Czas przypomnieć sobie słowo bessa

Maciej Zbiejcik
17-08-2007, 00:00

Na giełdzie zapachniało bessą. Nie ma pewności, że to już, ale coraz więcej argumentów mówi, że trend się odwrócił.

Pora się przyzwyczaić do myśli, że korekcyjnymi sesjami będziemy nazywać te wzrostowe

Na giełdzie zapachniało bessą. Nie ma pewności, że to już, ale coraz więcej argumentów mówi, że trend się odwrócił.

Takiego tąpnięcia dawno nie było. Wczoraj indeks WIG20 momentami tracił ponad 6 proc., a WIG — 8 proc. Ponad 10 proc. spadały mWIG40 oraz sWIG80. Dla indeksu największych spółek była to najboleśniejsza przecena od 22 maja 2006 r. W tym roku najgorszym dniem był 27 lutego, kiedy podstawowe indeksy zjechały ponad 4 proc., a sWIG80 nawet o 6 proc.

Jedno słowo — panika

Wczorajsze rozmiary przeceny mogą budzić niepokój. Na giełdzie ze świecą trzeba było szukać spółek, które zyskiwały na wartości, a wiele akcji traciło kilkanaście lub nawet ponad dwadzieścia procent, choć pod koniec dnia doszło do lekkiego odreagowania.

— Czwartkową sesję można skomentować jednym słowem — panika. Nerwy na tyle puściły inwestorom, że czynniki racjonalne przestały odgrywać jakąkolwiek rolę — ocenia Marcin Ma- terna, analityk DM Millennium.

Po dniu przerwy nasza giełda spadała ze zdwojoną siłą w porównaniu z największymi rynkami europejskimi, które pracowały (i spadały) w środę. Ale spadki na GPW utrzymują się od 6 lipca.

Miesiące spadkowe

— To nie jest zwykła korek- ta. Prawdopodobnie wchodzimy w fazę bessy. Sądzę, że kolejne sesje mogą przebiegać w podobnym tonie. Jeśli WIG20 pokona okolice 3150 pkt, to może oznaczać kolejne miesiące pod znakiem spadków — uwa- ża Mirosław Saj, analityk BISE.

Pojawiają się również głosy, że na właściwe określenie trendu trzeba będzie jeszcze poczekać.

— Na razie za wcześnie mówić o nadejściu bessy, choć nerwowo powinno być nadal, bo na giełdzie może dominować strach przed dalszymi tąpnięciami — przyznaje Marcin Materna.

Będzie odbicie

Czy inwestorzy powinni szykować się na kolejne fale wyprzedaży?

— Trudno się spodziewać utrzymania takiej dynamiki spadków. Teraz liczę na odbicie, które będzie miało charakter raczej emocjonalny i jednoznacznie nie odpowie na pytanie, czy dojdzie do powrotu do trendu wzrostowego — mówi Rafał Salwa, niezależny analityk.

Inni wskazują na wcześniejsze analogie.

— Z podobną sytuacją mieliśmy do czynienia w maju ubiegłego roku, kiedy przecena trwała kilka tygodni i została naruszona linia trendu. Jednak później rynek powrócił do wzrostów, które trwały niemal rok — uspokaja Maciej Bobrowski, analityk Beskidzkiego Domu Maklerskiego.

Z przeszłości można też czerpać inne, uspokajające przykłady.

— W ciągu miesiąca główne amerykańskie indeksy straciły około 10 proc. W zeszłym roku na Wall Street oglądaliśmy podobną sytuację i wszystko skończyło się powrotem do wzrostów. Dlatego sądzę, że także teraz giełda za oceanem poradzi sobie z tą sytuacją. Poprawa nastrojów w USA automatycznie powinna przełożyć się na nasz rynek. Dlatego uważam, że przed nami jeszcze dwa lata wzrostów — uważa Tomasz Porada, analityk X-TB.

Winne kredyty w USA

Przed kolejnymi sesjami warto zdiagnozować przyczyny wczorajszego załamania rynku. Wszystkiemu winne jest odżycie obaw związanych z kondycją sektora kredytowego w USA, po załamaniu, które miało miejsce na rynku ryzykownych pożyczek hipotecznych. Inwestorzy i analitycy prognozują, że może to w konsekwencji doprowadzić do ogólnoświatowego spowolnienia gospodarczego. W związku z tym gracze przenoszą pieniądze w kierunku bezpieczniejszych papierów dłużnych. Obligacje rosną na niemal wszystkich rynkach.

— W tej chwili oczy inwestorów zwrócone są na ry- nek amerykański, któremu zaszkodziła nadmierna liczba udzielonych kredytów hipotecznych i związane z tym plajty instytucji udzielających nietrafionych pożyczek. Kolejna fala bankructw jeszcze przed nami i, co gorsza, chodzi tu o grube miliardy dolarów — ocenia Mirosław Saj.

Wczoraj z amerykańskiego rynku nieruchomości napłynęły kolejne informacje potwierdzające kłopoty gospodarki amerykańskiej. Zezwolenia na budowy domów spadły o 2,8 proc., do 1,373 mln, a liczba rozpoczętych budów domów zmniejszyła się o 6,1 proc. do poziomu 1,381 mln. Liczba nowo rejestrowanych bezrobotnych wzrosła do 322 tysięcy (prognozowano 310 tys.). Dane te nie były jednak aż tak złe, jak mogłoby być. Dlatego indeksy odbiły nieco w górę.

Zaważą fundusze

Ale to niejedyny czynnik, który może zaważyć na dalszym rozwoju wydarzeń na warszawskim pakiecie. Kluczową dla rynku rolę mogą odegrać fundusze inwestycyjne.

— Sytuację mogą pogorszyć inwestorzy, którzy masowo przystąpią do umarzania jednostek w funduszach inwestycyjnych — ostrzega analityk BISE.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Maciej Zbiejcik

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Prawo / Czas przypomnieć sobie słowo bessa