Alan Greenspan i jego koledzy z FOMC znowu zaskoczyli rynek – pomimo niechęci jaką ma FED do podejmowania decyzji między posiedzeniami, wczoraj zdecydował się zupełnie nieoczekiwanie obniżyć obie wiodące stopy procentowe o 50 pkt bazowych. W uzasadnieniu decyzji FED stwierdził, że zauważalny jest postęp w redukcji zapasów w przedsiębiorstwach oraz, że wydatki konsumentów utrzymują się na bezpiecznym poziomie. Za jeden z istotnych powodów do podjęcia takiej decyzji FED uznał też spadek inwestycji kapitałowych, który w połączeniu z niepewnymi obecnie perspektywami gospodarki, mógłby się w bliskiej przyszłości nasilić. FED zwrócił także uwagę że spadek nakładów kapitałowych w połączeniu z obniżeniem poziomu konsumpcji, spowolnieniem gospodarczym za granicą oraz spadkami na rynkach akcji może doprowadzić aktywność gospodarczą w USA do niedopuszczalnie niskiego poziomu. Ciekawe w tym uzasadnieniu jest to, że FED po raz pierwszy zwrócił uwagę na konsekwencje, jakie dla gospodarki mogą spowodować spadki na rynkach akcji. To dość wyraźna zmiana nastawienia – jeszcze dwa miesiące temu Alan Greenspan przed Komisją Senacką twierdził, że Nasdaq nie będzie mu dyktował, co ma robić.
Decyzja FED podana został tuż przed siedemnastą (czasu środkowoeurpoejskiego), więc rynek amerykański miał sporo czasu na reakcję, która mogła być tylko jedna – silny wzrost. Zarówno DJIA, jak i Nasdaq Composite zanotowały jedne z pięciu najwyższych wzrostów w historii. Obroty na obu rynkach były również imponujące – liczba akcji, które zmieniły właścicieli na Nasdaqu była najwyższa w historii, a NYSE druga co do wielkości. W cieniu decyzji FED pozostała nowa ocena rynku przez Abby Joseph Cohen. Największa optymistka stwierdziła wczoraj, że słabsza kondycja amerykańskich spółek zmusza ją do wyznaczenia niższych poziomów docelowych na koniec roku dla indeksu DJIA (na 12 400 pkt) i dla S&P 500 (z 1650 na 1550 pkt).
Dariusz Nawrot, DM PBK SA