Część spółek publicznych nie chce debiutu na GPW

Tomasz Furman
24-04-2002, 00:00

Giełdowa poczekalnia powiększa się. Już 10 spółek ma status publicznych, jednak nie spieszą się na GPW. Część z nich nie ma szans na sprzedaż własnych akcji, innym na debiucie na razie nie zależy.

Wśród dziesięciu spółek publicznych, których akcje nie są dziś notowane na żadnym rynku, aż połowę KPWiG dopuściła do obrotu w 1998 r. Z tego grona najdłużej bez giełdy próbuje sobie radzić Miro-Mark. Od czterech lat debiutem nie są również zainteresowane takie podmioty jak Koszalińskie Przedsiębiorstwo Przemysłu Drzewnego, ZM Mazury, Pekaes i Warbud.

Kolejną grupę stanowią spółki, którym w 2000 r. nie udało się zakończyć sukcesem procesu publicznej subskrypcji. W tym gronie znalazły się: Eliza, Globe Trade Centre oraz dwa przedsiębiorstwa z branży informatycznej, czyli Emax i Techmex. Ostatnią nieudaną próbą było ulokowanie na giełdzie ZA Puławy. Proponowana cena okazała się zbyt wysoka.

Na pytanie, dlaczego spółki zwlekają z debiutem słyszy się najczęściej jedną odpowiedź: czekamy na lepszą koniunkturę, by sprzedać akcje drożej. Wiele z nich nie ma już jednak żadnych szans, by znaleźć nabywców na swoje akcje — głównie te, które zostały dopuszczone do obrotu w 1998 roku.

Spółki z giełdowej poczekalni można podzielić na trzy grupy. Pierwszą z nich tworzą takie, które liczą na ożywienie gospodarcze.

— Część spółek wstrzymuje debiut do czasu, gdy na rynku pojawią się odpowiednie warunki na przeprowadzenie sprzedaży lub subskrypcji nowych akcji. Inne ze względu na słabe wyniki prawdopodobnie najchętniej opuściłyby rynek publiczny — uważa Ryszard Czerniawski, wiceprezes GPW.

W ocenie specjalistów, z ofertą przede wszystkim czekają spółki, którym nie udało się pozyskać kapitału w 2000 i w 2001 r. Chodzi tu zwłaszcza o Emax, GTC i Techmex.

— Upublicznienie firmy oraz jej debiut giełdowy to elementy strategii rozwoju Techmexu. Jednak nie jest to cel sam w sobie. Obecna sytuacja Techmexu nie wymaga emisji akcji. Mogę jednak zapewnić, że na bieżąco śledzimy rozwój sytuacji na rynkach i w odpowiednim momencie wrócimy do tematu giełdy — uważa Jacek Studencki, prezes zarządu Techmex.

Są jednak i takie spółki, które ugrzęzły w giełdowej poczekalni. Dotyczy to firm, które mają poważne problemy finansowe. Ich akcji nikt już raczej nie kupi, chyba że wyjdą na plus. Rezygnacja ze statusu spółki publicznej też stanowi problem. Bywa, że do tego potrzebne jest wezwanie na własne akcje, na co właściciele takich spółek nie mają pieniędzy.

Problemy z utrzymaniem się na rynku ma obecnie Miro-Mark, któremu 17 września 2001 r. sąd rejonowy otworzył postępowanie układowe.

— Obecnie najważniejszą sprawą jest zakończenie postępowania układowego. Oceniamy, że proces ten uda nam się sfinalizować nie później niż w I połowie tego roku. Dopiero wówczas zdecydujemy o dalszych krokach — mówi Wojciech Kobyliński, prezes Miro-Mark.

Powodów do zadowolenia nie mogą mieć również zarządy KPPD, Elizy oraz Puław. Każda z tych spó- łek przynosi stratę netto. Rekordowo wysoka była ona w ZA Puławy (-56,65 mln zł). W ocenie zarządu, wynikała z wysokiej podwyżki cen gazu ziemnego, trudnej sytuacji krajowego rolnictwa, wzrostu konkurencji i zawyżonego kursu złotego w stosunku do innych walut. Na poziomie grupy kapitałowej ujemny wynik wypracował w ubiegłym roku Pekaes.

W ocenie specjalistów, z powodu złej kondycji finansowej debiut wymienionych przedsiębiorstw na GPW byłby niewskazany. Co więcej, część z nich najchętniej wycofałaby się z obrotu.

— Dziś niektóre spółki z chęcią opuściłyby rynek publiczny. Na realizację tego celu nie mają jednak wystarczających środków lub zgody odpowiedniej liczby akcjonariuszy — twierdzi Bogdan Duszek, naczelnik wydziału rynku pierwotnego BDM PKO BP.

Poza podmiotami czekającymi na odpowiedni moment na przeprowadzenie oferty oraz tymi, które najchętniej opuściłyby rynek publiczny, są również przedsiębiorstwa zadowolone z samego statusu spółki publicznej. Nie przeszkadza im nawet uciążliwy obowiązek informacyjny.

— Od czterech lat jesteśmy spółką publiczną i mimo że nie zadebiutowaliśmy na GPW, nasi kontrahenci i kredytodawcy traktują nas jak spółkę giełdową. Cieszymy się po prostu większą wiarygodnością za względu na udostępnianie informacji o naszej spółce — chwali status spółki publicznej Michał Krzyżanowski, dyrektor ds. finansowych Warbudu.

Jego zdaniem, w najbliższym czasie spółka nie zamierza wchodzić na GPW, chociaż z drugiej strony, wcale takiej możliwości nie wyklucza.

— Obecna sytuacja w pełni nam odpowiada przynajmniej z trzech powodów. Nie mamy specjalnych potrzeb kapitałowych, większościowy akcjonariusz nie widzi potrzeby wprowadzania akcji do obrotu i wreszcie, dziś nie jest dobry moment na debiut — dodaje Michał Krzyżanowski.

Z powyższych względów prawie nic nie dają zachęty czynione ze strony warszawskiej giełdy, z czego jej władze doskonale zdają sobie sprawę.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Tomasz Furman

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Część spółek publicznych nie chce debiutu na GPW