Czy PKO BP złowi Kubę Pieniążka?

To chyba jedyny taki projekt na świecie – bankowy serwis transakcyjny dla dzieci. Już nie długo nowa odsłona SKO.

Hasło: „Dziś oszczędzam w SKO  jutro w PKO” wiecznie żywe. Inne wykwity peerelowskiego marketingu, jak: „Przezorny zawsze ubezpieczony”, „Oszczędzają bogaci i nam się opłaci, czy dziecko plus zapałki równa się pożar", odeszły w niepamięć a ze Szkolnej Kasy Oszczędności korzystają kolejne pokolenia dzieciaków. Obecna generacja uczniów wkrótce dostanie do ręki SKO najnowszej generacji, serwis, jakiego nie ma jeszcze w 98 proc. „dorosłych” banków. O liftingu SKO słyszałem już dawna, niedawno zupełnie jednak udało mi się podejrzeć nowy system transakcyjny na jakim działa. Tak, system transakcyjny! Co prawda młodociany klient banku nie może sam robić przelewów zewnętrznych, ale w ramach rachunku ma naprawdę sporo zabawy.

Pierwsze Szkolne Kasy Oszczędności powstały w 1927 r.

 

Rachunek podpięty jest do konta osoby dorosłej, bo uczeń sam nie może nim dysponować, jednak nie różni się od tradycyjnego konta. Tzn. różni się i to bardzo. Ta sama jest tylko zasada. Klient SKO wchodzi na stronę do logowania, wpisuje login oraz hasło. Reszta jest zupełnie różna od większości statycznych i nudnych interfejsów. System SKO jest kolorowy, animowany i interaktywny. Już przy logowaniu użytkownika wita Żyrafka Lokatka (koleżanka Kuby Pieniążka ze znanego uczniom „Przewodnika po świecie finansów dziecięcych”), która pomaga mu nawigować w systemie. Ktoś taki jest potrzebny, bo serwis SKO jest nie mniej złożony niż zwykły rachunek. Uczeń ma główne konto, do którego może tworzyć dodatkowe „konta oszczędnościowe”, gdzie zbiera pieniądze na rozmaite cele: zabawki, rolki, wakacje itd. Oczywiście konta są umowne, nie mają odrębnych numerów, bo jak wspomniałem młodociany klient nie może robić przelewów. Pieniądze znajdują się cały czas na rachunku głównym rachunku, a kategorie są wirtualne.

W SKO oszczędza 150 tys. dzieci

Główny rachunek ma swój numer NRB, czyli jest pełnoprawnym rachunkiem bankowym. To już nie zabawa w bankowość jaką znamy z dawnego SKO, choć element zabawy w nowym serwisie odgrywa zasadniczą rolę. Serwis uczy zarządzania zaskórniakami: pokazuje jak oszczędzać i na czym ono polega, nagradza za konsekwencję w odkładaniu pieniędzy specjalnymi odznaczeniami (pewnie później będzie je można umieszczać na Facebooku, czy nk.pl). Uczy na czym polega procent i odsetki. A te akurat będą niemałe. Z tego co wiem będzie to około 5 proc. na dodatek z tygodniową kapitalizacją.


Szukałem w Internecie podobnych do SKO rozwiązań i owszem znalazłem strony uczące dzieci i młodzież co to jest bankowość, ale wszystko to ubożuchne jest w porównaniu z tym co oferuje szkolna kasa. Nie znalazłem też banku, który chociażby w podobny sposób podchodził do klienta młodocianego jak PKO BP.


Chyba nikomu nie chce zawracać sobie tym głowy, bo co to za klient, który ani kartą płacić nie może, ani zrobić przelewu. Takie ograniczenia dotyczą dzieci w wieku do 13 lat. Banki zaczynają się interesować, aczkolwiek też bez specjalnych zabiegów, dopiero młodzieżą, która kartą może się już posługiwać i jakieś przychody z interchange generować. Podoba mi się pomysł Toyota Banku, który podwyższa oprocentowanie dla prymusów. Kto ma na świadectwie piątki dostaje lepszą ofertę depozytową. Z początkiem marca wprowadził chyba już trzecią edycję tej promocji.

W PKO, czy...

Banki mają w ofercie rachunki dla młodzieży, ale chyba tylko dlatego, żeby były. Ten rodzaj klienteli wymaga bowiem znacznie więcej zabiegów niż każdy inny, włączając w to dzieci. Rachunek dla ucznia do 13 roku życia może otworzyć osoba dorosła. Proste. Nieco inaczej jest z młodzieżą do 18 roku życia. Konto również otwiera dorosły, ale potrzebna jest zgoda młodego klienta. W całym procesie zamiast jednej osoby biorą udział dwie, co dla banku oznacza dodatkowe koszty związane z obsługą. Opłacalność całego biznesu jest wątpliwa. Jaki to pożytek z klienta, który ma kilkadziesiąt złotych kieszonkowego na wydanie od ręki? Jedyny sens w tym jest taki, że bank otwiera konto dla młodego klienta licząc, że kiedy dorośnie nie pójdzie do konkurencji. Nie wiem na czym oparte jest to przekonanie, bo na pewno nie opiera się nie sile perswazji oferty. W polskich bankach konta dla młodocianych klientów są tak nudne, jakby żaden z bankowców nigdy młody nie był. A dzisiejsza młodzież to zupełnie inne pokolenie niż generacja dzisiejszych menedżerów średniego nawet szczebla w bankach.

W banku spółdzielczym:)

Z tego punktu widzenia SKO jest absolutnie nowatorskim rozwiązaniem nie tyle nawet ze względu na nowoczesny system, ale koncept biznesowy. Nie wiem ilu klientów szkolnej kasy zostaje później klientami PKO BP. Ja nie zostałem, bo skończyłem oszczędzanie na ostatniej klasie podstawówki (o ile o oszczędzaniu w czasach galopującej inflacji można mówić). W liceum SKO już nie było. Z moich informacji wynika, że PKO BP pracuje nad tym, żeby tę przerwę w bankowaniu zasypać. System transakcyjny SKO można łatwo przekształcić w nowoczesny rachunek dla młodzieży. Silnik można zachować, wystarczy tylko zmienić wygląd. Jeśli PKO BP uda się zachować ciągłość w obsłudze klienta od ucznia do studenta, to wszystkie nakłady na SKO z ostatnich lat mogą okazać się jedną z bardziej trafionych inwestycji.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Eugeniusz Twaróg

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Banki / Czy PKO BP złowi Kubę Pieniążka?