Deloitte poleca Chiny

Małgorzata GrzegorczykMałgorzata Grzegorczyk
opublikowano: 2012-09-26 00:00

Barier jest sporo, ale firmy, które wpasują się w plan pięcioletni i wybiorą odpowiedni region, mogą liczyć na zachęty.

17 podatków dla zagranicznych firm i obcokrajowców, zakaz stosowania obcych walut w transakcjach krajowych, rosnące koszty pracy to zasadzki, które czekają na przedsiębiorców w Chinach. Jednak eksperci przekonują, że warto wejść do jaskini chińskiego smoka.

— Rząd chce zwiększyć konsumpcję wewnętrzną i zwiększyć klasę średnią, zliberalizować rynek finansowy oraz umiędzynarodowić chińską walutę — mówi Paul Siu, partner zarządzający Deloitte w regionie Chin Wschodnich. By pokonać smoka, trzeba być jednak równie sprytnym jak szewczyk Skuba.

— Warto, by inwestor wpasował się w branże promowane przez chiński rząd w 5-letnim planie i wiedział, gdzie najlepiej dany projekt przeprowadzić, np. wyższe zachęty są w centralnych Chinach — mówi Tomasz Konik, partner w Deloitte.

Popierane przez rząd branże to m.in.: wyspecjalizowane technologie, ochrona środowiska, rolnictwo, leśnictwo, rybołówstwo czy wykorzystanie zasobów naturalnych. Na ulgi mogą też liczyć przedsięwzięcia venture capital. Zachęty mogą być połączeniem zwolnień podatkowych, obniżonych podatków, dodatkowych odliczeń czy ulg inwestycyjnych. Władze lokalne wspierają inwestorów działających w branżach, w których chcą się specjalizować wybrane regiony, i proponują im dopłaty do kosztów zakupu gruntu, szkoleń dla pracowników, inwestycji w środki trwałe czy media. W Chinach działa ponad 200 firm z polskim kapitałem, w tym: KGHM, Kopex, Selena, Polfa Łódź, W.Kruk, Margański & Mysłowski Zakłady Lotnicze, Grupa Black Point, Bioton, Axtone czy Amber Foods Polska. Na koniec 2010 r. polskie inwestycje wyniosły 150 mln EUR. Kraje UE tylko w 2011 r. zainwestowały tam 17,7 mld EUR.