37 miejscowościach.

— Szczególną atrakcją dla narciarzy biegowych jest zamarznięte jezioro Silvrettasee, leżące na wysokości 2 tys. m. Jedzie się tam specjalnymi busami przez alpejskie tunele i zimowy, wysokogórski krajobraz, zdominowany przez najwyższy szczyt Vorarlbergu, Piz Buin (3312 m). Od końca stycznia na jeziorze wytyczane są szlaki dla narciarzy klasycznych — opisuje Marianne Hinterdorfer.

Nie zapomniano i o gościach zwabionych sielskością Vorarlbergu. Kraina, znana z takich wynalazków jak narciarstwo carvingowe, słynie też z licznych gatunków sera. Podczas 4-godzinnego kursu turysta może, pod czujnym okiem bauera, nauczyć się sztuki wyrabiania tego smakołyku. Nagrodą za trud są trzy kawałki własnoręcznie uwarzonego sera, które kursantowi wolno zabrać ze sobą.

Możesz zainteresować się również: